Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przemysław Jedlecki: Z powodu koronawirusa w autobusach, tramwajach i trolejbusach może jechać jednocześnie kilkanaście osób, za to ponad tysiąc może spacerować po dużym sklepie.

Kazimierz Karolczak, przewodniczący zarządu Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii: – Metropolia wysłała apel do premiera Mateusza Morawieckiego w sprawie komunikacji publicznej. Dziś jednym autobusem może jechać tyle osób, ile wynosi połowa miejsc siedzących. To absurdalne obostrzenie w chwili znoszenia innych restrykcji. Autobusy miejskie są zaprojektowano tak, żeby przewozić nie tylko siedzących pasażerów. Wiele osób może w nich stać. To nie są wycieczkowe autokary z rzędami siedzeń i wąskimi przejściami. Ktoś, kto utrzymuje obecne regulacje, nie rozumie istoty transportu publicznego i jego roli.

Może to za trudne?

– Nie wiem. Wystarczy sprawdzić dane techniczne dowolnego autobusu i okaże się, że tak naprawdę możliwości komunikacji publicznej ograniczono o 75 proc. To oznacza, że aby przewieźć wszystkich pasażerów, musimy mieć nie 1500 autobusów jak dziś, ale aż 6000. Oczywiście tylu pojazdów nie mamy. Stąd apel do odmrożenie komunikacji publicznej. Na razie nie mamy żadnej odpowiedzi, ale liczę na to, że rząd wsłucha się w opinie mieszkańców i samorządowców.

Kazimierz KarolczakKazimierz Karolczak GRZEGORZ CELEJEWSKI

Na razie jednak pasażerów jest mniej. Czy ta sytuacja przyspieszy np. uruchomienie metrolinii autobusowych i stworzenie nowej siatki połączeń?

– W pierwszej chwili można pomyśleć, że kryzysowa sytuacja to dobry moment, żeby wszystko ułożyć na nowo. Ale to naiwne myślenie. Metropolia organizuje komunikację i wozi pasażerów w ponad 50 gminach i miastach. To jakieś 400 linii autobusowych, tramwajowych oraz trolejbusowych. Nie możemy też ignorować Kolei Śląskich, którym dopłacamy do połączeń.

Zmiany muszą być przemyślane i przedyskutowane z miastami. Tymczasem od dwóch miesięcy staramy się reagować na bieżące potrzeby. Siłą rzeczy wszyscy działamy na bieżąco. Zmiany muszą poczekać. Nie można ich wprowadzać w czasie, kiedy zaburzone jest codzienne życie każdego z nas.

Wiele osób, które obserwują miasta, boi się, że efektem pandemii koronawirusa będzie większa liczba samochodów w miastach.

– To poważne ryzyko. Własny samochód wydaje się najbezpieczniejszym środkiem transportu. Ale kiedy tak samo pomyślą wszyscy, którzy chcą dojechać np. do pracy w centrum Katowic, to cała metropolia stanie w korku.

Żadne miasto nie ma tylu dróg i tylu parkingów w centrum, by pomieścić wszystkie auta.

Jeśli wybierzemy samochody, to za kilkanaście miesięcy czekają nas gigantyczne korki. Dlatego cały myślimy o komunikacji i poprawie jej działania, także w czasie pandemii. Transport publiczny zawsze będzie najefektywniejszym sposobem poruszania się po mieście.

A rower? We Włoszech pojawił się pomysł dopłacania 200 euro każdemu, kto kupi rower, by nim jeździć po mieście.

– Bo rower to normalny środek transportu. Nasz rząd sądzi, że to służy tylko do rekreacji, i zakazał korzystania z miejskich wypożyczalni, choć samorządowcy z wielu miast wskazywali, że to absurd. Dopiero od 6 maja można korzystać z miejskich rowerów.

Przy czym musimy sobie powiedzieć, że w polskich miastach wciąż jest za mało dróg rowerowych, by jednoślady były rzeczywistą alternatywą dla każdego chętnego. Nie będą podawał przykładów, jak wyglądają trasy rowerowe w poszczególnych miastach, wszyscy wiemy, że wciąż jest dużo do zrobienia. Nie stawiam nikomu zarzutów z tego powodu, bo wiem, że prosta z pozoru inwestycja, jaką jest droga rowerowa, jest bardzo trudna.

My od półtora roku pracujemy na pomysłem budowy velostrady i ilość mniejszych i większych problemów, jakie przy tym projekcie natrafiamy, jest chwilami przerażająca.

Ale robimy to, ponieważ musimy umożliwić mieszkańcom wygodne i bezpieczne poruszanie się.

Pandemia koronawirusa zmieni metropolię i tworzące ją miasta?

– Z pewnością. Miasta reagują bardzo szybko, działają błyskawicznie np. w sprawie pomocy swojej służbie zdrowia, przedsiębiorcom, mieszkańcom. Od początku zbieramy tzw. dobre praktyki z poszczególnych miejsc i przekazujemy je dalej. Widać, że władze wielu miast bardzo zbliżyły się do mieszkańców, szczególnie tych, którzy wymagają większej opieki i uwagi, a więc np. seniorów czy osób z niepełnosprawnościami. To bardzo pozytywny trend, jestem pewien, że zostanie z nami na zawsze.

Problemem mogą być finanse.

– Już przed epidemią niektóre miasta były w trudnej sytuacji finansowej. Wręcz balansowały na krawędzi swoich możliwości budżetowych. Jest oczywiste, że teraz ich dochody jeszcze bardziej spadną, chociażby z powodu kryzysu gospodarczego, a wydatki wcale nie okażą się mniejsze. Tak może być przez kilka, może nawet kilkanaście miesięcy. A to oznacza, że miasta będą musiały na nowo przemyśleć swoje inwestycje, cele i budżety. Może się okazać, że w niektórych miejscach pieniędzy starczy tylko na podstawowe wydatki i codzienne funkcjonowanie miasta, a inwestycji, które poprawiają komfort życia, już nie będzie.

Na to nakłada się demografia. Miasta metropolii wciąż tracą mieszkańców, niektóre po kilka tysięcy rocznie. To dramat.

– Niestety. I nie ma dobrej recepty na to niekorzystne zjawisko. Suma tych dwóch trendów może przyspieszyć pewne zmiany w naszej metropolii. Jeszcze zanim powstała myślano o tym, że kiedyś powstanie tu jedno wielkie miasto. Być może ten scenariusz spełni się szybciej, niż myśleliśmy.

Może na początek powstanie pięć metropolitalnych miast skupionych wokół dzisiejszych Gliwic, Katowic, Tychów, Sosnowca oraz Bytomia. Nie wiem, czy tak się stanie. Ale jestem pewien, że mieszkańcy niektórych gmin zyskaliby, gdyby byli tworzyli społeczność większego miasta.

To zapewni lepsze usługi publiczne, może też będzie łatwiej budować klimat, modę i tożsamość miejsca. To kluczowe, jeśli nasza metropolia ma być dobrym miejscem do życia.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.