Górny Śląsk bez kopalni to nie jest science fiction, a krótkoterminowa perspektywa
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Na przestrzeni ostatnich czterech dekad spada produkcja węgla w Polsce: z poziomu 193 mln t rocznie do trochę ponad 60 mln t. Gdyby ekstrapolować trend lat 1990-2019, to produkcja węgla w Polsce zakończyłaby się przed rokiem 2040. Równocześnie produkcja energii z wiatru z poziomu 0 na początku XXI wieku urosła do 6,5 MW w 2017 roku.

Jak podaje Forum Energii, polska energetyka wchodzi w duże turbulencje. Do natychmiastowego zarządzenia jest dalsze funkcjonowanie elektrowni w Turowie. Ale to nie koniec, a początek problemów. Po 2025 r., kiedy skończy się wsparcie publiczne, falami z polskiego systemu może wyjść najpierw 8 GW mocy węglowych, a trochę później kolejne 6 GW.

Elektrownie będą wyłączane ze względu na wiek i koszty. Obserwując działania rządu, można odnieść wrażenie, że cała nadzieja w Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Energetycznego. Tymczasem to jest temat zastępczy, bo żadna zmiana struktury właścicielskiej nie poprawi sytuacji upadającej energetyki węglowej. Do podjęcia są trudne decyzje. A możliwości wsparcia funkcjonowania elektrowni węglowych z pieniędzy publicznych są już bardzo ograniczone.

Dane o zatrudnieniu w sektorze górniczym jasno pokazują skalę zmian. Na początku lat 90. polskie górnictwo węglowe zatrudniało 400 tys. osób, głównie na Górnym Śląsku. W 2000 roku szeroko zakrojone reformy rządowe w sektorze górniczym spowodowały, że liczba zatrudnionych górników spadła do 150 tys. Dziś w górnictwie pracuje zaledwie 80 tys.

Jak podaje Międzynarodowa Agencja Energii Odnawialnej (IRENA), zatrudnienie w polskim sektorze OZE rosło, aby w 2020 osiągnąć poziom blisko 120 tysięcy osób. Ale to tylko część historii.

Jak tę zmianę zrobić sprawiedliwie

Obserwując proces zmian społeczno-gospodarczych w Polsce, można odnieść wrażenie, że w przeszłości procesy transformacji regionalnej zbyt wąsko koncentrowały się na PKB i wskaźnikach makroekonomicznych. Liczby na pierwszy rzut oka wydają się zachęcające – nieco ponad 2 proc. bezrobocia przed pandemią COVID-19 i mnóstwo inwestycji w nową powierzchnię biurową – a wraz z tym wiele nowych miejsc pracy w outsourcingu procesów biznesowych (BPO).

Niestety, wiele z tych miejsc pracy jest podatnych na relokację. Innymi słowy, jest to zmiana krótkoterminowa. Niewiele robi się, aby rozwiązać podstawowe lęki górniczej społeczności, która boi się zmiany.

Potrzebni odważni liderzy z wizją

To prawda, że dzisiejsi górnicy są bardzo wykwalifikowani i przygotowani do wielu zawodów. Ale wiele osób nie zdaje sobie z tego sprawy. Co gorsza, zbyt mało górników zdaje sobie z tego sprawę.

Debata o przyszłości największego w Europie regionu węglowego toczy się bez udziału najbardziej dotkniętych transformacją – górników i lokalnych liderów. Odpowiedzialność za ten stan rzeczy ponoszą kolejni ministrowie i regionalni liderzy. Nie można poważnie rozmawiać o przyszłości ponadczteromilionowego regionu, kiedy za zielonym stolikiem dotyczącym transformacji energetycznej generalnie po jednej stronie zasiadają politycy, a po drugiej przedstawiciele związków zawodowych górników. A jedynym omawianym dzisiaj problemem są pieniądze.

Nie ma żadnego realnego planu transformacji, który wyznaczałby terminy neutralności klimatycznej i odejścia od węgla. Brakuje liderów, którzy złożą odważne deklaracje w tym zakresie i zaproponują przesłanie nadziei. Po zamknięciu kopalń jest przyszłość powęglowa i cała gama alternatyw. Kiedy spojrzy się w ubiegłoroczny Global Energy Monitor autorstwa Ember i E3G, widać wyraźnie, że Polska zajmuje końcowe miejsca w rankingu krajów OECD i Unii Europejskiej, ponieważ wyznaczyła abstrakcyjnie odległą datę odejścia od węgla na 2049 rok, a produkcja energii elektrycznej produkowanej z węgla wynosi 76 proc.

W ostatnich dekadach kolejne rządy bały się związków zawodowych górników i ciągle tchórzliwie uciekały od debaty o przyszłości regionu, dosypując pieniędzy do sektora węglowego i odsuwając trudne decyzje w czasie. Żadna prawda o globalnych trendach gospodarczych czy kryzysie klimatycznym nigdy nie były przedmiotem debaty na Śląsku.

Jak podają naukowcy w raporcie IPCC, koniecznie musimy zaprzestać spalania paliw kopalnych i kopania węgla. Musimy zmienić nasz system energetyczny i rozwiać mity o „czystym węglu". Chodzi o nasze zdrowie i naszą przyszłość, o przyszłość przyszłych pokoleń, naszych dzieci, naszych siostrzenic i siostrzeńców. Musimy zachować dla nich przyszłość. Ale te kwestie są celowo pomijane w debacie o przyszłości Śląska.

Potrzebny plan

Dziwnie wygląda Regionalny Plan Sprawiedliwej Transformacji Województwa Śląskiego, w którym nie ma określonej daty neutralności klimatycznej, a kwestie górnictwa są potraktowane bardzo powierzchownie. Propozycja, która już dziś leży na stole w Brukseli, niewiele różni się od pomysłów kolejnych rządów, które przez dekady kapitulowały przed związkami zawodowymi górników i ciągle dosypywały pieniędzy i karmiły opowieściami i analizami o dwóch wiekach wydobycia i spalania węgla.

Kolejnym planom brakowało determinacji i konsekwencji. Zamiast wymyślać nowe inwestycje za grube miliony euro, warto czerpać z dobrych praktyk w historii. Na przykład wprowadzony w 2000 r. program łagodzenia skutków likwidacji górnictwa węgla kamiennego w województwie śląskim. Program Jerzego Buzka i Janusza Steinhoffa dawał górnikom i samorządom lokalnym wsparcie. Odchodzący dobrowolnie z górnictwa mogli otrzymać wsparcie na rozpoczęcie działalności gospodarczej. Samorządy lokalne miały możliwość przekształcenia terenów poprzemysłowych w nowe tereny inwestycyjne, inkubatory przedsiębiorczości, centra biznesowe i centra wsparcia. Dawne fabryki zamieniono na pomieszczenia biurowe. Znamy wiele historii sukcesu — krótkoterminowych historii sukcesu.

Oczywiście reforma górnictwa miała swoje blaski i cienie. Podczas gdy górnicy byli dobrymi pracownikami, wielu brakowało umiejętności zarządzania budżetem. Nie potrafiąc inwestować długookresowego, kupowali nowe samochody, anteny satelitarne i tym podobne.

Kiedy skończyły się pieniądze, pojawiło się wiele nowych problemów – alkoholizm, przemoc domowa, ubóstwo. Kiedy osiągnęli dno, wzmocniły się dawne obawy i sceptycyzm wobec nowych możliwości. To zamknęło dialog. Górnicy nie byli już zainteresowani nowymi propozycjami i chcieli zachować status quo, a dokładniej status quo ante.

Planując sprawiedliwą transformację energetyczną, możemy czerpać dobre doświadczenia z przeszłości, ale musimy także uczyć się na porażkach z przeszłości. Dziś potrzebujemy liderów, którzy rozumieją konsekwencje, wprowadzają plany i mają wizję obejmującą dekady, a nie czteroletnie czy pięcioletnie cykle wyborcze. Regionalni i lokalni przywódcy muszą również być gotowi na konfrontację z rzeczywistością. Długoterminowe strategie mogą być niepopularne i mieć polityczne konsekwencje dla tych, którzy je wprowadzają lub wdrażają. Mam wiele wątpliwości, czy współcześni liderzy są gotowi zapłacić wysoką cenę polityczną, aby zapewnić lepszą długoterminową przyszłość mieszkańcom.

Dialog włączający

W sprawiedliwej transformacji bardzo ważne jest również zrozumienie lokalnego kontekstu, a także nadziei i obaw osób zagrożonych i bardzo często wykluczonych. Ponieważ odnawialne źródła energii stają się dziś powszechne, pojawiła się nowa przestrzeń dla dialogu, nowa przestrzeń dla organizacji społeczeństwa obywatelskiego, nowa przestrzeń dla ważnych partnerstw, które mogą budować zaufanie. Negocjacje są o wiele bardziej skuteczne, gdy partnerzy są otwarci na dialog i ufają sobie nawzajem.

Język, którym opowiadamy sprawiedliwą transformację, ma znaczenie. Politycy, przedstawiciele biznesu i liderzy związkowi są bardzo doświadczeni w sformalizowanych formach dialogu. Rozumieją protokoły, procedury i sposób głosowania. Na ogół przyjmują bardzo biurokratyczne podejście. Tymczasem musimy stworzyć dużo więcej przestrzeni na otwartą dyskusję i kontakt nieformalny. Na przykład panele obywatelskie lub okrągłe stoły podnoszą poziom zaufania i zachęcają do konstruktywnego dialogu w celu zastosowania się do trudnej rekomendacji lub trudnej decyzji.

Mój region ma wiele powiązań społecznych i gospodarczych z Niemcami, a ja osobiście angażuję się we współpracę energetyczną Górnego Śląska i Nadrenii Północnej-Westfalii. Z ostatnich niemieckich doświadczeń możemy się wiele nauczyć. Redukcje zatrudnienia i zamknięcia kopalń spowodowały w tamtym czasie wiele protestów, ale rządowy program szkoleń i gwarantowanych miejsc pracy w sektorach poza górnictwem sprawił, że region i jego mieszkańcy na procesie transformacji energetycznej wygrali. Duża część pracowników przeszła z górnictwa do sektora motoryzacyjnego.

Zaledwie pięć spotkań na przepięknej górnośląskiej prowincji wystarczyło, aby chłopak z bloków zrozumiał, że obywatele, władze lokalne oraz małe i średnie firmy na śląskiej prowincji doskonale wiedzą, że pazerność energetycznych spółek skarbu państwa sprawia, że bezpieczeństwo i transformacja energetyczna śląskiej prowincji jest fikcją. Wbrew pozorom, ludzie dużo wiedzą na temat energii i chętnie popierają technologie pozyskiwania energii odnawialnej. Energetyka oparta na paliwach kopalnych skutecznie blokuje mieszkańcom prowincji walkę z kryzysem klimatycznym.

Podsumowując, dopóki regionalni liderzy nie zrozumieją, że trzeba wyciągać lekcje z historii, spoglądać w przyszłość, umieścić człowieka w centrum procesu transformacji energetycznej i zaangażować wykluczonych w prawdziwy dialog, wizja zielonego Śląska będzie nic niewartym kawałkiem papieru. Planując sprawiedliwą transformację województwa śląskiego, nie można pomijać makroekonomii, społecznego dobrostanu i środowiska naturalnego. Sprawiedliwa transformacja to ekonomia obwarzanka w praktyce.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem