Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wtorkowe spotkanie z cyklu Miasta Idei zaczęliśmy od rozmowy z mieszkańcami. Szybko okazało się, że każdy z nas codziennie wytwarza dane, które potem można analizować. Robimy to choćby sprawdzając rozkład jazdy, kupując bilet, a potem poruszamy się komunikacją miejską. Tak samo dzieje się, gdy wjeżdżamy samochodem do centrum Katowic albo wypożyczamy miejski rower i gdy wchodzimy do dużego sklepu.   

Jeszcze więcej danych wytwarzają miasta. Urzędy gromadzą je w rozmaitych rejestrach i formatach. I nie wszystkie udostępniają mieszkańcom. Czy jest tak, że część urzędników (na szczęście coraz mniejsza) boi się upowszechnienia danych? Nasi goście mówili, że to często działanie prewencyjne, wynikające nie tyle z niechęci do dzielenia się wiedzą, ale raczej z powodu chęci uniknięcia dodatkowej pracy czy wręcz braku umiejętności publikacji danych.   

Uczestnicy spotkania mówili nam też, z jakich miejskich danych sami korzystają i o problemach z tym związanych.   

Mieszkańcy narzekają na dostęp do danych

Okazuje się np., że dane z internetowych map, fotomap czy systemów takich jak ORSIP (Otwarty Regionalny System Informacji Przestrzennej, ORSIP – Geoportal Województwa Śląskiego) to bogactwo informacji. Są tam dostępne również mapy historyczne. Dodatkowo Urząd Miasta w Katowicach udostępnia archiwalne plany budowlane. Dla kogoś, kto bada i opisuje historię miasta to znacząca pomoc.   

Ale nie zawsze jest łatwo. Jeden z mieszkańców chciał zdobyć dane o pozwoleniach na wycinki drzew w swojej dzielnicy. - Bardzo trudno dotrzeć do tych informacji, ponieważ na terenie jednego miasta takie decyzje może wydawać kilka organów. Skąd wziąć te dane? Dziś nie bardzo wiadomo i ostatecznie zbiorczej informacji nie dostałem - mówił jeden z naszych gości. Co mogłoby by pomóc? Podzielenie się danymi przez każdą instytucję, która może dać zgodę na wycinkę i np. zebranie ich na stronie internetowej czy w aplikacji.   

Jak to jest ważne dla mieszkańców pokazuje przykład Gliwic, gdzie zrodził się pomysł społecznej inwentaryzacji drzew w mieście.   

W dyskusji pojawił się również temat pandemii. Mieszkańcom brakuje precyzyjnych i dobrze zwizualizowanych danych o kolejnych zakażeniach. Inny postulat dotyczył pokazania na mapach np. nieczynnych linii kolejowych, by można było szukać dobrego pomysłu na ich wykorzystanie.   

Urzędnicy nie chcą się dzielić danymi, bo to dodatkowa praca

Problem w tym, że urzędy nie chcą się dzielić informacjami. - Poprosiłem jakiś czas temu o dane z Gdańska, ponieważ chcę porównać je z informacjami z naszych miast. Odmówiono mi, ponieważ urzędnik nie wiedział, do czego chcę wykorzystać tę wiedzę - przyznał ze zdziwieniem jeden z naszych gości.   

Całość warsztatów zakończyliśmy prezentacją projektu „Otwarte dane" Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, a potem rozmawialiśmy o nim z zaproszonymi gośćmi. W debacie wzięli udział Paweł Krzyżak, zastępca dyrektora departamentu projektów i inwestycji w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, Wojciech Łachowski z Obserwatorium Polityki Miejskiej, redaktor podręcznika dla samorządów „Zarządzanie danymi w miastach", Mateusz Handel, zastępcą burmistrza Mikołowa oraz dr Radosław Nielek z Polsko-Japońskiej Akademii Technik Komputerowych. Dyskusję poprowadził Przemysław Jedlecki, dziennikarz "Wyborczej". 

Mateusz Handel pytany, dlaczego urzędnicy bardzo często nie chcą udostępniać mieszkańcom danych na różny temat przyznał, że wielu z nich traktuje takie zadanie jako niepotrzebną i czasochłonną pracę. - Nie powinniśmy się skupiać na tym, ile pracy na to poświęcimy, a raczej co dzięki temu osiągniemy. Ten nakład pracy może być przecież tego wart. To przykład złego urzędniczego myślenia, które trzeba zmienić. Jako urzędnik mam świadomość, że te dane mogą się przyczynić do lepszego zarządzania miastem. Udostępniajmy dane, korzystajmy z danych udostępnionych przez inne instytucje - apelował wiceburmistrz Mikołowa, który jako jedna z trzech gmin GZM przystąpił do pilotażu programu dotyczących otwartych danych (obok Sosnowca i Tychów). 

Wiele miast nie ma świadomości, jak ważne są otwarte dane

Jak dostęp do danych wygląda obecnie w polskich miastach? Zdaniem Wojciecha Łachowskiego wiele dużych miast od dawna przykłada wagę do tego tematu i różnego rodzaju usługi z tym związane stoją na wysokim poziomie. Jak przyznał, gorzej sytuacja wygląda w miastach stutysięcznych i mniejszych. - Otrzymałem niedawno telefon od naczelnika wydziału urzędu w jednej z gmin, który powiedział, że miasto zdecydowało się na zakup "tego całego smart city" i poprosił o pomoc. Takie podejście doskonale pokazuje brak podstawowej świadomości wielu urzędników. Miasta chcą wdrażać nowoczesne technologie, ale często nie wiedzą, jak się za to zabrać - przyznał  Łachowski. 

Dodał, że kluczową rolę w rozwoju rozwiązań open data i popularyzacji przeprowadzania stosownych analiz najczęściej odgrywają społecznicy, lokalni liderzy. - Motorem są inicjatywy oddolne. Jeśli nie będziemy edukować urzędników, że dane mogą nam bardzo pomóc, przebicie się przez nie będzie możliwe, nawet mimo wydawania grubych milionów na nowe technologie. W miastach brakuje też osób, które mogłyby pełnić rolę pełnomocników ds. otwartych danych, kogoś kto umiałby się poruszać między światem IT, a pracownikami poszczególnych wydziałów. Taka osoba musi wiedzieć, jak analizować dane do konkretnych celów - wyjaśnił. 

O założeniach i pracach nad metropolitalnym programem "Otwarte dane" opowiedział Paweł Krzyżak z Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. - Przed przystąpieniem do prac wykonaliśmy analizy, z których wynika, że wszystkie wysoko rozwinięte państwa i organizacje stawiają dziś na politykę otwartości danych. W 2019 roku wartość wszystkich otwartych danych wyrażała się w kwocie 184 mld euro, według prognoz w 2025 roku wzrośnie ona do 330 mld euro. Co ważne, dzięki open data w 2019 roku aż milion osób miało pracę, do 2025 roku ta liczba się podwoi. Jednym z bardzo ważnych argumentów za przystąpieniem prac nad naszym projektem był też fakt, że do 2020 roku polski samorząd dzięki otwartym danym zaoszczędził 200 mln zł. Ta kwota będzie dynamicznie wzrastać - przyznał Paweł Krzyżak. 

GZM przygotowała unikatowy projekt z otwartymi danymi

Jak dodał Krzyżak, dane są dzisiaj absolutnym fundamentem cyfrowej transformacji. - To one kształtują, w jaki sposób my żyjemy i produkujemy - wyjaśnił przedstawiciel GZM . Metropolia zdecydowała się stworzyć jeden wspólny system z otwartymi danymi dla wszystkich gmin. - Oczywiście jesteśmy sobie w stanie wyobrazić 41 portali z danymi, ale lepiej zbudować jeden, metropolitalny portal z informacjami z poszczególnych miast. Do tej pory do programu przystąpiło co prawda 28 z 41 gmin GZM, ale prędzej czy później pozostałe dołączą do tego grona - mówił Paweł Krzyżak.

- Absolutnie unikatowe jest to, że w naszym projekcie postawiliśmy na jakość, a nie ilość. Zinwentaryzowaliśmy 1700 zbiorów, ale 167 z nich zostanie udostępnionych na najwyższym, piątym programem otwartości. Zdecydowaliśmy się też na zbudowanie takich interfejsów, które dla połowy tych zbiorów będą automatycznie aktualizować dane - dodał. 

Dr Radosław Nielek z Polsko-Japońskiej Akademii Technik Komputerowych zauważył, że jeszcze lepszy dostęp do otwartych danych w naszym regionie może przyciągnąć większą liczbę przedsiębiorców. - Inwestorzy bardzo chętnie korzystają z takich danych. Jeśli ktoś chce założyć fabrykę w punkcie A, to bazując na otwartych danych sprawdza, jak wygląda skomunikowanie takiego miejsca, potencjał demograficzny czy baza naukowa. Wiedza o tym, ile osób uczy się w pobliskich technikum w klasie o profilu elektronicznym, pozwoli odpowiedzieć na pytanie, czy zakład będzie miał odpowiednie zaplecze - wyjaśnił dr Nielek.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.