Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przemysław Jedlecki: Jak pan zareagował na wiadomości o tragedii na ul. Mickiewicza?

Maciej Stachura, sekretarz Miasta Katowice: - Ta tragedia wstrząsnęła wszystkimi mieszkańcami. Przyznam, że zszokował mnie poziom hejtu, który wylał się w mediach społecznościowych na ofiarę tragedii i kierowcę autobusu. Rozumiem, że poziom emocji był bardzo wysoki, ale pozwólmy pracować policji, prokuratorom i sądom. Nie wydawajmy wyroków, uszanujmy prywatność i uczucia rodzin, które dotknęła ta tragedia.

Wiele osób wtedy zaczęło mówić, że w Katowicach nie jest bezpiecznie.

- Musimy odróżnić dwie kwestie. Pierwsza to rzeczywista liczba incydentów, do których dochodzi w Katowicach. Policja notuje tu z roku na rok spadki – szczególnie w siedmiu kategoriach przestępstw najbardziej dotkliwych dla mieszkańców, jak pobicia, bójki czy kradzieże. Dziś jest bezpieczniej niż pięć czy dziesięć lat temu. Pozostaje jednak kwestia poczucia bezpieczeństwa – czyli subiektywnej oceny tego, co się dzieje. To dla nas ważny czynnik wpływający na komfort życia w mieście.

Jak pan sądzi, dlaczego potoczne opinie o bezpieczeństwie w Katowicach tak odbiegają od wyników badań i oficjalnych danych? Ktoś przesadza?

- Nie mówiłbym o przesadzaniu, bo trudno polemizować z odczuciami ludzi. Pani prof. Jadwiga Stawnicka podczas Miast Idei mówiła o tzw. błędach poznawczych polegających na generalizowaniu sytuacji w zakresie bezpieczeństwa na podstawie jednostkowych zdarzeń. Trudno mieć do kogoś pretensje, że dokonuje takich generalizacji, bo tak działa nasz umysł. Ale gdy jako miasto podejmujemy szereg konkretnych działań na rzecz bezpieczeństwa – nie możemy ulegać emocjom. Musimy bazować na faktach. Oczywiście pozostaje pewna, całe szczęście nieliczna, grupa osób, które próbowały tragiczne zdarzenia wykorzystać do celów politycznych. Pozostawiam to jednak ocenie mieszkańców.

Mimo to podjęto działania, które poczucie bezpieczeństwa mają zwiększyć. Co dokładnie zamierzacie?

- Poczucie bezpieczeństwa jest dla nas ważne. Dlatego prezydent Marcin Krupa, przy współpracy z policją, podjął decyzję o wdrożeniu programu „Bezpieczne centrum", który jest oparty na czerech filarach. Pierwszy to więcej patroli policji na ulicach – także z psami i patroli konnych. Drugi i trzeci filar dotyczy straży miejskiej. Zostanie zatrudnionych 29 nowych pracowników, pojawi się także 20 dodatkowych kamer monitoringu. Pozwoli to utworzyć nowe zespoły patrolowe, które będą pracować 24 godziny na dobę wyłącznie w centrum miasta. Czwarty filar obejmuje przeprowadzenie badań bezpieczeństwa i współpracę z mieszkańcami. Program ma dwa cele – zwiększyć poczucie bezpieczeństwa i zmniejszyć liczbę negatywnych incydentów. Celowo używam słowa „zmniejszenie", bo w każdym dużym mieście dochodzi do takich zdarzeń i ich wyeliminowanie nie jest możliwe – nawet gdyby na każdym rogu stał policjant, a w mieście były tysiące kamer.

Kiedy odczujemy pierwsze efekty tych zapowiedzi?

- Policja już zwiększyła liczbę funkcjonariuszy w Śródmieściu. W październiku rozpoczniemy nabór nowych funkcjonariuszy do straży miejskiej i będziemy przygotowywać przetargi na nowe punkty monitoringu.

A czy na pewno uda się znaleźć chętnych do pracy w straży miejskiej? Zarobki na początku nie przekraczają 3 tys. zł na rękę.

- Dziś w straży miejskiej pracuje ponad 120 osób i mamy tylko kilka wakatów. Jestem przekonany, że chętni się znajdą. Pamiętajmy, że do pensji dochodzi trzynastka oraz inne benefity. Prezydent zdecydował też o wprowadzeniu dodatku finansowego dla strażników pracujących w terenie.

Inne pytanie w tej kwestii. Na ile monitoring to gadżet, a na ile rzeczywiste narzędzie? Jak się mierzy jego skuteczność?

- Przyjrzyjmy się faktom. Dziś mamy 277 kamer. Tylko w zeszłym roku dzięki monitoringowi podjęto 2229 interwencji i ujawniono 886 wykroczeń. Jednocześnie dla 409 zdarzeń zabezpieczono nagrania, jako ważny materiał dowodowy. Pamiętajmy, że monitoring ma wspierać pracę policji i straży miejskiej i nie jest cudownym narzędziem, które rozwiąże wszystkie problemy. Liczby jednak jasno pokazują, że to narzędzie działa i jest skuteczne.

W zapowiedziach urzędu najmniej poświęcono współpracy z mieszkańcami. Tymczasem na warsztatach mieszkańcy mieli sporo pomysłów. To nie tylko spotkania, przestrzeganie przepisów, ale też np. inwestycje w jakość przestrzeni publicznych i czystość. Co miasto na to?

- Tu się nie zgodzę. Jak wspomniałem jeden z filarów naszych działań obejmuje współpracę z mieszkańcami. Do kwestii bezpieczeństwa musimy podchodzić szeroko. Niestety często dyskusja jest zawężana wyłącznie do działań policji i straży miejskiej. Cieszymy się, że wielu mieszkańców zgłasza konstruktywne pomysły. Na pewno będziemy brać te głosy pod uwagę planując kolejne działania i modyfikując aktualne. Nie ma możliwości poprawiania poczucia bezpieczeństwa bez ścisłej współpracy z mieszkańcami. Przestrzeń miasta i czystość także odgrywają dużą rolę. Jako miasto chcemy dawać mieszkańcom platformę do działania. Przykładowo, decyzją prezydenta Marcina Krupy, w Katowicach została wdrożona aplikacja naprawmyto.pl/Katowice, dzięki której udało się „naprawić" ponad 16 tysięcy zgłoszonych alertów. To pokazuje, że współpraca na linii miasto-mieszkańcy działa. Chcemy jednak ją zacieśniać.

Pomówmy o tym, co widzimy. W centrum ludzie rzucają śmieci, chodniki są brudne, wystawiają stare meble. Trudno czuć się bezpiecznie w takiej okolicy. Wiem, że jakiś czas temu urzędnicy zastanawiali się nad tym problemem.

- Niestety wciąż dochodzi do karygodnych sytuacji typu wyrzucania śmieci lub gruzu w lesie czy też porzucania mebli na chodniku w centrum. To skandaliczne. Ale paradoksalnie, w opinii niektórych osób, winę za to ponosi miasto, a nie osoba, która śmieci. Musimy zmienić tę mentalność. Skuteczna walka z tym procederem wymaga informacji od mieszkańców, które umożliwią nam skuteczne karanie sprawców. Mamy monitoring i fotopułapki. Straż miejska nakłada mandaty. Ale dopóki będzie przyzwolenie społeczne na wyrzucanie śmieci na „terenie niczyim", to zmiany będą bardzo powolne. Całe szczęście świadomość mieszkańców w tym zakresie bardzo się zmieniła przez minioną dekadę. Coraz więcej osób informuje nas o dzikich wysypiskach i udziela informacji, które pozwalają namierzyć sprawców.

Prezydent ogłosił też, że chce walczyć z kierowcami, którzy parkują w niedozwolonych miejscach. Strażnicy są w stanie wygrać tę walkę?

- Jeśli przez zwycięstwo rozumieć stuprocentowe wyeliminowanie problemu – to niestety nie. Jeśli znaczące zmniejszenie skali tego zjawiska – to zdecydowanie tak. Przez kilka miesięcy trwania akcji „wyzwanie parkowanie" straż miejska nałożyła więcej mandatów niż przez cały 2020 rok. Widać poprawę, ale do ideału wciąż dużo brakuje. Będziemy jednak kontynuować akcję – bo nie ma tolerancji na rozjeżdżanie zieleni, zajmowanie miejsc osobom niepełnosprawnym czy zastawianie chodników i skrzyżowań. Każdy kierowca zdawał egzamin na prawo jazdy – więc powinien znać przepisy.

Bezpieczeństwo to też kwestia policji. Jak miasto ją wspiera?

- Powiem inaczej – bezpieczeństwo to przede wszystkim kwestia policji. Oczywiście jako miasto od lat współpracujemy z Komendą Miejską Policji. Te działania mają realny wymiar – wykupujemy dodatkowe patrole, przeznaczamy środki na zakup nowych radiowozów czy alkomatów.

Podobno jednak problemem są wakaty w policji?

- To wyzwanie o charakterze ogólnopolskim. Doceniamy jednak, że pomimo różnych problemów, widzimy konkretne efekty działań miejskiej i wojewódzkiej komendy policji. Statystyki jasno pokazują, że jest coraz bezpieczniej – to m.in. zasługa ciężkiej pracy policji, ale i strażników miejskich.

Mieszkańcy na warsztatach mówili, że chcieliby aby policja pilnowała też przestrzegania prędkości w strefie tempo 30. Strażnicy nie mogą tego robić. Sądzi pan, że to możliwe? Policję widzieliśmy często w strefie na początku jej obowiązywania.

- Policja jest otwarta na problemy zgłaszane przez mieszkańców. Komendant zorganizował spotkania z radami dzielnic. Apeluję do mieszkańców – by problemy zgłaszać także poprzez Krajową Mapę Zagrożeń Bezpieczeństwa.

Był jeszcze jeden pomysł. To utworzenie weekendowego posterunku na ul. Mariackiej. Chodzi o to, by służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo były widoczne. To możliwe?

- Temat „posterunku na Mariackiej" rozumiem bardziej jako chęć zwiększenia przez mieszkańców liczby patroli policji w tym obszarze niż tworzenia nowego obiektu. I to się dzieje.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.