Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Prof. Katarzyna Sztop-Rutkowska, socjolożka rok temu mówiła w Katowicach o tym, że wkrótce polskie miasta oraz rząd będzie musiał całkowicie zmienić swoją politykę społeczną.

– Prognozy mówią, że w 2030 roku osoby powyżej 60. roku życia w Polsce będą stanowić 28 proc. społeczeństwa, a w 2050 roku będzie to już 40 proc. społeczeństwa. Patrząc na te liczby widać, że będziemy musieli przemeblować naszą politykę społeczną, nasze myślenie, również myślenie o mieście – mówiła prof. Sztop-Rutkowska.

Demografia zmieni politykę miast

W tym tonie wypowiadał się też Marek Wójcik, ekspert Związku Miast Polskich. – Demografia wymusi na nas, także w kontekście zarządzania społecznościami, odejście od podejścia branżowego, raczej w kierunku horyzontalnym. Jako samorządy powinniśmy w większym wymiarze nasze zadania oddawać naszym partnerom społecznym i gospodarczym. Dadzą sobie z nimi radę nie gorzej niż my – mówił Marek Wójcik.

Apelował o racjonalne spojrzenie na przyszłość miast. To oznacza zmianę priorytetów dotyczących chociażby zarządzania przestrzenią i rozwoju miast. Jego zdaniem, zagospodarowanie przestrzenią będzie odgrywało coraz większą rolę.

Wynika to z faktu, że miasta cały czas się rozlewają. Bogatsi uciekają na przedmieścia, centra pustoszeją. Widać to również po Katowicach. Z danych wydziału polityki społecznej wynika, że katowickie śródmieście w szybkim tempie traci mieszkańców i żyje tu całkiem sporo osób, które potrzebują wsparcia Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Wiedza o takich zjawiskach wymaga innego projektowania usług, lokowania ośrodków wsparcia dla seniorów, sklepów socjalnych, tworzenia miejsc spotkań i innego projektowania ulic, placów i skwerów.

W Katowicach już dziś do dzielnic, gdzie na tysiąc mieszkańców ponad 300 osób to osoby w wieku powyżej 60 lat należy nie tylko Koszutka, ale też Brynów, Osiedle Paderewskiego, Wełnowiec z Józefowcem, Śródmieście czy Osiedle Witosa oraz, największe w Katowicach, Osiedle Tysiąclecia. Urzędnicy wprost mówią o dzielnicach regresywnych. Trudno mówić o nich, że się rozwijają, jeżeli jako rozwój rozumiemy przyciąganie nowych, młodych mieszkańców.

Gdzie przybywa seniorów?

To tylko Katowice, w których żyje prawie 77,9 tys. osób w wieku poprodukcyjnym. Ich liczba w latach 2019/2020 wzrosła o 0,86 proc. W Sosnowcu takich seniorów jest 56,4 tys. (wzrost o 1,44 proc.), w Gliwicach 45 tys. (wzrost o 1,34 proc.), zaś w Zabrzu 41 tys. (wzrost o 2 proc.).

Jeśli chodzi o duże miasta, najbardziej liczba osób w wieku poprodukcyjnym w ciągu roku wzrosła w Tychach (2,48 proc.) oraz Piekarach Śląskich (2,37 proc.) oraz Mysłowicach (2,1 proc.).

Starzeją się też mniejsze gminy Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii: Lędziny (wzrost o 3,49 proc.), Pyskowice (2,57 proc.), Bieruń (3,65 proc.).

Na to zjawisko nakłada się kolejne. To ucieczka z miast. W 2020 roku ujemne saldo migracji (różnica między osobami, które sprowadziły się do miasta, a tym, które wolały wyjechać) dla Sosnowca to 743 osoby. Ujemne saldo migracji dla Zabrza to 701 osób, dla Bytomia 640, dla Katowic 365, zaś dla Gliwic 340.

Dodatnim saldem migracji mogą się pochwalić mniejsze miasta i gminy. Tarnowskie Góry w bilansie zyskały 261 mieszkańców, Zbrosławice 179, Wyry 171, zaś Pilchowice 164. Jedynym miastem „prezydenckim", które miało dodatnie saldo migracji, są Mysłowice (140).

Prognozy są niekorzystne

Na koniec należy się jeszcze zatrzymać na danych dotyczących prognozy zmian liczby ludności w miastach i gminach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. Pochodzą one z GUS-u.

I tak Katowice do 2030 roku stracą 32 tys. mieszkańców, Sosnowiec ponad 26 tys., Bytom 18 tys., zaś Zabrze 17 tys. W Gliwicach eksperci ubytek liczby mieszkańców szacują na prawie 14 tys. To oznacza, że te miasta stracą od kilku do kilkunastu procent mieszkańców. Zyskiwać ich mają za to mniejsze gminy. Wyry zdobędą dodatkowe 21 proc. mieszkańców, a Bojszowy 13,4 proc, czyli prawie tyle samo ile Imielin (11,2 proc.). Jedynym w miarę dużym miastem GZM, który być może zyska mieszkańców, jest Mikołów (1,5 proc.).

– Polskie metropolie i aglomeracje, które w XXI wieku zaczęły rozrastać się w niekontrolowany sposób, będą mogły rozwijać się w sposób bardziej równomierny i zrównoważony dzięki przemyślanym decyzjom planistów i samorządowców – mówią autorzy badania z Akademii Leona Koźmińskiego, Instytutu Rozwoju Miast i Regionów oraz Coventry University, którzy niedawno za pomocą satelit zbadali, jak zmieniają się rzeczywiste, a nie administracyjne granice miast.

Przypominają, że wcześniej ustalanie granic było w dużym stopniu uznaniowe, bazowało na stosunkowo prostych danych geograficznych i statystycznych. Nowatorska metoda ustalania granic miejskich nie tylko za pomocą danych na temat świateł nocnych obserwowanych z kosmosu, ale też danych ekonomicznych o obywatelach i dziesiątek map pozwoli uniknąć niekorzystnego procesu przesiedlania się dużej liczby mieszkańców do jednego obszaru i wyludniania się pozostałych, a także walczyć z nierównościami w dochodach poszczególnych gmin.

Badacze zaobserwowali bowiem znaczną dysproporcję dochodów z podatku PIT pomiędzy gminami przynależącymi do największych miast w Polsce a tymi, które nie leżą w ich najbliższym otoczeniu. – Na peryferiach dużych obszarów miejskich dochody gmin z podatku dochodowego PIT wynoszą średnio 2 tys. zł na mieszkańca. Z kolei w gminach znacznie dalej położonych ten dochód wynosi średnio 800 zł na osobę – mówi dr Olha Zadorozhna z Akademii Leona Koźmińskiego.

Naukowcy podkreślają, że uważniejsze monitorowanie granic miast za pomocą nowej metody pozwoli szybko reagować w sytuacji „odpływu" mieszkańców z centralnych dzielnic. – Władze miejskie i decydenci będą mogli skierować działania społeczne i finansowe tam, gdzie mieszkańcy najbardziej tego potrzebują. Chodzi m.in. o kwestie rozbudowy obwodnic, wytyczania tras komunikacji miejskiej, aktywizację miejskiej polityki mieszkaniowej czy mapowanie prognoz demograficznych, które są podstawą do podejmowania decyzji o budowie infrastruktury, ale też szacowania budżetów samorządów – podsumowuje badaczka z Akademii Leona Koźmińskiego.

Jak zmienić zarządzanie miastami?

Z tego powodu warto przemyśleć pojęcie rozwoju miast. Kiedyś rozumiano jednoznacznie. Jeżeli miasto zyskiwało nowe tereny, to się rozwijało. Tak samo było, gdy przybywało w nich mieszkańców. Rozwojem była też budowa nowych dróg, coraz wyższych wieżowców, jeszcze większej liczby domów i fabryk. Dziś priorytety powinny być inne.

– W najbliższych latach kluczowa będzie gospodarka. Ci samorządowcy, którzy potrafią włączyć się w budowanie lokalnej czy regionalnej gospodarki, tworzenie trwałych zrębów dla jej funkcjonowania, spowodują, że ich wspólnota będzie miała wyższą jakość życia, będzie szybciej się rozwijała – uważa Marek Wójcik. Dodawał, że w samorządach kluczowe stanie się zarządzanie uczestniczące. Jego zdaniem, najsilniejszy będzie nie ten samorząd, który ma mnóstwo pieniędzy, tylko ten, który będzie potrafił wykorzystać potencjał ludzi, swoich mieszkańców w jak najwyższym wymiarze do zarządzania wspólnotą.

– Wójt. burmistrz, prezydent dzisiaj to nie ktoś, za kim idą ludzie – to jest ktoś, kto jest w środku, słucha, jest między nimi – ocenia.

– Miasta długo wierzyły w anachroniczny sposób, że to co stanowi siłę miasta, to jest jego majątek, hardware, mury, służby itd. Teraz coraz bardziej widzimy, że to zawodzi. Istotą bezpieczeństwa, czy przetrwamy, czy nie, jest miękkie zarządzenie – dopowiada Jakub Wygnański, socjolog i działacz społeczny związany z Fundacją Stocznia.

Kluczowe jest to, czy znamy swojego sąsiada, czy ktoś nam pomoże, zapuka, zatroszczy się w razie potrzeby.

– Miasta muszą odkrywać swoją zdolność do przetrwania i odporności. Tego nie da się kupić, to jest działanie społeczne i tym się tak łatwo nie zarządza, to się długo buduje. Głównym wyzwaniem Europy jest godność umierania. Demografia w tej sprawie jest nieuchronna. Żyliśmy na koszt dzieci, mieliśmy ich za mało, stworzyliśmy wadliwe z tego punktu widzenia struktury społeczne i będziemy musieli się z tym zmierzyć – dodawał Jakub Wygnański.

Miasta Idei w Metropolii. Czy nasze miasta muszą się rozwijać?

Jakie będą nasze miasta, gdy będziemy starzy? Czy zostaniemy w nich sami? Gdzie będą wolały żyć nasze dzieci i wnuki? Co zrobimy, by je tu zatrzymać? Czy w ogóle powinniśmy to robić? Zapraszamy na kolejne Miasta Idei.

Czas się pogodzić z tym, że miasta, także te z Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, nigdy nie będą wyglądały jak te z fantastycznych wizji. Niektóre nie mogą, inne nie chcą.

Miasta mierzą się dziś z wyzwaniami, o których jeszcze kilkanaście lat temu nikt nie myślał. To suburbanizacja, starzenie się społeczeństwa, ubytek mieszkańców. To szansa czy problem? Miasta muszą dbać o zrównoważony rozwój i być odporne na rozmaite, często niespodziewane zagrożenia.

Miasta potrzebują dziś zintegrowanego oraz interdysplinarnego społecznego spojrzenia. Jest potrzebne, by odpowiedzialnie myśleć o nas w mieście o naszych bliskich oraz sąsiadach nie dziś, ale za kilka i kilkanaście lat. Czy potrafimy? Czy stać nas na zadanie sobie pytania, jak będzie się nam żyć w mieście, takim jakim ono jest naprawdę? Czy potrafimy połączyć różne dziedziny zarządzania nimi i snucia planów rozwoju w spójny koncept, który będzie odpowiedzią na pytanie, co zrobić, by dostosować miasto do zmieniających się potrzeb, liczby mieszkańców, sposobu pracy i spędzania czasu? Potraktujmy nasze miasta i naszą przyszłość odważnie i uczciwie.

O przyszłości naszych miast i wyzwaniach, które czekają je za 30-50 lat, będziemy rozmawiać podczas kolejnego spotkania z cyklu Miasta Idei.

Spotkamy się 27 września w Galerii Teatru Korez w Katowicach (plac Sejmu Śląskiego 2). Warsztaty dla mieszkańców rozpoczniemy o godz. 16 (prosimy o zapisy na adres przemyslaw.jedlecki@agora.pl). Następnie o godz. 17.45 odbędzie się debata ekspertów. Naszymi gośćmi będą m.in. Jacek Woźnikowski, dyrektor Departamentu Rozwoju Społeczno-Gospodarczego i Współpracy w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, Krzysztof Mejer, wiceprezydent Rudy Śląskiej, dr Agnieszka Labus, adiunkt na Wydziale Architektury Politechniki Śląskiej, prezeska Zarządu Fundacji Laboratorium Architektury 60+ (LAB 60+), a także Janina Piwowarczyk, członkini Śląskiej Rady ds. Seniorów i członkini metropolitarnego Zespołu ds. wyzwań demograficznych, była członkini Rady Seniorów w Katowicach i Mikołaj Figlarski, uczestnik projektu Młodzi robią Metropolię.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.