Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W ostatnich tygodniach zorganizował pan serię webinariów dla samorządowców na temat Krajowego Planu Odbudowy. Jakie samorządowcy mają opinie na jego temat?

Jan Olbrycht, poseł do Parlamentu Europejskiego: Myślę, że warto zacząć od tego, jak polscy samorządowcy oceniają swój udział w przygotowaniu Krajowego Planu Odbudowy. I w tym wypadku ocena jest, jak można się było spodziewać, negatywna. Polski rząd potraktował zadanie przygotowania KPO w sposób bardzo uproszczony. Jeszcze w 2020 roku wezwano samorządy do składania propozycji projektów. To było o tyle zaskakujące, że jednocześnie polski rząd blokował Fundusz Odbudowy na arenie międzynarodowej. Mieliśmy zatem dość dziwną sytuację, w której nie wiemy, jak ma działać coś, co rząd blokuje, ale musimy szukać propozycji inwestycji. W dodatku niejasne były reguły prawne całego mechanizmu. W tym momencie pytanie samorządowców o projekty nie miało zbyt wielkiego sensu.

Jan OlbrychtJan Olbrycht Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta / AGENCJA GAZETA

Dlaczego?

– Odpowiedź leży w istocie unijnego Funduszu Odbudowy, z którego ma czerpać pieniądze Krajowy Plan Odbudowy. Fundusz powstał z powodu pandemii koronawirusa. Nadzwyczajna sytuacja wymaga nadzwyczajnych pieniędzy (grantów i pożyczek) po to, żeby odbudować gospodarkę i zwiększyć odporność na zagrożenia i w tym celu przeprowadzić gruntowne reformy. Mają one służyć poprawie gospodarki, ekologii, cyfryzacji etc. Czyli najpierw powinniśmy zaplanować, jakie zmiany chcemy wprowadzić w państwie, a dopiero potem zastanowić się, jakie inwestycje pozwolą tę zmianę osiągnąć. Taka powinna być kolejność! Tymczasem samorządów w Polsce nikt nie pytał o to, jakie reformy są potrzebne. W efekcie samorządy, chcąc nie chcąc, przekazały rządowi listę ok. 1200 inwestycji. To jednak tylko z pozoru wygląda na konsultacje. Tak naprawdę nie ma podstaw, by o nich mówić.

Potem jednak długo nic się nie działo.?

– Rzeczywiście nastąpiła cisza. Z zewnątrz wyglądało wręcz na to, że żadne prace związane z KPO się nie toczą. Samorządy dowiedziały się o działaniach rządu dopiero, gdy ogłoszono, że jest już projekt KPO, który niedługo zostanie przesłany do Komisji Europejskiej w celu zatwierdzenia. Wówczas samorządy słusznie zaczęły się dopominać o swój udział w KPO. Zgodnie z unijnymi wymogami krajowe plany powinny być skonsultowane z partnerami społecznymi, gdy będą gotowe. Wynika to z prostej zasady, która polega na tym, że zanim unijne pieniądze zostaną wydane, muszą uzyskać szerokie wsparcie. Ludzie mają bowiem prawo wiedzieć, na co, i przede wszystkim dlaczego, są wydawane publiczne pieniądze. Polski rząd co prawda przeprowadził kilka typowych konsultacji, ale nie ma mowy o tym, że Krajowy Plan Odbudowy powstał w efekcie wspólnego wypracowywania stanowisk, szczególnie z samorządami. Dość powiedzieć, że szerokie debaty i konsultacje na temat KPO prowadziły organizacje społeczne takie jak „Stocznia", a nie rząd. Ten bowiem zapewne uznał w pewnym momencie, że już wysłuchał samorządu. Stała się wówczas rzecz niecodzienna, ponieważ na Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu strona samorządowa wyraźnie powiedziała, że nic nie jest z nią uzgodnione. Mimo to 30 kwietnia rząd przesłał KPO do Brukseli, a w kraju jego przedstawiciele mówili, że nic tam się nie da już zmienić. I znowu mamy tu zaskakującą sytuację, ponieważ rząd poprosił KE o dłuższy termin oceny polskiego KPO. Wynikało to z tego, że jednak jakieś zmiany mają być tam wprowadzane.

Dlaczego udział samorządów w tworzeniu KPO został ograniczony?

– Są, moim zdaniem, dwa powody. Pierwszy można uznać za racjonalny. Skoro Fundusz Odbudowy to inne pieniądze niż te pochodzące z funduszy spójnościowych, to wiadomo, że trzeba działać szybko i w nieco uproszczony sposób. I kilka rządów w Europie narzuciło sobie bardzo szybkie tempo w tworzeniu KPO. Zależało im bowiem na skuteczności. Przy czym my musimy pamiętać, o co rząd poprosił Komisję Europejską.

Drugi powód ma wymiar polityczny i, moim zdaniem, ma on większe znaczenie. Cechą charakterystyczną obecnego polskiego rządu jest werbalne, głównie deklaratywne, popieranie samorządności. Ale inaczej to wygląda, gdy spojrzymy na powstające przepisy i faktyczne działania chociażby w kwestii fiskalnej oraz finansowej. Tak naprawdę rząd krok po kroku ogranicza samorząd. Wyraźnie to widać po stosunku do samorządności w „Polskim ładzie", który jakiś czas temu przedstawiła Zjednoczona Prawica z PiS na czele. Warto też się przyjrzeć podejściu rządu do edukacji czy służby zdrowia. Dodatkowo rząd widzi samorządy jedynie jako beneficjentów rozmaitych funduszy, także tych przez siebie tworzonych, a nie jako część władzy publicznej. Zapomina się, że samorządy to istotna część państwa, w których władza pochodzi z powszechnych i demokratycznych wyborów. Niezależność samorządu nie jest bliska partii rządzącej, a z tego wynika np. już wspomniany brak rzetelnego konsultowania czegokolwiek.

Czym się to może skończyć?

– Niczym dobrym. Uważam, że nie da się np. zreformować służby zdrowia bez samorządów. Nie da się też np. poprawić efektywności energetycznej w budynkach mieszkalnych bez współpracy z gminą. To samo dotyczy np. walki ze smogiem czy poprawy transportu publicznego. To powinny być tematy debaty, a nie to, kto i ile ma dostać pieniędzy. Kluczowe pytania są takie: jakie mamy przeprowadzić reformy oraz kto ma je realizować. Bez udzielenia odpowiedzi trudno będzie osiągnąć cele, jakie przyświecają Funduszowi Odbudowy.

Jan OlbrychtFot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta / AGENCJA GAZETA

A jak ocenić polski KPO?

– Z tym jest problem, ponieważ nie do końca znamy wersję, która jest na bieżąco poprawiana. Wiemy, że Komisja Europejska zgłasza swoje uwagi, a polski rząd najpewniej nad nimi pracuje i uwzględnia. Możemy być pewni niektórych rzeczy, takich jak ta, że pierwsza przesłana do Brukseli wersja Krajowego Planu Odbudowy to mało spójny dokument z zestawem rozmaitych projektów. Wersja nowsza jest bardziej spójna, ale ma bardzo ciekawy wstęp, który jest krytyczną diagnozą sytuacji w Polsce. To cenna merytorycznie część, problem w tym, że nie wynikają z niej reformy, które rząd miałby przeprowadzić. Dość powiedzieć, że podobno w pierwszej wersji nie były spełnione unijne wymogi, by np. 37 proc. KPO poświęcić na kwestie klimatyczne, a 20 proc. na kwestie cyfrowe. Domyślam się, że właśnie m.in. tego dotyczą teraz rozmowy na linii rząd – Komisja Europejska.

Jest też sporo zamieszania w sprawie służby zdrowia, którą rząd chce centralizować. Trudno tu mówić o rozwiązaniach systemowych, bo na horyzoncie jest co najwyżej reorganizacja.

KPO będzie akceptować KE oraz Rada Unii Europejskiej. Jaka rola pozostaje dla Parlamentu Europejskiego?

– Parlament Europejski nie chce stać z boku i się tylko przyglądać Funduszowi Odbudowy i KPO poszczególnych krajów, ponieważ mamy do czynienia z nietypowymi pieniędzmi, które muszą być wydane do 2026 roku. Dlatego Parlament powołał specjalną grupę posłów, która będzie monitorowała Krajowe Plany Odbudowy. Grupa liczy 27 posłów z różnych krajów, wśród tych osób jestem również ja.

Przed nami jest kilka zadań, choć jest jasne, że nasze możliwości jako posłów są ograniczone. KE nie chce nam np. pokazywać bieżących uwag do poszczególnych KPO, zanim nie oceni ich w całości. My jednak bardzo chcemy wiedzieć, co się dzieje, i pewnie się dowiemy. Bezpośredniego wpływu na decyzje KE mieć nie będziemy, ale posłowie to głos polityczny. Będziemy więc nagłaśniać rozmaite sprawy, zwłaszcza gdy coś nas zaniepokoi. Cały czas będziemy też informowani o postępie w realizacji poszczególnych KPO. Tu najważniejsze będzie to, że pieniądze UE będzie wypłacać nie na podstawie faktur, ale za efekty działań. I my chcemy się tym efektom uważnie przypatrywać.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.