Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W wakacje po majowo-czerwcowym odbiciu zaczęły się stabilizować poziomy produkcji i sprzedaży. Nie zmienia to faktu, że do końca lipca produkcja sprzedana przemysłu w regionie była mniejsza o 22,75 mld zł w stosunku do ubiegłego roku, w tym o 2,84 mld mniejsza była sprzedaż górnictwa. Jedynie na branży budowlano-montażowej nie odcisnęło się piętno pandemii. Można wnioskować, że firmy, które miały zakontraktowaną sprzedaż u klientów indywidualnych (jak właśnie branża budowlana) lub mogły odsunąć sprzedaż w czasie, na swój sposób zyskały na pandemii. Chociażby korzystając z dodatkowych środków z tarcz przy jednoczesnej „produkcji na zapas”. Niestety nie wszyscy w przemyśle mogli sobie na to pozwolić. A już na pewno nie było to możliwe w usługach. Podmioty, które nie miały możliwości kumulacji produkcji lub usług w celu zwiększenia sprzedaży po zamrożeniu, otrzymały prawdopodobnie pomoc w stopniu zaniżonym względem potrzeb. Obok uznania absolutnej konieczności uruchomienia instrumentów pomocowych można równolegle postawić pytanie, na ile powszechność dostępu do tarcz dla wszystkich przedsiębiorców była faktycznie sprawiedliwa w perspektywie gospodarczej?

Mniej pieniędzy z podatków

Pandemiczny dołek spowodował znaczące zmniejszenie wpływów z podatków dochodowych. Za pierwsze półrocze 2020 r. tytułem PIT uzyskano w województwie śląskim 5,3 mld zł, podczas gdy rok wcześniej wartość ta wyniosła 6,7 mld zł. Dla CIT relacja ta kształtuje się na poziomie 2,2 mld zł (w roku bieżącym) do 3,2 mld zł (w 2019 r.). Spadek osłabia budżety samorządów, które muszą mierzyć się z kosztami funkcjonowania w pandemii. Na dłuższy czas ukształtuje to kwestie świadczenia usług komunalnych. Te, za które można pobierać opłaty, zapewne będą drożeć. Jednocześnie prawie na pewno obniżony zostanie poziom finansowania zadań, których standard świadczenia nie jest regulowany przepisami, np. z zakresu kultury, sportu czy zagospodarowania przestrzeni publicznych. Oczywistą konsekwencją trudnej sytuacji budżetowej będzie także mniejsza zdolność do reagowania na ewentualne lokalne problemy społeczne będące pochodną pandemii.

A jaka będzie skala tych problemów? To jest właśnie najtrudniejsze pytanie. Lipiec był drugim z kolei miesiącem, w którym rosło przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw. Mimo to podobnie jak w trzech poprzedzających miesiącach wzrosła w regionie liczba zarejestrowanych bezrobotnych (do 88,2 tys. osób) oraz stopa bezrobocia (do 4,7 proc.). I choć wartości te są wciąż znacznie bardziej korzystne od tych, które znamy na Śląsku z nieodległej historii, a dane sygnalne z sierpnia wskazują, że nastąpiło spowolnienie negatywnych tendencji w zakresie bezrobocia, może to oznaczać zarówno opanowanie sytuacji, jak i „ciszę przed burzą”.

Jesienią tarcze przestaną bronić ludzi

Jesienią skończy się realne oddziaływanie tarcz, wygasną prace sezonowe, wdrożone zostaną nowe oszczędnościowe strategie firm… a ich faktyczne skutki mogą być niebagatelne. O zatrudnieniu wiemy wbrew pozorom niewiele. Same rejestracje w urzędach pracy nie mówią o wszystkim. Miejsca pracy w małych firmach są w zasadzie poza wszelką statystyką. Badania GUS-u pokazują w miarę dobry obraz w większych firmach, ale już dane o składkach odprowadzanych do ZUS-u wskazują na utratę licznych źródeł dochodu – być może dodatkowych, ale zawsze. Trzeba również podkreślić, że dane dotyczące lokalnego rynku pracy nie są zbliżone w skali całego regionu. Znacznie mniej jest powiatów, w których stopa bezrobocia jest niższa od średniej wojewódzkiej. Na koniec lipca br. zjawisko to dotyczyło 14 powiatów, a wartość wskaźnika wyniosła w tej grupie pomiędzy 1,5 proc. w Katowicach a 4,6 proc. w Chorzowie. W pozostałych 22 powiatach odnotowano wartości od 4,8 proc. w Jaworznie do 10,7 proc. w Bytomiu. W pewnych miejscach upadki dużych pracodawców lub zwolnienia grupowe mogą być prawdziwym ciosem w serce, nawet jeśli potencjał gospodarczy całego regionu jest wciąż ogromny.

Niestety w pandemii najgorzej chyba radzą sobie dwie istotne dla gospodarki regionalnej branże: przemysł wydobywczy i produkcja motoryzacyjna. Każda z nich jest tu obecna nie tylko w postaci dużych firm, ale także przez sieci powiązanych kooperantów. Negatywne efekty załamania w tych sferach mogą się w okresie kilku miesięcy okazać druzgoczące.

* Dr Marcin Baron pracuje w Katedrze Badań Strategicznych i Regionalnych Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach. Koordynuje prace zespołu ekspertów przygotowującego miesięczne komentarze do sytuacji w gospodarce regionalnej, które można pobrać ze strony uczelni.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.