Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Spotkanie z cyklu Miasta Idei poświęcone centrom przesiadkowym rozpoczęliśmy od warsztatów z mieszkańcami metropolii.   

Zapytaliśmy ich, czy w ogóle potrzebujemy centrów przesiadkowych. Przecież mamy świetne drogi, samochodem da się dojechać wszędzie, a parkowanie jest tanie albo darmowe. - I właśnie z tego ostatniego powodu obawiam się, że centra przesiadkowe będą stały puste. Gdy ktoś jedzie z Zarzecza w Katowicach, to raczej nie zostawi auta w Brynowie, bo wie, że w centrum znajdzie tanie miejsce do parkowania - mówił jeden z naszych gości. Kolejny dodał, że swoje robią też galerie handlowe, które oferują setki darmowych (w pierwszych godzinach) miejsc parkingowych.   

Stąd też postulat zmiany polityki parkingowej w centrach miast (nie tylko Katowic), tak by kierowcom nie opłacało się wjeżdżać do śródmieść.   

- A kolejne centra przesiadkowe powinniśmy budować przy stacjach kolejowych i tam, gdzie ludzie już sami z siebie zostawiają samochody i przesiadają się na autobus, czy np. jadą z kimś wspólnie. Takie miejsca już są, samorządy powinny te naturalne lokalizacje wykorzystać - dodawali uczestnicy.   

Centra przesiadkowe muszą być lepiej reklamowane i oznaczone

Mieszkańcy zwracali też uwagę na to, że centra przesiadkowe trzeba reklamować. - Wybrałem się autem do tego w Zawodziu. Przyznaję, że nie jest najlepiej oznakowane, zastanawiałem się, czy dobrze jadę - mówił mieszkaniec. Stąd propozycja, by znaki informujące o centrach przesiadkowych i liczbie wolnych miejsc parkingowych były już parę kilometrów przed nimi, np. na ul. Kościuszki czy DK79 i S86.

- Ale przydałaby się też akcja informacyjna. Chociażby ulotkowa o tym, jak się poruszać po centrach przesiadkowych, jak z nich korzystać, gdzie są czytniki biletów itp. - mówili mieszkańcy metropolii.   

- Musimy zmieniać swoje przyzwyczajenia, że samochód jest wygodny. Jeśli miasta nie trafiają z informacją do pasażerów, to zostaną im tylko imponujące budowle - zachęcała do akcji informacyjnej kolejna osoba.

Ale ważna jest też taryfa i gęstość połączeń. Jeżeli podróż autobusem z przesiadką na pociąg ma być niewiele tańsza, a czasem wręcz droższa niż samochodem, to trudno się spodziewać, że komunikacja będzie przyciągać pasażerów. - Podobnie jest z siatką połączeń. Co z tego, że pociąg jedzie co kilka minut, jak na następny autobus muszę czekać w centrum przesiadkowym 20 minut. Cały sens korzystania z tego rozwiązania znika - mówił mieszkaniec Katowic, który korzysta z centrum przesiadkowego w Ligocie.   

- Myślę też, że duży wpływ na brak popularności CP ma postrzeganie transportu zbiorowego jako środka przemieszczania się dla biednych ludzi. To cały czas pokutuje w naszym regionie, gdzie górnicy dojeżdżali do pracy autobusem. Wielu mieszkańców wywodzących się z rodzin robotniczych dorobiło się samochodów i nie chce z nich rezygnować, bo przecież "nie będzie jeździć z obcymi ludźmi". Bardzo często nie mają świadomości, że dojazd transportem publicznym jest wygodny, szybki i bezpieczny - dodał inny uczestnik warsztatów. 

Nie ma przesłanek, żeby centra przesiadkowe nie sprawdziły się w miastach Śląska i Zagłębia

Po warsztatach odbyła się konferencja. Wzięli w niej udział: Kazimierz Karolczak, przewodniczący zarządu Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, Marcin Bazylak, prezydent Dąbrowy Górniczej, Andrzej Dziuba, prezydent Tychów, Bogumił Sobula, wiceprezydent Katowic oraz Mariusz Śpiewok, wiceprezydent Gliwic. Dyskusję moderował Przemysław Jedlecki, dziennikarz “Wyborczej”. 

Wspólnie z naszymi gośćmi zastanawialiśmy się, co zrobić, żeby centra przesiadkowe nie świeciły pustkami. Jak zachęcić mieszkańców do przesiadek? Od czego zależy powodzenie tych drogich inwestycji?  

Kazimierz Karolczak przyznał, że centra przesiadkowe sprawdziły się w wielu europejskich miastach i nie ma żadnych przesłanek ku temu, żeby inaczej stało się w przypadku Górnego Śląska i Zagłębia. 

- Centra przesiadkowe mają dwa główne cele. Pierwszy z nich to ograniczenie wjazdu samochodów do centrów miast, które są dzisiaj wręcz rozjeżdżane. Możemy zaobserwować parkingową samowolkę, a piesi często nie są przez to w stanie korzystać z chodników. Drugim celem jest ułatwienie dojazdu do centrum miasta. Lepiej przesiąść się w centrum przesiadkowym na obrzeżach miastach i dojechać do śródmieścia transportem szynowym. Unikniemy w ten sposób korków, zaoszczędzając na czasie - przyznał przewodniczący GZM. 

Dodał, że mimo tego, iż kolejne miast na terenie GZM otwierają lub planują centra przesiadkowe, wiele jest jeszcze do zrobienia w tej kwestii. Przyznał, że - przykładem Katowic - dobrym rozwiązaniem jest poszerzanie strefy płatnego parkowania i podwyższanie cen za korzystanie z niej. - To warunek konieczny do tego, żeby ludzie przestali wjeżdżać do centrów miast samochodami i zaczęli myśleć o innych środkach transportu - dodał. Zaznaczył, że kluczową kwestią będzie wykorzystanie funduszy unijnych przeznaczonych na wsparcie transportu publicznego. 

Efekt nowych centrów przesiadkowych możliwy do oceny za kilka lat

Zdaniem Bogumiła Sobuli efektywność nowych centrów przesiadkowych w Katowicach [kilka dni temu otwarto CP w Zawodziu i Brynowie – przyp. red.] będzie można ocenić dopiero za 2-3 lata.   

- Dlatego też samo otwarcie centrów nie jest dla mnie jakąś istotną datą. Musimy cierpliwie czekać na zmianę zachowań komunikacyjnych mieszkańców. Jeśli ktoś przez lata podróżuje do pracy w określony sposób, trudno będzie w kilka tygodni zmienić swoje przekonania. Musimy sprawić, żeby centra przesiadkowe były bardziej kuszącą alternatywą. Bardzo liczymy na opinie ich użytkowników - przyznał wiceprezydent Katowic. 

- Zależy nam jednak na zbalansowaniu popytu i podaży na poruszanie się różnymi środkami komunikacji. Oznacza to, że docelowo chcemy również doprowadzić do sytuacji, w których kierowcy, którzy będą chcieli pozostawić samochód w SPP, nie będą mieli z tym najmniejszych problemów - dodał Bogumił Sobula. 

Andrzej Dziuba przyznał, że wybudowane pięć lat temu dwa tyskie centra przesiadkowe spełniły swoją rolę. Dzięki nim wielu mieszkańców miasta pokonuje trasę do Katowic nie samochodem czy autobusem, ale pociągiem.  

– Jeszcze przed pandemią parkingi w naszych centrach przesiadkowych były niemal zawsze zapełnione w znacznej części. To był dowód na to, że cieszą się one dużą popularnością. W przyszłości możliwy będzie dodatkowo wynajem miejsc parkingowych na stałe - powiedział prezydent Tychów.

Jak władze Tychów budowały popularność centrów przesiadkowych? Andrzej Dziuba przyznał, że był to skomplikowany i długotrwały proces. - Prowadziliśmy szereg różnych działań. Likwidacja części połączeń Tychy - Katowice sprawiła, że wielu ludzi przesiadło się do pociągu. Czasem decydował też przypadek. Niedawna katastrofa budowlana na DK86 z Katowic do Tychów i nieprzejezdność tej drogi sprawiła, że ludzie, którzy byli zmuszeni korzystać z kolei zauważyli, że to fantastyczne rozwiązanie - przyznał Andrzej Dziuba. 

W dobie pandemii ludzie boją się transportu publicznego

Duże centrum przesiadkowe powstaje też obecnie w Gliwicach, w sąsiedztwie dworca PKP, w centrum miasta. Wiceprezydent Mariusz Śpiewok przyznał, że liczy na to, że centrum sprawi, że gliwiczanie częściej będą korzystali z komunikacji publicznej, a mieszkańcy ościennych miast rzadziej będą decydowali się na przyjazd do Gliwic samochodami.

- Dworzec kolejowy i przystanki autobusowe w centrum miasta są dziś rozproszone. Przesiadanie się nie jest więc komfortowe. Budowa centrum przesiadkowego rozwiąże te problemy. Naszą ideą jest system transportowy wzorowany na Berlinie, czyli integracja przystanków autobusowych i kolejowych. Dlatego prowadzimy też zaawansowane prace projektowe przy kolejnych, mniejszych centrach przesiadkowych: na osiedlu Kopernik i w Łabędach. Ich budowa może się zacząć w 2022 roku - zapowiedział Mariusz Śpiewok.

Marcin Bazylak, prezydent Dąbrowy Górniczej, w której również powstaje duże centrum przesiadkowe, przyznał, że władze miasta będą chciały zachęcić do korzystania z niego mieszkańców, jak najwięcej opowiadając o jego korzyściach.

- Z centrum Dąbrowy Górniczej do Będzina koleją dojedziemy w 5 minut, do Sosnowca w 10 minut, a do Katowic w 22 minuty. To już teraz zachęca wielu mieszkańców, choć pamiętajmy, że rozmowa w transporcie publicznym w dobie pandemii, kiedy ludzie boją się podróżować, nie jest łatwa. Ten czas musimy jednak dobrze wykorzystać - powiedział Bazylak.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.