Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Naszym celem stał się powrót do sytuacji sprzed pandemii, co może potrwać nawet kilka lat. Pandemia zmieniła codzienne życie każdego z nas. Inaczej dziś wyglądają zakupy, wesela, praktyki religijne, cały przemysł czasu wolnego. Z punktu widzenia prezydenta także zarządzanie miastem wygląda inaczej niż rok temu – i to w wielu aspektach.

Wiosną rozpoczął się kryzys

Wiosną tego roku musieliśmy się zmierzyć z bezprecedensowym kryzysem, który trwa do dziś. Dla większości włodarzy miast była to sytuacja, z którą nigdy wcześniej się nie mierzyliśmy. I nie mam tu na myśli wyłącznie względów epidemicznych. Kluczowe są społeczne i ekonomiczne skutki koronawirusa, bo nawet po wynalezieniu i zaaplikowaniu szczepionki efekty pandemii będą jeszcze widoczne latami. W Katowicach, jak w każdym innym mieście, setki firm stanęły nad przepaścią. Z dnia na dzień tysiące osób straciło pewność jutra. Po wprowadzeniu lockdownu musieliśmy błyskawicznie działać. Wdrożyliśmy warte kilkanaście milionów złotych programy osłonowe adresowane do przedsiębiorców, ludzi kultury i sektora NGO. Ich celem było przede wszystkim ratowanie miejsc pracy, co w dużej mierze się udało. Przed pandemią nie podejmowaliśmy decyzji w sytuacji, gdy liczba niewiadomych była większa od tego, co wiedzieliśmy. Jak każdy prezydent wolę podejmować decyzje bez presji czasu, na bazie rzetelnych analiz, głosów fachowców różnych branż i przygotowanych prognoz rozwoju sytuacji. Wiosną nikt w Polsce nie miał ani czasu, ani danych.

Wyzwania jednoczą

Pisząc o działaniach antykryzysowych, chcę wspomnieć o radnych Rady Miasta Katowice, którzy ponad partyjnymi podziałami wsparli wspomniane projekty pomocowe. Trudne momenty potrafią jednoczyć. Dziś łatwiej rozmawia się nam z opozycją. Choć w wielu obszarach się różnimy, to jednak koncertujemy się na tych kwestiach, w których myślimy podobnie. Efektem tego było m.in. powołanie Komisji Klimatu. Proszę mi uwierzyć – nie ma wielu miast w Polsce, gdzie obok siebie stają radni KO, PiS oraz ugrupowania bezpartyjnego prezydenta i mówią jednym głosem.

Zarządzanie miastem w czasie pandemii stało się trudniejsze ze względu na finanse, bo nie każdy wie, że praca prezydenta to m.in. codzienne podejmowanie decyzji w sprawach, które są związane z wydatkowaniem środków. Brzmi to trywialnie, ale pieniędzy jest zawsze mniej niż potrzeb zgłaszanych przez mieszkańców. W czerwcu uruchomiliśmy dwa nowe baseny miejskie – ale wiem, że chętnych starczyłoby zapewne na pięć tego typu obiektów. W tym roku ukończyliśmy dwie drogi rowerowe, trwa budowa dwóch kolejnych, ale wiemy, że w kolejce czeka kilkanaście tego typu inwestycji. Chętnie zrobilibyśmy wszystko naraz, ale to niemożliwe. Gdy przyszła pandemia, okazało się, że pieniędzy będzie jeszcze mniej.

Pandemia to wydatki

Jednocześnie wybuch pandemii pociągnął za sobą gigantyczne koszty. Wspomniane pakiety osłonowe, maszyna do testowania pod kątem COVID, wymazobusy, laptopy dla uczniów, dezynfekcja przystanków i wiele innych działań, których rok temu nie planowaliśmy, pochłonęły miliony złotych. Tym samym z jednej strony ponieśliśmy dodatkowe koszty, a z drugiej zanotowaliśmy mniejsze wpływy do budżetu miasta. To oznacza, że w tym i kolejnym roku musimy zaciskać pasa. Zaczęliśmy sami od siebie – od cięć kosztów w urzędzie. Ale to nie wystarcza. Dziś nie mamy komfortu, by się zastanawiać, co nowego zrobić w mieście, tylko analizujemy drobiazgowo, z czego zrezygnować. To bardzo trudne, bo każde miejskie działanie przynosi korzyści określonej grupie mieszkańców. A komuś, niestety, trzeba powiedzieć „nie”, bo pieniędzy w mieście wydrukować się nie da. Całe szczęście, że dzięki stabilnej sytuacji finansowej w poprzednich latach nie musimy, jak inne miasta, wyłączać światła na noc czy ciąć połączeń autobusowych. Z satysfakcją przyjęliśmy także rządowe dofinansowanie do naszych inwestycji miejskich na poziomie 51 mln zł. Każdy pieniądz w dobie kryzysu cieszy. Warto natomiast pamiętać, że stabilny budżet można budować wyłącznie na systemowych rozwiązaniach. Dlatego mamy nadzieję, że resort finansów odpowie pozytywnie na potrzeby samorządowców.

Miło słyszeć pozytywne opinie, ale krytyka jest ważna

Schodząc z poziomu podejmowania decyzji w sprawach wielomilionowych inwestycji, należy pamiętać, że bycie prezydentem oznacza ciągłe spotykanie się z ludźmi. Spotkania w dzielnicach, otwieranie nowych inwestycji czy też przypadkowe rozmowy „na mieście” to doskonała szansa, by dowiadywać się, co mieszkańców cieszy i co by chcieli zmienić. Spoglądanie na miasto oczami katowiczan jest bardzo ważne. Miło usłyszeć pozytywne słowa, ale równie ważna jest konstruktywna krytyka. Pandemia sprawiła, że tych spotkań, niestety, jest znacznie mniej i odbywają się w dużo węższym gronie. Tym samym nie mogę wszystkich spraw omówić z mieszkańcami tak kompleksowo, jak bym chciał. Pojawia się dylemat. Czy czekać z tematami dużych inwestycji, by każdy chętny mógł się wypowiedzieć – choć może to oznaczać wielomiesięczne przesunięcie realizacji? Czy może działać szybciej w oparciu o uproszczone formy konsultacyjne? W przypadku gruntownej modernizacji parku Wełnowieckiego czy też utworzenia nowego parku na styku Bogucic, Dąbrówki Małej i Zawodzia postawiłem na to drugie rozwiązanie. Co ważne, pomimo kryzysu nie zwalniamy z inwestowaniem. W poniedziałek, 21 września rozpoczęła się budowa nowego kompleksu sportowego przy ul. Asnyka o wartości ponad 36 mln zł. Pamiętajmy, że inwestycje dają miejsca pracy i napędzają wiele sektorów gospodarki.

Pracujemy hybrydowo

Co do spotkań z mieszkańcami – choć jest ich mniej, to jednak kontakt jest podtrzymywany. Od wybuchu pandemii zdecydowanie więcej katowiczan kontaktuje się ze mną mailowo czy też za pomocą Facebooka. Zaczynamy szerzej korzystać ze zdalnych spotkań. Przykładowo z przedsiębiorcami czy też NGO odbywaliśmy konsultacje online. Pracę hybrydową wykorzystujemy też podczas spotkań zarządu miasta – z wiceprezydentami spotykam się w jednej sali, ale z naczelnikami konkretnych wydziałów łączymy się zdalnie. Telekonferencje pozwoliły także zintensyfikować współpracę w ramach Unii Metropolii Polskich, która zrzesza 12 największych polskich miast. Od marca spotykam się co najmniej raz w tygodniu z prezydentami m.in. Warszawy, Krakowa, Wrocławia czy Gdańska i rozmawiamy o naszych wspólnych wyzwaniach, dzielimy się doświadczeniami i korzystamy z najciekawszych rozwiązań. Warto dodać, że przed pandemią spotykaliśmy się co prawda na żywo, ale z reguły raz lub dwa razy w roku.

I na koniec mała refleksja. Pandemia wprowadziła w nasze życie – zarówno prywatne, jak i zawodowe – niepewność. Nie wiemy, czy Katowice za miesiąc nie staną się czerwoną strefą, nie wiemy, czy młoda para będzie mogła wyprawić wesele, nie wiemy, czy pojedziemy na urlop za granicę. W takiej sytuacji warto skupić się na tym, na co mamy wpływ, i starać się najlepiej wykonać robotę, jaką mamy do zrobienia.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.