Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Tym razem spotkaliśmy się w Chorzowie, w Muzeum Hutnictwa, które oficjalnie zostanie otwarte pod koniec listopada.

Marcin Michalik, wiceprezydent Chorzowa, przypomniał, że decyzja o zakupie części Huty Królewskiej zapadła już jedenaście lat temu.

– Zrobiliśmy jako miasto dobry interes. Kupiliśmy 10 hektarów ziemi oraz teren dawnej hutniczej elektrowni głównie po to, żeby ożywić ten teren po tym, jak działalność hutnicza zaczęła być ograniczana – mówił Marcin Michalik.

Muzeum Hutnictwa w Chorzowie zrodziło się z rozmów

Przyznał, że pomysł stworzenia tu Muzeum Hutnictwa to efekt rozmów z mieszkańcami. – Do radnych zgłosili się byli hutnicy, którzy powiedzieli im, że nie mają swojego muzeum. Zaczęliśmy pracować nad projektem, zaczęliśmy współpracować z Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu i razem przygotowaliśmy wspólny projekt unijny po to, by zdobyć potrzebne pieniądze – opowiadał wiceprezydent. Dodał, że w ostatni weekend listopada MH zostanie oficjalne otwarte i że ma nadzieję, że mieszkańcom to miejsce się spodoba.

Pytany o to, co Muzeum Hutnictwa może dać miastu, powiedział, że trudno je przecenić.

– Przede wszystkim chodzi o mocny magnes turystyczny, kulturalny i promocyjny dla naszego miasta, ale też całego regionu. Sam jestem wnukiem hutnika, znam hutnictwo. Ale dla wielu ludzi będzie to duża atrakcja, by zobaczyć tutaj ogromne maszyny hutnicze, które będą też w ruchu. Liczymy na 30 tys. osób odwiedzających rocznie. Liczę też na współpracę z placówką w Zabrzu – mówił Marcin Michalik.

Kluczem jest autentyczność

Adam Kowalski, dyrektor Muzeum Hutnictwa, mówił, że w nowym miejscu najważniejsza będzie autentyczność. Zwrócił uwagę, że tu opowiada się prawdziwą historię i muzeum powstało w miejscu, gdzie pracowało w przeszłości wiele osób. – Ale mówimy tu też o historii innych hut. Część byłych pracowników zgodziła się podzielić z nami swoimi wspomnieniami i dzięki temu zostaliśmy wpuszczeni do świata, do którego na co dzień wejść nam nie wolno – mówił Adam Kowalski.

Jego zdaniem autentyzm jest największą zaletą chorzowskiego muzeum. – Suma narracji tworzy też wielką opowieść o Chorzowie i o tym, jaką to miejsce miało rangę w skali całego regionu – mówił Adam Kowalski. Mówił, że to właśnie tutaj biło serce miasta. Chorzów, który znamy dziś, zaczynał się właśnie tutaj. Tutaj opowiada się historia rozwoju oraz przemiany miasta, ale też przemysłu hutniczego.

Dlaczego opowieść o przeszłości Górnego Śląska ma być ważna dla obecnych mieszkańców? – Staramy się o to i to nie tylko przez naszą wystawę. Muzeum to coś więcej, to jest też edukacja i próba podjęcia wysiłku reinterpretowania tego, co jest naszą przeszłością i z czym się mierzymy. Hutnictwo ma taką szansę, jakiej nie ma górnictwo. Może stać się w przyszłości zieloną technologią. Opowieść o tym w miejscu, które przed laty truło okolicę, też jest ważne – dodał Adam Kowalski.

Naszym gościem był też Przemysław Bral, który kupił część nieruchomości na terenach dawnej huty w Chorzowie. Jego zdaniem wiele osób, które szukają lokalizacji na biura, świadomie dziś wybiera lokalizację w miejscach z duszą, a więc właśnie w poprzemysłowych obiektach. – Ludzie dostrzegają coraz większą wartość w starej ścianie, nierównej cegle. Nasi najemcy bardzo sobie to cenią, nawet bardziej niż równy tynk na ścianie – mówił Przemysław Bral. Dodał, że jego pierwsza inwestycja w tym miejscu zakończy się w ciągu dwóch, trzech lat. – Ludzie, którzy tu przyjeżdżają, są zaskoczeni, że można tu być, że nie jest to już teren zamknięty – mówił.

Zabytki często da się uratować. Ale nie wszystkie

Wiceprezydent Michalik zwrócił uwagę, że okolica będzie się nadal zmieniać. Miasto planuje budowę tu nowej drogi i lepsze połączenie pohutniczych terenów z DK79. Dlatego spodziewa się większego zainteresowania tą częścią Chorzowa. Zwrócił jednak uwagę, że nadal działają tu dwa duże zakłady przemysłowe, ale dodał, że nie zna planów innych inwestorów. – Ale widać ruch na rynku nieruchomości w tej okolicy – dodał.

Adam Hajduga, główny specjalista w Muzeum Hutnictwa i wiceprezydent Europejskiego Szlaku Dziedzictwa Przemysłowego, przyznał, że nie wszystkie poprzemysłowe tereny miały szczęście i udało się je uratować. Katastrofy zdarzają się przecież cały czas i co jakiś czas aktywiści, historycy czy byli pracownicy alarmują, że giną cenne obiekty.

– Rzeczywiście, dużo się udało, a jeszcze więcej nie. Udaje się, gdy są ludzie, którzy wierzą, że coś jest możliwe. W przypadku wielu obiektów zaczynało się od aktywności mieszkańców, potem przychodziły decyzje władz. Tak np. było w przypadku Kluczowej Sztolni Dziedzicznej w Zabrzu – mówił Adam Hajduga. Inny warunek dotyczy pieniędzy. – Mowa o pieniądzach unijnych. Bez nich wiele miejsc nie udałoby się ocalić. Trzeci element to unikanie cudzych błędów – dodał. Czasem bywa to jednak trudne. Nikt wcześniej nie zajmował się przecież adaptacją obiektów przemysłowych np. na muzea.

– Siedzimy w miejscu, w którym stała wieża kopalnianego szybu – mówi.

Dodał też, że Muzeum Hutnictwa Chorzowowi i Górnemu Śląskowi po prostu się należało.

– Nie możemy opowiedzieć historii regionu bez opowieści o hutnictwie. Dlatego tak bardzo jest ważne, by ratować to, co się da uratować – mówił.

Snuł też wizję zagospodarowania okolicznych terenów, tak by stworzyć przestrzeń, którą da się dojść, ale też dojechać rowerem aż do Parku Śląskiego. Jego zdaniem to bardzo istotne, ponieważ zagospodarowywanie terenów poprzemysłowych na obszary rekreacyjne jest bardzo dobrym i już sprawdzonym pomysłem. – Wszędzie muzeów nie da się stworzyć – mówił Adam Hajduga.

Marcin Michalik, wiceprezydent Chorzowa, w podsumowaniu dyskusji podkreślił, że Chorzów oraz Górny Śląsk ma swoją historię, swój język oraz tożsamość. – I musimy to pielęgnować, nie powinniśmy się tego wstydzić. Nasza pewna odrębność czyni nas atrakcyjnymi – dodał.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.