Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przemysław Jedlecki: Parę dni temu obejrzeliśmy kilka miejskich inwestycji. Z czego jest pan najbardziej zadowolony?

Paweł Silbert, prezydent Jaworzna: Z tego, że w ciągu niespełna dekady zagoiliśmy ranę w sercu miasta po byłej kopalni Kościuszko. Pamiętam wyjazd studialny do Zagłębia Ruhry, gdzie pokazywano nam, z jakimi bólami i jak wielkim kosztem zagospodarowywano tereny poprzemysłowe. I nie zawsze to działało dobrze. A teren po Kościuszce stał się nowym centrum miasta. I tętni życiem w sposób zadziwiający. Może nam było łatwiej, ponieważ Jaworzno nie miało wykształconego centrum i to, co budowaliśmy, było kreacją od podstaw i na naszych warunkach. Tak było, gdy pozwalaliśmy inwestować prywatnym deweloperom, jak miało to miejsce w przypadku Galerii Galena, jak i w przestrzeniach publicznych, które oddaliśmy ludziom – pieszym i rowerzystom. I oni wzięli te nowe przestrzenie jak swoje.

Jaworzno, planty miejskieJaworzno, planty miejskie Fot. UM Jaworzno

Na ile te przestrzenie są spójne, czy rzeczywiście pana zdaniem to działa?

Podczas tego spaceru nie chodziliśmy po opustoszałych przestrzeniach pełnych ikon architektury, które świetnie wyglądają z drona, ale wśród dziesiątek ludzi, którzy z tych nowych miejsc korzystają. Takie mieliśmy założenie i osiągnęliśmy je, choć sceptyków było wielu.

Podczas debaty powiedział pan, że nie jest do końca zadowolony z przemian w Jaworznie. Dlaczego?

Bo wolałbym więcej, lepiej, sprawniej, szybciej, taniej, a poza tym osiągnięty przeze mnie cel staje się historyczny i z tego powodu już mniej ważny. Pierwszeństwo ma to, co przede mną. Teraz gigantycznym wyzwaniem staje się pomysł na Jaworzno po węglu. Przewidywałem to, że polityczne deklaracje o utrzymaniu wydobycia węgla mogą się zmienić z powodu uregulowań unijnych, i dlatego w naszych miejskich dokumentach planistycznych postawiłem na pozyskanie nowych, dużych terenów pod nowe filary gospodarcze miasta. To, co założyliśmy kilka lat temu, zaczyna procentować dziś, umożliwiając nam bycie poważnym partnerem dla Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej i celowanie w ultranowoczesne inwestycje w Jaworznickim Obszarze Gospodarczym. JOG jest na tyle ważny dla gospodarki państwa, że również z jego powodu dokonują się zmiany legislacyjne, które ostatecznie pozwolą na jego uruchomienie. Uważam, że powinniśmy być nie mniej odważni przy planowaniu drugiej odsłony JOG-u na terenie pomiędzy Elektrownią Jaworzno III a osiedlem Podłęże. Łączne kilkaset hektarów terenów inwestycyjnych powinno dać pełne pokrycie dla oczekiwań inwestorów i naszego oraz okolicznego rynku pracy. Nie mamy wyjścia, musimy zmieniać się jeszcze szybciej, w bardziej nowoczesne miasto.

Jeden z naszych gości pytał o zmiany na ul. Grunwaldzkiej. Czy da się tu uspokoić ruch?

To wymaga niezwykle złożonych analiz i wsparcia inżynierów transportu. Rzeczywiście ulicą Grunwaldzką wciąż płynie potok pojazdów, ale większość podróży odbywa się tam dziś pieszo i transportem publicznym. Grunwaldzka wciąż jest wykorzystywana dla ruchu samochodów mimo alternatyw, jakimi są obwodnice i trasa śródmiejska. Jeśli badania specjalistów dadzą nam odpowiedź, jak ograniczenie ruchu pojazdów indywidualnych wpłynie na mobilność w śródmieściu, to będziemy mieć materiał do dyskusji z jego użytkownikami. Wiem na pewno, że takimi ulicami jak Grunwaldzka nie powinien odbywać się żaden tranzyt. Również ten wewnętrzny.

Jaworzno ma jednak inny wizerunek niż kilkanaście lat temu. Jeden z urzędników powiedział mi, że boi się np. łatki miasta bez wypadków. Skąd obawa o bycie ofiarą własnego sukcesu?

Nie obawiam się takiej opinii. To powód do zadowolenia, że zdołaliśmy w ciągu dekady zmniejszyć liczbę ciężkich wypadków o dwie trzecie. Dziś kolizje stają się lokalnymi sensacjami, ale to wynika wciąż z nieświadomości, że zdarzeń drogowych nie da się uniknąć. Kierowcy zawsze będą popełniać błędy. Chodzi o to, żeby te zdarzenia nie rodziły cierpień fizycznych, kalectwa i śmierci. To jest idea „Wizji zero". A nie to, żeby samochody się nie zderzały. Zresztą statystyki wypadków od kilku lat pokazują, że zmiana jest trwała – wciąż mamy około trzydziestu wypadków rocznie, a przypomnę, że dekadę temu było ich sto.

Woonerf przy ul. Mickiewicza w Jaworznie: piesi mają do dyspozycji osiem metrów szerokości ulicy, a samochody trzyWoonerf przy ul. Mickiewicza w Jaworznie: piesi mają do dyspozycji osiem metrów szerokości ulicy, a samochody trzy MATERIAŁY MZDIM W JAWORZNIE

A co dalej? Jakie wyzwania są przed Jaworznem?

To są te same wyzwania, jakie stoją przed całą Europą. I światem. Musimy zapewnić ludziom jak najwyższą jakość życia, radykalnie obniżając obciążenia środowiska naturalnego. Tutaj nie ma już sporu ani możliwości pójścia w półśrodki. Jaworzno musi być zielonym, przyjaznym środowisku miastem ze zrównoważoną mobilnością. Nie ma innej drogi.

Na ile szansą dla miasta jest propozycja budowy tu fabryki samochodów elektrycznych, jakie to da korzyści?

Bardzo chciałbym, żeby ten projekt został zrealizowany. Jaworzno zasłużyło na niego swoimi politykami wspierającymi elektromobilność. Na starych wyrobiskach piasku podsadzkowego wypełnionych kamieniem pogórniczym powstanie strefa ekonomiczna o powierzchni podobnej strefie gliwickiej. To daje potencjał kilkunastu tysięcy miejsc pracy. I mam nadzieję, że będzie to praca w nowoczesnym, zrównoważonym przemyśle.

Geosfera w JaworznieGeosfera w Jaworznie fot. ElectroMobility Poland

Nic się nie uda, jeżeli gmina nie będzie miała pieniędzy. Wielu samorządowców mówi, że polityka fiskalna rządu odbywa się kosztem miast i miasteczek. Mają rację?

Trochę tak to wygląda. Zmiany i ulgi podatkowe obniżyły nasze dochody, a równocześnie mocno wzrosły nam koszty. Mam nadzieję, że planowane zmiany związane z Polskim Ładem zrekompensują nam ubytki w miejskim budżecie.

A jakie jest największe ryzyko przed Jaworznem?

Najgorsze byłoby stanie w miejscu. Opieranie się na tym, co jest, i zaprzestanie zmian. Świat pędzi coraz szybciej. Wciąż pojawiają się nowe idee. My już nie będziemy opartą na węglu i energetyce węglowej oazą. Też musimy się zmienić i nie przyglądać się biernie rozwojowi sytuacji. Nieustannie musimy patrzeć dwadzieścia lat do przodu. Jeśli przestaniemy, to przegramy.

Podczas naszego spotkania mówił pan o pomyśle połączeniu Jaworzna z innymi gminami. Skąd w ogóle taka idea i czy odebrał pan już jakieś telefony od kolegów burmistrzów i wójtów?

W naszym regionie, a nawet w mieście, takie połączenia już były w przeszłości i nie jest to niczym nadzwyczajnym. Również współcześnie gminy łączą się, poszukując w tym szans na dalszy rozwój. Są za to również premie w postaci zwiększonych budżetów przez spory czas. Miasta mogą być motorem zmian i rozwoju, ale mogą też upadać. Niestety przewiduję spore kłopoty wielu śląskich miast w całkiem nieodległej przyszłości. My powinniśmy spróbować łączyć siły z gminami Małopolski Zachodniej, które również może czekać wstrząs związany ze zmianami w myśleniu o węglu. Zdecydowanie lepiej jest antycypować to, co nieuchronne, bo ten proces konsolidacji gmin może być wówczas sprawiedliwy i uczciwy dla wszystkich stron. Ponieważ wolę wygrywać i nie chcę uczestniczyć w porażkach i zapaści otoczenia, proponuję, byśmy wspólnie zaczęli myśleć o tym, jak wprowadzić te konieczne zmiany, aby były one korzystne dla naszych mieszkańców. Nowe, duże liczebnie i terytorialnie miasto na granicy regionów mogłoby dać nam ogromny impuls rozwojowy i wejść na zupełnie inny, wyższy poziom. Nawet jeśli komukolwiek wydaje się to dziś dziwne, to nie warto a priori mówić nie, warto natomiast zapoczątkować dyskusję o tym, co nieuchronne, co możemy wspólnie wymyślić, obronić i zaprogramować dla dalszego rozwoju. Upadków nie planuję!

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.