Głównym problemem są reklamy na płotach oraz rozmaite nośniki niezwiązane na stałe z gruntem. Nie dość, że są brzydkie to jeszcze niebezpieczne - mówi o chaosie reklamowym Mateusz Handel, zastępca burmistrza Mikołowa.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przemysław Jedlecki: Skąd wziął się pomysł, by w Mikołowie stworzyć uchwałę krajobrazową? Wiele miast zdaje się nie dostrzegać takiej konieczności, samorządowcy nie chcą albo nie potrafią dostrzec brzydkich reklam i szyldozy w swoich miastach.

Mateusz Handel, zastępca burmistrza Mikołowa: Temat na pewno jest ważny i z pewnością w wielu miastach władze widzą to, jak się sprawy mają. Problem jednak w tym, że dopiero od niedawna miasto ma odpowiednie narzędzia. Każdy samorząd może przyjąć uchwałę krajobrazową, ale od razu powiedzmy sobie szczerze, że to trudne wyzwanie. My w Mikołowie postanowiliśmy spróbować ponieważ od początku podkreślamy, że dla nas jest ważne jak miasto wygląda. Zależy nam na ładzie przestrzennym, na pięknym krajobrazie, chcemy by mieszkańcy czuli się tu komfortowo. Ważnym elementem miejskiego komfortu jest estetyka. Myślę też, że skoro ładnie może wyglądać Praga, czy niemieckie albo austriackie miasteczka, to nie ma żadnego powodu, by u nas było brzydko. Skoro się da tam, to dlaczego nie spróbować też u nas?

Sama uchwała liczy aż 47 stron. Jak długo trwały nad nią prace? 

Przyznaję, że długo. Początkowo próbowaliśmy poradzić sobie z tym sami, ale ostatecznie posiłkowaliśmy się doświadczeniem zewnętrznej firmy, która ma już doświadczenie w tego rodzaju regulacjach. Samo pisanie uchwały trwało aż dwa lata. Przez pisanie rozumiem nie tylko stworzenie zapisów kolejnych paragrafów, ale przede wszystkim konsultacje społeczne z mieszkańcami, spotkania z przedsiębiorcami, konsultacje z konserwatorem zabytków i innymi państwowymi służbami i urzędami. Potem projekt był wyłożony do wglądu mieszkańców i każdy mógł wnieść do niego uwagi, a każda została rozpatrzona. Rozmawialiśmy też z dwoma dużymi domami mediowymi. 

Dlaczego akurat z nimi? 

Żeby nie ponawiać błędów innych miast. Zwrócono nam np. uwagę, że w niektórych miejscach, gdzie tworzono podobne przepisy były one zbyt restrykcyjne. Myśmy z kolei wyszli z założenia, że w razie potrzeby zawsze można znowelizować uchwałę i zaostrzyć przepisy. Przy czym nam nie chodziło o to, żeby pozbyć się reklam w mieście jak leci. Nic bardziej mylnego. Nam chodziło o to, żeby pozbyć się chaosu reklamowego w naszej wspólnej przestrzeni. Naszym zadaniem jest zadbać o to, by reklamy były widoczne, ale w sposób uporządkowany, by reklamy były wykonane porządnie, by były umieszczane w odpowiednich miejscach, na odpowiednich nośnikach.

Z uchwały dowiedziałem się, że Mikołów podzielono na siedem stref, w każdej z nich są inne restrykcje, jeśli chodzi o reklamy.

Rzeczywiście. I na specjalnej stronie internetowej każdy może wpisać adres, gdzie jest jego reklama i sprawdzić, jak w tym miejscu ma ona wyglądać.

Podział na strefy wynika ze specyfiki Mikołowa i tego, jak chcemy je zmienić. Inaczej powinna się prezentować zabytkowa, centralna część miasta, a inaczej pasy ruchu drogowego przy drogach krajowych czy wojewódzkich. Inaczej też mogą, a nawet powinny wyglądać reklamy na terenie centrum handlowego i przy stacjach benzynowych. One często mają swój korporacyjny sposób komunikowania się i trudno wymagać, by likwidowały np. swoje ogromne maszty ze znakami handlowymi. Podział na strefy ma zatem dawać realne możliwości zmiany wyglądu. Potwierdziły to rozmowy z mieszkańcami. My nie chcemy utrudniać życia przedsiębiorcom, tylko podpowiedzieć im, gdzie i jak się mogą reklamować, a że korzyścią będzie ładna i uporządkowana przestrzeń publiczna to dobrze dla nas wszystkich.

Jak namawialiście do koniecznych zmian? 

Te rozmowy trwają. Cały czas trwa u nas okres dostosowawczy, więc wielu właścicieli reklam czy szyldów ma jeszcze czas na ich zmianę. Konfliktu jednak nie widzę. Jest raczej zainteresowanie. Właściciele lokali czy sklepów dzwonią nieraz do naszego doradcy do spraw uchwały krajobrazowej i dopytują o szczegóły, a on służy im radą. Wydaliśmy też przewodnik, który przystępnie pokazuje, jak mają wyglądać nowe szyldy czy reklamy. Zawsze też podkreślamy, że porządnie wykonana reklama właścicielowi i reklamodawcy może dać większe korzyści niż paskudne i brudne banery powieszone gdzieś na płocie. Przecież reklamodawcy chodzi o skuteczność przekazu! A nam chodzi o estetykę. Nie widzę tu sprzeczności i pola do konfliktu.

W Mikołowie przeprowadzono również inwentaryzację reklam. Dużo z nich wymaga zmian? Nie licząc banerów na płotach, które są całkowicie zakazane?

To mniej więcej jedna trzecia z obecnie widocznych reklam wymaga korekty. Część z nich będzie musiała zniknąć, inne trzeba np. poprawić, jeżeli chodzi o wielkość, czy rodzaj materiałów.

Czyli tragicznie nie było? 

Nie było źle. Głównym problemem są reklamy na płotach oraz rozmaite nośniki niezwiązane na stałe z gruntem. Nie dość, że są brzydkie, to jeszcze niebezpieczne. Łatwo sobie wyobrazić, co się z nimi może stać podczas wichury. Myślę, że nie będzie większego problemu z pozbyciem się ich z krajobrazu Mikołowa. To tanie nośniki. Właściciel nie straci zbyt wiele, może za to zainwestować w lepszą jakość reklamy. 

Uchwała zabrania też wieszania reklam na elewacjach po remoncie budynku. Znam takie, które są remontowane od lat… 

I na to mamy sposób. Współpracujemy z mikołowskim starostwem powiatowym i stamtąd będziemy dostawać informacje o początku i końcu budowy czy remontu. Jeżeli po oddaniu do użytku budynku na elewacji nadal będą reklamy, to zwrócimy właścicielowi uwagę, że czas na takie działanie już minął. Nie sądzę, by ktoś chciał utrzymywać fikcję i przedłużać na papierze czas prac. Przecież w budynku, który nie jest oddany do użytku, nie można legalnie wynająć powierzchni biurowej czy handlowej. Tak, więc mamy narzędzia do tego, by zadbać o przestrzeganie naszych przepisów. Przy czym zawsze najpierw będziemy rozmawiać, a dopiero potem karać.

Mówił pan o tym, że na ładnych reklamach skorzysta ich właściciel i reklamodawca. A co uporządkowanie reklam i szyldów da Mikołowowi? 

Przede wszystkim nasze miasto będzie inaczej wyglądać. Jestem przekonany, że lepiej. Reklamy to element kształtowania całego obrazu miasta. Siłą naszej uchwały krajobrazowej jest to, że ona oddziałuje na całe miasto. Reguluje przestrzeń kompleksowo i z korzyścią dla 40 tys. mieszkańców Mikołowa. Będziemy mieli ładne miasto. A to dobra informacja dla osób, które chcą tu zamieszkać czy zainwestować, że miasto jest zadbane pod każdym względem.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Racja, bardzo dobry pomysł!
już oceniałe(a)ś
1
0
Brawo Mikołów!
już oceniałe(a)ś
1
0