Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przemysław Jedlecki: Za miesiąc zostanie otwarte Muzeum Hutnictwa w Chorzowie. Jakie korzyści takie miejsce może dać miastu?

Marcin Michalik: Stworzenie Muzeum Hutnictwa kosztowało ok. 35 mln zł. Po pierwsze, to promocja Chorzowa, a także Górnego Śląska. Powstaje miejsce, do którego będą przyjeżdżać nie tylko byli czy może też obecni hutnicy wraz ze swoimi rodzinami, a może jedynie potomkowie hutników. Dla nich będą to sentymentalne podróże w przeszłość, przypomnienie rodzinnych opowieści, gdzie i jak pracował dziadek. Ale nasze muzeum będzie też bardzo atrakcyjnym miejscem dla każdego, kto chce zobaczyć, jak jeszcze niedawno wyglądał przemysł hutniczy na Górnym Śląsku i w Chorzowie.

W Muzeum Hutnictwa udało się umieścić maszyny, które ocalono przed zezłomowaniem. Te urządzenia są sprawne, udało się je przywrócić do takiego stanu, że gdyby wstawić je do jakiegoś hutniczego zakładu, mogłyby służyć jeszcze przez wiele lat. My pokażemy każdemu, jak one działają.

Prace przy budowie Muzeum Hutnictwa w ChorzowiePrace przy budowie Muzeum Hutnictwa w Chorzowie Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta

Promocja i edukacja to pierwszy element. A drugi?

– Miejska inwestycja zmienia okolicę. Już teraz widzimy, że zwiększyło się zainteresowanie inwestorów tą przemysłową oraz już poprzemysłową okolicą w rejonie ul. Metalowców, czyli tam, gdzie działała Huta Królewska, współczesnym znana długo jako Huta Kościuszko. Przez długi czas znalezienie inwestora na działki w tym miejscu było trudne, by nie powiedzieć niemożliwe. Tymczasem pierwsza publiczna inwestycja pokazuje, że to miejsce jest interesujące, że można tu np. stworzyć biura, ale też nadal prowadzić działalność wytwórczą. Cieszy nas, że są już inwestorzy, którzy dostrzegają potencjał tego miejsca, zwłaszcza że mówimy o terenach w samym środku miasta.

Na razie prowadzi tam jednak tylko jedna ulica – Metalowców.

– To się zmieni. Na pewno powstanie tu nowy układ drogowy, który skomunikuje tereny wokół Muzeum Hutnictwa z DK79, czyli ul. Katowicką. Wraz z nową drogą zbudujemy w pobliżu zintegrowany przystanek autobusowo-tramwajowy, z którego i do muzeum, i do innych miejsc w tej okolicy będzie już tylko parę kroków. Dobre skomunikowanie tego miejsca jeszcze bardziej podniesie jego atrakcyjność. Ale w kontekście Muzeum Hutnictwa muszę powiedzieć o czymś jeszcze. Inwestycja w nie wynikała także z ducha miejsca. Dzisiejszy Chorzów to tak naprawdę Królewska Huta i to, co powstało wokół niej. Organizm miejski powstał przy hucie. Była kołem zamachowym rozwoju, tak jak w wielu innych miastach były to kopalnie. To dzięki hucie staliśmy się w miarę dużym miastem na Górnym Śląsku, w którym potem działała jeszcze jedna duża huta i inne zakłady, w którym przybywało mieszkańców. W rejonie huty tworzyło się miasto dosłownie i w przenośni. Przecież przy obecnej ul. Metalowców powstał najstarszy w mieście murowany kościół. Ewangelicy zbudowali jeszcze przy swojej świątyni cmentarz, na którym chowano także chorzowskich katolików. Nie wyobrażam sobie, że gdy mamy szansę na dobrą inwestycję, odwracamy się od miejsca, z którego wyszliśmy.

Skoro o kupowaniu zabytkowych obiektów mowa. Jakiś czas temu Chorzów kupił też dawny ratusz w Hajdukach Wielkich, dziś w dzielnicy Batory.

– Długo miał prywatnego właściciela, który miał kłopot z utrzymaniem tego dość dużego budynku w odpowiednim stanie. Czasem był też dewastowany. W ostatnim czasie wydaliśmy 1,2 mln zł na jego zabezpieczenie. Zadbaliśmy m.in. o dach, tak żeby budynek nie niszczał. Teraz będziemy szukać pomysłów na jego dobre wykorzystanie. Prowadzimy w tej sprawie rozmowy z jednym z podmiotów publicznych, ale dopóki nie będzie w tej sprawie decyzji, dopóty o szczegółach wolimy nie mówić. Najważniejsze jest to, że budynek przetrwa, nie grozi mu popadnięcie w ruinę.

Inaczej niż prywatne zabudowania dawnej rzeźni w Chorzowie.

– To smutna historia. Ten obiekt nigdy nie był naszą własnością. Po upadku zakładów mięsnych w Chorzowie miał on kolejnych prywatnych właścicieli. Wiadomo, że na całe zakłady składał się szereg budynków, ale z punktu widzenia historii miasta najważniejsze były dwa budynki administracyjne, które widać choćby z ul. Katowickiej. Sądzę, że jeden z nich jeszcze dałoby się uratować. Jako miasto zrobiliśmy, co mogliśmy, by interweniować w tej sprawie. Po pierwsze, zawiadomiliśmy prokuraturę o tym, że obiekt niszczeje. Po drugie, kilkakrotnie zwracaliśmy się do właściciela z propozycją pomocy przy modernizacji, gdyby ta się w końcu rozpoczęła. Niestety, bez odzewu.

Jakiś czas temu studenci architektury pokazali swoje pomysły na poprzemysłowe tereny w dzielnicy Chorzów II.

– To niedaleko od naszego muzeum. Chorzów II to dzielnica, która przez lata była związana z dużymi zakładami pracy, których już nie ma. Szukamy podpowiedzi, inspiracji na rozwój tego miejsca. W tej chwili skupiamy się na remoncie ul. 3 Maja, wkrótce oddamy też do użytku budynek dawnego szpitala. Teraz przy ul. Karola Miarki powstało ponad 70 mieszkań dla młodych osób oraz seniorów.

Chorzów podobnie jak wiele innych miast raczej traci mieszkańców, niż ich zyskuje. Czym chcecie przekonywać do zamieszkania tutaj?

– W Chorzowie wszędzie jest blisko. Uważam, że to główna zaleta naszego miasta. Szkoła, przedszkole czy szpital i przychodnia są często w zasięgu spaceru. Mamy parki, dzielnice są dobrze skomunikowane ze sobą. To nie tylko ulice dla samochodów, ale też drogi rowerowe oraz chodniki. Nie najgorzej jest z komunikacją publiczną, do każdej dzielnicy Chorzowa da się dojechać tramwajem. Miasto jest dość zwarte, a przez to wygodne na co dzień. Naszą dumą są również szkoły średnie. Wśród nich są takie, które swoim wysokim poziomem przyciągają wielu uczniów z ościennych miast. To o czymś świadczy.

Nareszcie inaczej wygląda też rynek.

– To prawda. Oddaliśmy go do użytku na początku tej kadencji. Jeszcze kilka lat temu można tu było spotkać głównie osoby, które zaparkowały swoje samochody pod estakadą i szły pieszo do urzędu albo na pocztę. Dziś można tu przyjść dla samej przyjemności spotkania się ze znajomymi, na kawę, po prostu na spacer. Przebudowaliśmy przystanki komunikacji miejskiej, skupiliśmy je w jednym miejscu, dzięki temu nie trzeba biegać z jednego końca rynku na drugi. To pozwoliło nam odzyskać więcej przestrzeni przy rynku i pl. Hutników. Czy to działa? Powiem tak, każdego dnia w obu miejscach widzę ludzi, którzy po prostu spędzają tu czas. A przy tężni w rejonie pl. Hutników musieliśmy dostawić nowe ławki.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.