Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wtorkowe “Miasta Idei” były już kolejnym spotkaniem z tego cyklu, które zorganizowaliśmy wirtualnie. Do dyskusji zaprosiliśmy: Pawła Silberta, prezydenta Jaworzna, Krzysztofa Mejera, wiceprezydenta Rudy Śląskiej, Marka Wójcika, pełnomocnika zarządu Związku Miast Polskich ds. legislacyjnych, oraz dr. Dawida Sześciłę, prawnika i nauczyciela akademickiego z Uniwersytetu Warszawskiego, eksperta instytucji międzynarodowych i organizacji pozarządowych. Debatę poprowadził Przemysław Jedlecki, dziennikarz "Wyborczej".

Rozmowę rozpoczęliśmy od analizy sytuacji finansowej samorządów. W ostatnich miesiącach dochody miast znacznie spadają. Dzieje się tak z różnych powodów, m.in. obniżenia przez rząd najniższej stawki podatku PIT, który zasila miejskie budżety. Sytuację jeszcze bardziej pogorszyła pandemia koronawirusa. 

- Splot różnych okoliczności sprawił, że nożyce między wydatkami a dochodami samorządów coraz bardziej się rozchodzą. Wpływy do budżetu się zacieśniają, a koszty, spowodowane także pandemią, systematycznie rosną. Z tym problemem borykają się wszystkie gminy - przyznał prezydent Jaworzna. 

Rząd powinien wesprzeć finansowo samorządy

Z kolei Krzysztof Mejer, wiceprezydent Rudy Śląskiej, przyznał, że kondycja miasta bardzo przypomina tę sprzed niemal dekady, kiedy stanowisko prezydenta objęła Grażyna Dziedzic. 

- Miasto było ogromnie zadłużone. Powodem była jednak polityka poprzednich władz Rudy Śląskiej, a nie czynniki zewnętrzne, jak obecnie. Zmiany podatkowe z września 2019 roku i podwyżka pensji nauczycieli spowodowały ogromne zamieszanie finansowe, a koronawirus to już cios wymierzony prosto w twarz. Nie mamy innego wyjścia, jak stawić temu czoło. Koszty będą jednak ogromne - przyznał wiceprezydent Mejer. 

Zdaniem Marka Wójcika obecna sytuacja finansowa samorządów będzie wiązała się z koniecznością rewizji dotychczasowych planów. - Pełna informacja, w tym o kondycji samorządów, będzie znana po zakończeniu pierwszego półrocza, ale już wiemy, że - według danych Ministerstwa Finansów - samorządy mają ubytek w dochodach z PIT na poziomie 11 proc., a CIT – nawet 30 proc. Rząd przygotował już cztery tarcze antykryzysowe, które niewiele jednak pomogły samorządom. Jako Związek Miast Polskich upieramy się przy stanowisku, że to państwo powinno zrekompensować gminom ubytek dochodów wynikający z mniejszych wpływów z podatków i konieczności ponoszenia kosztów z powodu walki z pandemią koronawirusa - mówił Marek Wójcik. 

Z kolei Dawid Sześciło zauważył, że obecna sytuacja finansowa samorządów jest także w pewnej mierze efektem prowadzonej przez rząd od pięciu lat polityki ograbiania samorządów z zasobów i kompetencji. - Różne dotacje dla samorządów coraz bardziej są uzależnione od arbitralnych decyzji władz centralnych. Najlepiej widać to w Funduszu Dróg Samorządowych. Na dofinansowanie najczęściej mogą liczyć gminy rządzone przez polityków PiS. Podobnej filozofii można się spodziewać przy próbach tworzenia centralnego funduszu, służącego załataniu dziury budżetowej w gminach - podkreślił Sześciło. 

Uczestnicy dyskusji przyznali, że jednym ze sposobów poprawy kondycji miast i zarazem polepszenia jakości usług w nich świadczonych jest rekomunalizacja, czyli przejmowanie sprywatyzowanych przed laty instytucji świadczących usługi dla miast, np. dotyczących odpadów komunalnych. Wiele prywatnych firm, które świadczą miastom usługi, sprawia gminom więcej kłopotów, niż przysparza korzyści. 

Jaworzno przejęło kontrolę nad zarządzaniem odpadami 

- Rekomunalizacja upowszechnia się głównie z powodów ekonomicznych. Prywatyzacja usług publicznych nie zawsze powoduje bowiem ograniczenie kosztów, a w wielu przypadkach wiąże się wręcz z jeszcze wyższymi wydatkami. Ponoszą je obywatele i samorządy. Sztandarowym przykładem może być Francja. W miastach, gdzie spółki wodociągowe są w rękach prywatnych, mieszkańcy płacą za wodę więcej niż w gminach, gdzie ta sfera jest pod zarządem publicznym - powiedział Dawid Sześciło. 

Ten popularny w krajach Europy Zachodniej i Skandynawii trend wprowadza już u siebie Jaworzno. Władze miasta postanowiły odzyskać kontrolę nad Miejskim Przedsiębiorstwem Oczyszczania, przejętym przez zagraniczną firmę jeszcze w latach 90. - Na początku ten model nieźle się sprawdzał. Miasto przestało  jednak kontrolować MPO i oferowane ceny usług, które wcale nie były najkorzystniejsze. W efekcie MPO przegrała przetarg na odbiór śmieci, a miasto podpisało umowę z inną firmą. Stanęliśmy przed ryzykiem radykalnego wzrostu cen za odbiór odpadów - mówił prezydent Silbert. 

MPO ostatecznie zostało zlikwidowane, a miasto postanowiło odzyskać kontrolę nad zarządzaniem odpadami. Miejski Zarząd Nieruchomości Komunalnych w Jaworznie już podpisał umowę z tamtejszymi wodociągami (spółka w całości należy do miasta) dotyczącą odbioru i przyjmowania odpadów komunalnych od właścicieli nieruchomości oraz ich transportu do miejsc zagospodarowania. 

Śladem Jaworzna chcą pójść władze Rudy Śląskiej

Paweł Silbert powiedział, że Jaworzno planuje zastosować podobne kroki w kolejnych sferach funkcjonowania miasta, np. w przy zarządzaniu zimowym i letnim utrzymaniu dróg. - Trzeba jednak podkreślić, że rekomunalizacja nie jest cudownym panaceum na wszystkie bolączki samorządu - przyznał prezydent Jaworzna. 

W podobnym tonie wypowiedział się Marek Wójcik. Jego zdaniem rekomunalizacja jest dobrym kierunkiem w miejskiej polityce tylko i wyłącznie wtedy, gdy jest niezależną decyzją samorządu, skonsultowaną z mieszkańcami. - Gospodarka komunalna to pierwszy front do tego typu zmian. Nie sądzę jednak, żeby rekomunalizacja miała zastosowanie we wszystkich sferach życia publicznego. Trzeba też wiedzieć, że to kosztowna decyzja na długie lata. 

Coraz intensywniej o rekomunalizacji części gminnych zadań myślą władze Rudy Śląskiej. Miasto to ma duży problem ze zbilansowaniem wydatków związanych z odbiorem i przyjmowaniem odpadów komunalnych z tzw. opłaty śmieciowej. - Mamy dość monopolu jednej, sprywatyzowanej przed laty firmy zajmującej się odbiorem śmieci. Od 2013 roku, po wprowadzeniu w życie ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach, tylko w dwóch naszych przetargach wziął udział inny podmiot. Zależy nam, żeby ceny odbioru i zagospodarowania odpadów nie rosły tak gwałtownie jak obecnie. W 2013 roku za jedną tonę odebranych odpadów płaciliśmy 280 zł, dziś to już ponad 700 zł. A końca podwyżek nie widać. Z tego powodu do systemu śmieciowego musimy dokładać 9 mln zł rocznie, na czym cierpią inne obszary funkcjonowania miasta - przyznał Mejer. 

Kowal zawinił, a cygana powiesili

Mejer dostrzega jednak pewne zagrożenia związane z rekomunalizacją niektórych usług. Jego zdaniem samorządom najbardziej może zaszkodzić brak stabilności prawa. - Wspomniana przeze mnie ustawa o utrzymaniu czystości i porządku w gminach była już 33 razy nowelizowana. Ostatnia nowela w zasadzie pozbawiła samorządy władztwa nad odpadami w gminach. Jeżeli odtworzymy niektóre spółki komunalne, a prawo nagle się zmieni, cała nasza misterna układanka runie. Od dawna my, samorządowcy, postulujemy, żeby ten system zbudować od nowa, na innych zasadach. Ponosimy konsekwencje takiego stanu rzeczy, a mimo to z ust prezydenta RP słyszymy, że wysokie opłaty za śmieci to nasza wina. Czyli kowal zawinił, a cygana powiesili - podsumował wiceprezydent Mejer. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.