Bez handlu nie ma miasta. A co, jeśli ten handel pogarsza jego wizerunek? Albo wygasa i staje się coraz mniej atrakcyjny? I co, jeśli handlowa ulica daje pracę i zysk, ale wygląda fatalnie?
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Miasta od setek lat rosły na handlu. Za wszelką cenę chciały, by biegły przez nie szlaki handlowe, by urządzano w nich targi oraz rynki. Zabiegały o budowę magazynów. Wymiana towarów gwarantowała mieszkańcom pracę i zyski - tym większe, im bardziej otwarte miasto było otwarte na handel. Nadrzeczne i morskie porty, osady przy głównych szlakach drogowych i kolejowych, miasta targowe – bardzo szybko się bogaciły, nie tylko materialnie. Przybywało w nich mieszkańców, rozkwitała się sztuka, rodziły się nowe idee. Gdy przeglądamy naukowe definicje miasta, ich autorzy prędzej czy później zaczną wymieniać właśnie te funkcje. I zawsze jedną z nich będzie handel.

Wiedzą o tym samorządowcy. – Jaworzno przez wiele lat powstawało w sposób chaotyczny, od lat próbujemy to uporządkować i złapać wielkomiejski charakter. Dlatego przebudowaliśmy rynek, mocno zmieniliśmy śródmieście, urządziliśmy planty, zbudowaliśmy centrum przesiadkowe i galerię handlową, wspieramy lokalny handel – mówił kiedyś Paweł Silbert, prezydent Jaworzna.

Ale handel mocno się zmienia. Polskie miasta obrosły galeriami handlowymi. Na polskim rynku działa ponad 560 centrów i parków handlowych o powierzchni ponad 12 milionów metrów kwadratowych! Działały na mieszkańców jak magnes, udawały prawdziwe miasta ze swoimi rynkami, uliczkami handlowymi i pseudoprzestrzenią publiczną. Z czasem sen zarządców galerii handlowych o niezmierzonych zyskach prysł.

Galerie znikną, ale miasta zostaną

Galerie już się nam opatrzyły, znudziły, zbrzydły. Niektóre zaczęły pustoszeć, inne już zostały zamknięte, a o jeszcze innych myśli się jak o wdzięcznym temacie do pracy projektowej, próbując zamienić je chociażby w mieszkania. Galerie zamieniają się też w magazyny albo biura. Puste przestrzenie są wynajmowane pod wystawy zabawek, tory do jazdy elektrycznymi gokartami. Starają się przyciągnąć ludzi, którzy do wielkich centrów zaczęli przychodzić po szybkie zakupy już wcześniej upatrzonych rzeczy, a nie spędzać w nich czas.

Na zmianę oblicza handlu i jego roli w mieście nałożył się też rozwój handlu elektronicznego, któremu pandemia dała dodatkowy impuls. Wzrost sprzedaży internetowej w latach 2019–2020 był trzykrotnie większy niż w latach 2018–2019. Aż 85 proc. Polaków deklaruje, że nawet po zakończeniu pandemii nie zamierza zmniejszyć częstotliwości e-zakupów. – Znaczący wzrost e-commerce jest trendem stałym od wielu lat, obserwowany był jeszcze przed pandemią. Należy się spodziewać, że coraz więcej Polek i Polaków będzie korzystało z tej wygodnej formy zakupów. Ostatnie badania PWC wskazują, że w Polsce można liczyć nawet na 15-18 proc. wzrostu e-zakupów rok do roku. Wynikający z tego wzrost wolumenu dostaw tzw. „ostatniej mili" niesie za sobą szereg wyzwań m.in. w zakresie dekarbonizacji takich dostaw – stwierdza Mariusz Mielczarek, dyrektor ds. regulacji i sektora publicznego w Europie Środkowo-Wschodniej w sklepie Amazon.

Sebastian Anioł, wiceprezes zarządu firmy InPost mówi, że zdecydowaną przewagą e-commerce jest również to, że jeden pojazd dostarcza produkty do kilkudziesięciu odbiorców, którzy w przeciwnym razie musieliby indywidualnie wybrać się na zakupy.

Wzrost popularności e-handlu odciska swój ślad również na tkance miejskiej. Magazyny, punkty odbioru i paczkomaty ingerują w ład przestrzenny. – Miasta będą musiały dostosowywać się do trendu e-commerce w sposób przemyślany, systemowy, obejmujący holistycznie różne obszary: transport drogowy, kwestie zagospodarowania przestrzennego, kwestie związane z energetyką, smart cities, transportem publicznym oraz drogowym – podkreśla Mariusz Mielczarek.

To jednak tylko część wyzwań. Handel i usługi zaczęły się też zmieniać na tradycyjnych ulicach handlowych w miastach. Nie zawsze z sukcesem. Jedne stały się salonami miasta z restauracjami, kawiarniami i markowymi salonami. Inne poradziły sobie gorzej. Czy są skazane na powolną śmierć? Na pewno nie. Miasta nie giną. Zmieniają się, czasem wegetują, by potem znów rozkwitnąć. Wszystko zależy od mieszkańców.

Co z handlową ulicą w Jaworznie?

Podobne dylematy mają dziś mieszkańcy Jaworzna. Jest tutaj ulica Sienkiewicza, zwana popularnie "Kocią". Ciągnie się od rynku do ul. Grunwaldzkiej. Nie jest długa ani szeroka. Nie jeżdżą tędy samochody. To raczej deptak i ulica handlowa. To określenie przez niektórych może być uważane za przesadę. Nie jest tu najpiękniej. Nawierzchnia i mała architektura mają już swoje lata. Większość nieruchomości jest w rękach prywatnych i nie każda może się starać o tytuł wizytówki śródmieścia. To delikatne określenie. Urzędnicy, a w ślad za nimi również mieszkańcy mówią, że jest tu tak, jakby czas się zatrzymał w latach 90. Ma to swój urok, jeśli ktoś ma sentyment do czasów przełomu. Nie znajdzie tu urokliwego klimatu ten, kto od miasta oczekuje wyłącznie wysokiej jakości przestrzeni publicznych i sklepów topowych marek. Dzisiaj ulicą Sienkiewicza da się przejść, można tu zrobić zakupy i… nic więcej. Tyle emocji i atrakcji co w codziennych zakupach w osiedlowym blaszaku.

„Ta położona w samym centrum przestrzeń ani nie dodaje dzisiaj miastu splendoru ani nikogo z użytkowników nie zadowala" – przyznają miejscy urzędnicy. I bardzo chcieliby coś tu zmienić, ale wprost przyznają, że dobre chęci nie wystarczą. Miejskiej zmiany, upiększenia, a nawet rewitalizacji nie da się zadekretować i przeprowadzić bez udziału mieszkańców. A przy „Kociej" swoje nieruchomości ma kilkadziesiąt osób, z ulicy korzystają każdego dnia tysiące ludzi.

Handel w tym miejscu wciąż ma nie do końca jasny i uregulowany status. Mieszkańcy z przyzwyczajenia przychodzą tu na zakupy, np. po warzywa oferowane na kilku otwartych stoiskach wzdłuż ulicy. Przez wiele lat w sklepikach obok sprzedawano inne, często podstawowe produkty spożywcze (pieczywo, mięso, wędliny). Do sklepów i warzywniaków zaczęły dołączać inne przedsiębiorcze osoby, które na prowizorycznych straganach oferowały wszystko, co mogło się sprzedać. Z czasem handlarze na wolnych przestrzeniach zaczęli też ustawiać tzw. szczęki, które dla wielu są dziś reliktem handlu z początków III RP.

Efekty były łatwe do przewidzenia. Handel, który nie wymagał wysokich nakładów na stworzenie i utrzymanie sklepu, wypierał drogie w utrzymaniu sklepy i usługi działające w budynkach, ale jednocześnie nie zwiększał jakości handlu, towarów, przestrzeni i estetyki. „Stosunkowo wąska ulica ma kłopot pomieścić stoiska handlarzy, potoki ruchu pieszego i dostawy samochodowe, nie oferuje miejsca dla popularnej gdzie indziej gastronomii" – czytam w opracowaniu na temat ulicy Sienkiewicza.

Najlepiej jednak wybrać się na „Kocią" w niedzielę albo inny dzień, gdy nie ma tu handlu. Zobaczymy wtedy nie najlepszą architekturę, chaos przestrzenny, reklamowy, zaniedbane posesje, przy niektórych nie sposób się oprzeć wrażeniu, że brak im gospodarza. A to wszystko tuż przy doskonale odnowionym rynku, oddanym we władanie osobom pieszym. Urzędnicy i część mieszkańców są zgodni. Tak być nie powinno. Ulica Sienkiewicza ma ogromny potencjał, by stać się dobrą miejską ulicą z jakościowym handlem, usługami i gastronomią. To jednak wymaga pracy, odwagi, pieniędzy i determinacji.

Na początek diagnoza

Część pracy, która pomoże odmienić, a kto wie, może nawet uratować ulicę Sienkiewicza, już wykonano. Urzędnicy, w rozmowach z mieszkańcami zdiagnozowali przyczyny obecnego stanu rzeczy. Są to:

- zanik dawnego ruch mieszkańców po ul. Sienkiewicza, wymuszony lokalizacją przystanków na ul. Pocztowej w stronę Katowic i przy Merino w kierunku Krakowa. W efekcie jest tu znacznie mniej przypadkowych klientów, którzy tylko tędy przechodzili

- lokalizacja i budowa centrum handlowego Galena oraz centrum przesiadkowego oddaliła potoki ruchowe mieszkańców; połączenie piesze przystanku centralnego z rynkiem przeniosło się na ul. Mickiewicza, choć tam równoległy ruch kołowy ogranicza wygodę i bezpieczeństwo poruszania się

- ludzie wolą spędzać czas przy miejskich Plantach, a nie na tej ulicy

- zmienił się handel i jego rola. Na "Kociej" można zrobić raczej małe, codzienne zakupy, nie można tu zaparkować, co jest przeszkodą dla części mieszkańców

- zakupami w tym miejscu są zainteresowani raczej starsi mieszkańcy (tu ważna rzecz: zakupy to dla nich okazja do spotkań z innymi ludźmi, a to wielka wartość).

Istotne jest też to, że „Kocia" ma słabą markę. Kojarzy się mieszkańcom z targowiskiem, towarami w niższej cenie, miejscem tanich zakupów. Nowe inicjatywy i lokale są tu czymś wyjątkowym, czasem tymczasowym. Marka miejsca podcina skrzydła tym, którzy chcieliby tu wprowadzić droższy, ale jednocześnie bardziej jakościowy asortyment. Panuje też przekonanie, że klimat w Polsce nie sprzyja handlowi na zewnątrz, część mieszkańców Jaworzna uważa, że „Kocia" to miejsce nie dla nich i nic nie przekona ich do odwiedzenia tego miejsca.

Tymczasem przez „Kocią" rozumie się nie tylko ul. Sienkiewicza z otaczającą zabudową, ale także nie nazwaną drogę poprzeczną ciągnącą się od ulicy Mickiewicza, docelowo do parku i ulicy Zielonej. Drogi te przecinają osiowo kwartał zabudowy ograniczony rynkiem, ulicami Mickiewicza, Grunwaldzką i Zieloną. Mówimy zatem o istotnej części centrum Jaworzna. Zabudowa całej tej przestrzeni nie odpowiada swoim standardem zabudowie centrum miasta. Władze myślą o zmianach: utworzeniu lub uzupełnieniu pierzei zabudowy usługowej, wymianie posadzki i oświetlenia, uporządkowaniu szyldów, podniesieniu estetyki przestrzeni, ustaleniu zasad użytkowania ciągów komunikacyjnych i przestrzeni publicznej.

Nic bez mieszkańców

Z drugiej jednak strony władze Jaworzna nie chcą niczego robić na siłę i narzucać rozwiązań mieszkańcom oraz przedsiębiorcom. Stąd jakiś czas temu przeprowadzono wśród jaworznian ankiety na temat „Kociej".

Obraz ulicy nie jest jednoznaczny, podobnie jak oczekiwania ludzi. Wiemy, że z jednej strony mieszkańcy chcą dalej kupować na "Kociej", mieć wybór świeżego towaru, zrobić tu szybko zakupy, ale z drugiej razi ich wygląd ulicy i raczej tu nie chodzą, jeśli nie muszą. Jaworznianie narzekają również, że po południu wszystko jest tu zamknięte. Większość chce, żeby to było miejsce aktywne, zadbane i estetyczne. Pożądaną funkcją jest mała gastronomia.

Docenienia wymaga, że grupa najemców stara się i angażuje, by ulica była atrakcyjna. Ale na części nieruchomości stoją obskurne szczęki i drewniane budki. Handlujący w tym miejscu chcieliby też jasnych reguł ze strony miasta, jeśli chodzi o zasady korzystania z przestrzeni ulicznej. Handlujący z lokali uważają, że miasto powinno pozwolić im wystawić towar przed sklepami za darmo, ale powinno wprowadzić opłaty dla handlu ulicznego "z ręki". Handel obwoźny nie chciałby zaś opłat w ogóle. Trudno więc o kompromis, który powinien przecież zapewnić sprawiedliwe zasady konkurencji i korzystania z przestrzeni miejskiej.

Wstępna diagnoza już jest. Co dalej? Przed mieszkańcami jest kilka alternatyw. Muszą sobie odpowiedzieć na pytanie, czy chcą tu zmian. Jeśli tak, to czy "Kocia" jako ulica przyległa do rynku powinna być elegancką ulicą handlową czy żywą i swojską przestrzenią miejską z knajpkami i restauracjami?

Co powoduje, że przestrzeń żyje? Co może zrobić władza, a co prywatny właściciel? Komu powinno bardziej zależeć? Kto powinien działać aktywniej i podjąć również finansowe ryzyko? I do kogo trafią zyski w razie powodzenia przedsięwzięcia?

Czy właściciele lokali i nieruchomości powinni działać wspólnie? Choćby po to, by np. zrobić wspólny ogródek gastronomiczny albo akcję promocyjną dla mieszkańców? Jak przekonać właścicieli i najemców do poszukania innego sposobu przyciągnięcia klientów, czasem też zmianę branży? Czy miasto powinno być tu rozgrywającym czy może życzliwym i pomocnym kibicem? I wreszcie czy usunięcie darmowego handlu ulicznego na Sienkiewicza zabije aktywność na ulicy? I najważniejsze: Jak na wąskiej "Kociej" (ulica ma tylko 8 metrów szerokości) pogodzić wszystkie funkcje: handel, ruch pieszy, dostawy, ruch samochodów i stoliki gastronomiczne?

Zapraszamy na Miasta Idei do Jaworzna

14 czerwca w Jaworznie organizujemy kolejne spotkanie z cyklu Miasta Idei. Spotkamy się w Teatrze Sztuk przy ul. Mickiewicza 2. Poświęcimy je w całości ulicy Sienkiewicza. Najpierw, w części warsztatowej wybierzemy się na spacer badawczy i spróbujemy opisać wady oraz zalety ulicy.

Co można tu zmienić szybko, a co wymaga czasu? Jakie funkcje ulicy muszą pozostać i czy da się wprowadzić nowe? Później zastanowimy się, jak wyglądają podobne uliczki w innych miastach. Przypomnimy sobie dobre i złe przykłady aranżacji tego typu miejsc. Na koniec spróbujemy nieco przeprojektować ulicę, by była miejscem tętniącym życiem także poza godzinami handlu.

Warsztaty rozpoczną się o godz. 16.15. Ze względu na ich formę prosimy o zapisy za pośrednictwem poczty elektronicznej (przemyslaw.jedlecki@agora.pl).

O godz. 18 w tym samym miejscu odbędzie się otwarta dyskusja na temat przemiany ul. Sienkiewicza, roli handlu w mieście i przyszłości tego typu miejsc. Naszymi gośćmi będą m.in. Łukasz Kolarczyk, zastępca prezydenta Jaworzna, Teobald Jałyński, naczelnik Wydziału Urbanistyki i Architektury UM w Jaworznie, prof. Adam Polko z Uniwersytetu Ekonomicznego, prof. Adam Drobniak z tej samej uczelni i Paweł Podsiadło, dyrektor Zakładu Targowisk Miejskich w Katowicach.

Historia ulicy „Kociej" w Jaworznie

Na mapach Jaworzna z XIX wieku droga w miejscu ul. Sienkiewicza jeszcze nie istniała. Prawdopodobnie wytyczono ją na dopiero przełomie XIX i XX wieku i około 100 lat temu nadano jej nazwę. Wtedy też stanęły przy niej pierwsze domy należące do społeczności żydowskiej. W parterach budynków odbywał się handel, wyżej były mieszkania. W czasie II wojny światowej, a szczególnie w okresie walk w 1945 r. większość tych domów zamieniło się w ruiny, a żydowscy właściciele już do nich nie wrócili. Ulica była zaniedbana, gromadził się w jej okolicach tzw. „element społeczny", strach było tu chodzić po zmroku. Mimo to na ul. Sienkiewicza odbywał się handel targowy, właściwie zakazany w PRL-u. Milicja goniła handlujących z rynku, a ci „kryli się" na „Kociej". Zwyczajowa nazwa funkcjonowała na równi z oficjalną. Ulica na wiele lat stała się trasą pieszą, łączącą przystanki autobusowe. Wymuszony przepływ mieszkańców sprzyjał rozwojowi handlu, który rozkwitł jeszcze bardziej po uwolnieniu gospodarki rynkowej w latach 90. XX wieku. Wówczas mieszkańcy i miasto zapragnęli budowy kamienic. Udało się je zrealizować tylko w dolnej części i to z niezadowalającym dla wszystkich efektem wizualnym. Po zrealizowaniu przebudowy Rynku miasto podjęło się uporządkowania handlu targowego na Sienkiewicza. Otworzono dodatkowy plac targowy przy banku PKO, wprowadzono opłaty w celu jego zdyscyplinowania. Mechanizmy nie zadziałały i nie przyjęły się. W ostatnich latach drastycznie ubyło klientów. Ulica leży w centrum miasta, ale nadal wymaga naprawy.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem