Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Gdy po upadku komuny firma McDonald’s zaczęła otwierać w Polsce swoje restauracje, dla wielu stały się one symbolem przynależności naszego kraju do kapitalistycznego Zachodu; że i u nas jest już na bogato, a konsumpcja buły z mięsem to część nowego stylu życia, a nawet spełnienie aspiracji i dowód rozwoju.

GRZEGORZ CELEJEWSKI

Amerykańska sieciówka działała przy placu Wolności w Zabrzu od 1993 roku (na zdjęciu otwarcie restauracji). W 2018 roku lokal został zamknięty. Przedstawiciele firmy wyjaśniali, że zadecydowały względy biznesowe. Dochód z restauracji był coraz mniejszy. Zadziałał więc tak upragniony przez wielu wolny rynek.

Pusty lokal w centrum miasta dla części mieszkańców stał się dowodem na to, że centrum Zabrza (a może i nawet całe miasto!) powoli umiera. Bo jak to możliwe, że w niespełna stuletnim mieście nie ma dokąd pójść i gdzie się spotkać? Jak to możliwe, że miasto nie ma rynku albo chociaż ulicy, na których życie tętni od rana do późnej nocy? Dlaczego władze miasta nic z tym nie robią? Czy nie widzą, że najpierw zamykano kopalnie i huty, a teraz restauracje!? Koniec, klęska i dramat. Czas uciekać, ostatni niech zgasi światło.

Restauracja McDonald,s w ZabrzuRestauracja McDonald,s w Zabrzu GRZEGORZ CELEJEWSKI

Zabrze jest inne od Bytomia czy Gliwic

W takich opiniach oczywiście było wiele przesady, ale też niemało gorzkiej prawdy. Zabrze, podobnie jak wiele śląskich miast przemysłowych, po 1990 roku zderzyło się z nową rzeczywistością. Wielkie zakłady pracy były zamykane jeden po drugim. Po wielu zostały tylko wspomnienia, ruiny albo puste place. Zabrze zawsze były miastem przemysłowym. Działało tu osiem kopalń, koksownia, huta, mnóstwo fabryk. Odkąd przemysł traci na znaczeniu, stale ubywa mieszkańców. Dziś jest ich mniej niż 172 tys., z czego około 40 tys. to osoby powyżej 65. roku życia. Miasto, podobnie jak wiele innych na Śląsku, musi się zmierzyć ze zmianami demograficznymi.

Zabrze wciąż jest jednak miastem młodym. Powstało ledwie 98 lat temu ze zlepku osad i wsi, które dzisiaj tworzą 18 dzielnic. To sprawiło, że w przeciwieństwie do wielu starszych miast, szczególnie tych ze średniowiecznym rodowodem, nie miało ukształtowanego centrum. O takim miejscu jak rynek w Gliwicach, Bytomiu czy Rybniku albo Tarnowskich Górach mogło tylko pomarzyć. Stworzenie rynku od podstaw jest zaś bardzo trudne. Nie wystarczy zamiana asfaltu na granit, trawników z czasów PRL na drzewa w donicach. To ludzie decydują, czy chcą w jakimś miejscu spędzać czas, czy nie.

Układ urbanistyczny Zabrza wykorzystywali za to inwestorzy, którzy budują centra handlowe. Ileż to razy słyszeliśmy, że dzięki takim inwestycjom powstanie „nowe” centrum miasta? Że dopiero teraz pozbawieni przestrzeni publicznych mieszkańcy otrzymają to, co się im należy i z czego oczywiście wszyscy powinni się cieszyć. Zachłyśnięcie się galeriami handlowymi szybko zaczęło mijać, inwestorzy wstrzymują budowy, a pandemia koronawirusa tylko przyspieszy zamykanie kolejnych wielkopowierzchniowych sklepów.

Jaki pomysł na centrum miasta?

A co z Zabrzem i jego centrum? Czy upadek McDonald’sa to rzeczywiście jego koniec? Czy może jest to także efekt zmian w sposobie życia mieszkańców? Czy gdy widzimy pustostany po zamykanych sklepach, to jest to wina władz miasta, czy może najemców, którym interesy nie szły i nie potrafili zaproponować klientom oferty, która spotka się z ich uznaniem? A może miasto powinno stosować taką politykę czynszową, by wspierać pewne rodzaje działalności? Jeśli tak, to czy powinna to być amerykańska korporacja, czy może mały rodzinny sklepik? Warto znać odpowiedzi na te pytania, zanim dokonamy ostatecznej oceny. Zanim zaczniemy przerzucać się pomysłami na miasto, warto je dokładnie poznać i porozmawiać z mieszkańcami, bo to oni – choćby poprzez wybór swoich przedstawicieli – ostatecznie decydują o miejscu, w którym żyją.

Jak powinno się rozwijać Zabrze złożone z kilkunastu dzielnic – stawiać na rozbudowę śródmieścia czy inwestować raczej w dzielnicach. Gdzie mniej, a gdzie więcej?

Pytamy na osiedlu Kotarbińskiego. PRL-owskie blokowisko mocno się zmienia. To już nie tylko domy z wielkiej płyty, ale też cała infrastruktura potrzebna do życia. – W pobliżu mam kino, kilka dobrze zaopatrzonych sklepów, boiska. Po co mam chodzić 1,5 kilometra na plac Wolności, skoro wszystko mogę załatwić w okolicy? – odpowiada jeden z mieszkańców. Zwraca też uwagę, że puste działki na osiedlu powoli są zabudowywane przez prywatne firmy. I – jak w przypadku McDonald’sa – tu też nie ma sentymentów. Buduje się tam, gdzie można zarobić.

Być może takie miasta jak Zabrze powinny wrócić do korzeni i rozwijać się policentrycznie? Dbać o ciągłe, nawet drobne inwestycje w dzielnicach po to, by żyło się w nich wygodniej, i nie wymuszać na mieszkańcach podróży do centrum na zakupy, do restauracji czy kawiarni? Może nie jest martwym miasto pozbawione wielkich, pustych na co dzień przestrzeni w centrum, ale za to z dobrą ofertą miejskich usług w peryferyjnych dzielnicach?

Plotki o śmierci Zabrza są mocno przesadzone

Czy stwierdzenie, że „w Zabrzu nic się nie dzieje” nie jest aby mitem? Pusty lokal po restauracji na placu Wolności został już wynajęty. Wkrótce zacznie tu działać inna restauracja, podobnie ma być w kamienicy Pod Orłem. W centrum są także budowane nowe mieszkania, będzie też pierwszy w mieście biurowiec klasy A+. Plotki o śmierci Zabrza są więc mocno przesadzone. Nie znaczy to, że przed miastem nie ma wyzwań. Nie jest ono na pewno liderem dynamiki rozwoju.

W porównaniu z wieloma miastami regionu wydatki na inwestycje (w przeliczeniu na mieszkańca to 832 zł w latach 2017-2019) są znacząco niższe. Ale stale rosną i nieraz przewyższają dochody; są miejsca potwornie brudne, sporo zamieszania wywołała zmiany firmy, która ma odbierać od mieszkańców odpady.

W raporcie o stanie Zabrza prezydent Małgorzata Mańka-Szulik napisała: „Dostrzegamy te problemy”.

Miasta Idei w Zabrzu. Ważniejsze centrum miasta czy dzielnice?

Zapraszamy na kolejne spotkanie w cyklu „Miasta Idei”. Tym razem przyjrzymy się Zabrzu.

Miasto, podobnie jak wiele innych w regionie, nie ma klasycznego rynku i składa się z kilkunastu dzielnic. Czy władze powinny się skupiać na animowaniu życia na placu Wolności i przyległych ulicach, czy może w pierwszej kolejności zaspokoić potrzeby mieszkańców dzielnic, by dało tam się załatwiać wszystkie codzienne sprawy? Jak mądrze dzielić inwestycje na dzielnice? Co powinno być kluczem wyboru? Stawiać na duże projekty, czy może na mniejsze, ale za to w większej liczbie? Czy są inwestycje, które decydują o jakości życia, a jeszcze ich w Zabrzu brakuje?

O tym będziemy mówić podczas „Miast Idei” w Zabrzu. Spotkanie odbędzie się 21 października o godz. 16 w restauracji Impresja (Park Hutniczy 10). Zaczniemy od warsztatów z mieszkańcami. Ze względu na pandemię liczba uczestników jest ograniczona do dziesięciu osób, będziemy rygorystycznie przestrzegać zasad bezpieczeństwa. Zgłoszenia przyjmujemy na zasadzie: kto pierwszy, ten lepszy (wyłącznie mailem: przemyslaw.jedlecki@agora.pl).

Po warsztatach o godz. 17.45 odbędzie się otwarta dyskusja na temat sytuacji i przyszłości Zabrza. Spotkamy się w Ośrodku Działań Artystycznych w Zabrzu (Park Hutniczy 11). Liczba osób na widowni musi być ograniczona do 25 osób.

Naszymi gośćmi będą: Małgorzata Mańka-Szulik, prezydent Zabrza, prof. Marian Oslislo, zabrzanin i były rektor ASP w Katowicach, Zbigniew Barecki, właściciel Szybu Maciej w Zabrzu oraz miejski aktywista Konrad Kołakowski.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.