Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przemysław Jedlecki: W Tychach rozpoczęła się budowa inteligentnego systemu zarządzania ruchem. Jakie wiążecie nadzieje z tą inwestycją?

Maciej Gramatyka, wiceprezydent Tychów: – To duży projekt i ważny element naszych starań o poprawę jakości życia tyszan. Oczekiwań wobec tego systemu mamy sporo. Pierwsze z nich to oczywiście poprawa płynności ruchu. Po Tychach jeździ się bardzo dobrze, ale zdarzają się tu korki. Jednym z takich miejsc jest np. ul. Mikołowska, czyi DK44. W godzinach szczytu ruch jest tu naprawdę spory, więc algorytmy i odpowiednie oprogramowanie powinny nam pomóc w rozładowaniu zatorów. Ale to tylko jeden element. ITS nie jest po to, by po mieście lepiej się jeździło tylko samochodem. Bardzo ważne jest to, by dzięki ITS poprawić płynność ruchu autobusów i trolejbusów. To one mają mieć priorytet na skrzyżowaniach. Dzięki temu komunikacja publiczna będzie lepszym środkiem transportu. Nasz ITS to także monitoring jakości powietrza i stacje pogodowe, rozbudowany będzie też monitoring miejski.

Liczba ciekawych danych, które dostaniecie, będzie wykorzystywana tylko do zmiany świateł na skrzyżowaniach?

– Gdyby tak miało być, to byśmy tego systemu nie budowali. To element budowy smart city. Dane, które otrzymamy, z całą pewnością będą dotyczyć ruchu w mieście, ale mamy zamiar je wykorzystywać szeroko. Liczę, że szybko się tego nauczymy. Przecież to tak naprawdę będą informacje o tym, gdzie i kiedy poruszają się mieszkańcy. To da nam odpowiedź na to, czy np. gdzieś nie trzeba wybudować nie nowej drogi, ale np. myśleć o szkole czy parku, albo nowej linii autobusowej. Chcemy też się dzielić danymi z mieszkańcami, żeby sami mogli decydować o tym, czy dziś lepiej pojechać inną drogą, zostawić samochód i np. pójść pieszo. Nie będziemy jednak narzucać mieszkańcom sposobu korzystania z tych danych. One będą miały de facto charakter otwarty i każdy skorzysta z nich tak, jak zechce.

Tychy inwestują też w komunikację miejską.

– Kilka lat temu wybudowaliśmy centrum przesiadkowe przy dworcu w Tychach, wcześniej jako pierwsze miasto metropolii zaczęliśmy inwestować w kolej. Wybudowaliśmy nowe przystanki, zadbaliśmy o odpowiednią taryfę, tak by łączyć podróże autobusami i trolejbusami z pociągami. I to zaprocentowało. Pociągami podróżuje naprawdę dużo osób, to najlepszy sposób poruszania się między miastami metropolii. No i sprawdza się np., gdy konieczne są objazdy albo zamykane kluczowe drogi, tak jak to było w przypadku wiaduktu w ciągu DK86 w Katowicach-Giszowcu. Bardzo też liczymy na to, że PKP PLK przebuduje torowiska i je rozbuduje tak, by koleją można było jechać do Bierunia i dalej do Oświęcimia.

Teraz kosztem kilkunastu milionów złotych chcemy też wybudować centrum przesiadkowe przy szpitalu Megrez. Mamy tu działkę, która kiedyś była parkingiem. Teraz stanie tu piętrowy parking, przystosowany także do potrzeb osób z niepełnosprawnościami. Ci kierowcy, którzy będą mieli bilety komunikacji miejskiej, zostawią auta za darmo. O dodatkowe miejsca parkingowe prosili mieszkańcy tej części Tychów, tu też swoje trasy rozpoczyna szereg autobusów m.in. w kierunku Katowic.

Od zawsze mieszkańcy Tychów jeździli do pracy do okolicznych miast.

– Tychy zostały zbudowane z myślą o roli miasta sypialni, jako swego rodzaju zaplecze dla GOP-u. Od tego czasu wiele się zmieniło. W Tychach jest część Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, która stale się rozrasta, a przez to daje miejsca pracy, które przyciągają osoby z innych miast.

Mimo to wymyślony przed wielu laty układ miasta ma swoje zalety. Nigdy nie lokowano na terenie samego miasta np. ciężkiego przemysłu. Mamy za to wiele zieleni, parków, dobrze się tu mieszka. Potwierdzają to niezależne badania i rankingi dotyczące jakości życia.

W oczy rzuca się nie tylko zieleń, ale też szerokie ulice.

– To może być wadą, ale też zaletą. Szerokie jezdnie zachęcają do korzystania z samochodu. Mamy ich naprawdę dużo, statystycznie każdy tyszanin ma samochód, co jakiś czas wraca kwestia parkingów, których na osiedlach zawsze jest za mało. To przeszkoda w przekonaniu mieszkańców do jeżdżenia komunikacją publiczną. Ale próbujemy to robić. Brakuje nam też gęstości miasta, dziś w urbanistyce dużo się mówi o tym, że miasto powinno mieć zwartą zabudowę. Chodzi w tym nie tylko o jakość życia i dostępność usług, ale też koszty utrzymania miasta. Z tego powodu nasz TBS buduje mieszkania właściwie w centrum. Część działek jest w prywatnych rękach i tu mamy mocno ograniczone pole działania. Ale generalna zasada jest taka, żeby zachęcać inwestorów do budowania mieszkań w śródmieściu. Jeśli chcemy, żeby ludzie mieszkali w Tychach, to muszą mieć na to miejsce. Podobnie jak inne miasta metropolii mierzymy się z depopulacją, choć tempo zmniejszania się liczby mieszkańców jest u nas znacznie mniejsze niż w wielu innych miejscach. Rocznie liczba mieszkańców Tychów maleje o ok. 800 osób.

Jak przekonać ludzi, by zamieszkali w Tychach?

– Nie jesteśmy w stanie wpłynąć na wszystko. Miasto nie może dyktować cen mieszkań, ale może dbać o to, by było ich coraz więcej. Po naszej stronie jest np. kwestia edukacji. Niedawno wybudowaliśmy nową szkołę w Urbanowicach. To nowoczesny, pasywny budynek. Ale ważniejsze jest coś innego. Szkoła to rodzice, nauczyciele i uczniowie. Uważam, że edukacja musi być inna niż przed laty. Naszym celem jest, żeby szkoły publiczne miały wysoką jakość nauczania. Nasi nauczyciele działają w sieci „Budzących się szkół”, gdzie celem najważniejszym nie jest np. wystawianie uczniom ocen. Pytanie, czy ciągłe ocenianie motywuje, czy demotywuje ucznia? Czy przygotowywanie ucznia do ciągłego wyścigu na wyniki jest dobre?

Jest?

– Uważam, że nie. Najważniejsze powinno być uczenie młodzieży współpracy, wspólnego rozwiązywania problemów oraz kompetencji miękkich. Jasne, że nie można zapominać o wiedzy z języka polskiego, matematyki, historii oraz innych przedmiotów, ale musimy przede wszystkich nauczyć się uczyć życia we współczesnym społeczeństwie. Jeśli nie nauczymy dzieci pracy w zespole, to nie przygotujemy ich do pracy w żadnym zawodzie. Powinniśmy przestać być zakładnikami rankingów i czerwonych pasków na świadectwach.

Mówi pan o miękkich kompetencjach, ale w życiu miasta często się liczą twarde inwestycje. Miasta chętnie oszczędzają np. na kulturze, bo ważniejsze są kanalizacja albo nowa droga.

– Trudno mi oceniać inne miasta. Wiadomo, że infrastruktura jest ważna, bez niej miasto nie będzie działać. Jestem zwolennikiem tego, by o tzw. miękkich działaniach mieszkańcy decydowali np., głosując w budżecie obywatelskim. W Tychach z roku na rok w ramach tej części wydatków przybywa projektów społecznych. To np. festyny czy inne wydarzenia na osiedlach. Są też projekty dotyczące np. warsztatów czy zajęć edukacyjnych albo nasadzeń drzew owocowych. Kibicujemy właśnie takim pomysłom, ale ostateczne decyzje podejmują mieszkańcy.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.