Budowa spalarni jest bardzo kosztowna. Ale te drogie technologie mają zapewnić np. to, że spalarnia nie jest uciążliwa dla okolicy.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przemysław Jedlecki: Mieszkańcy niektórych miast cieszą, że za odbiór śmieci płacą bardzo mało. Czasem to nawet ok. 10 złotych miesięcznie. Jak to możliwe?

Blanka Romanowska, zastępczyni dyrektora Departamentu Rozwoju Społeczno-Gospodarczego i Współpracy w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii: Wyjaśnienie jest bardzo proste. Jestem przekonana, że w całej Polsce są miasta, które po prostu dokładają ze swoich budżetów do utrzymania systemu gospodarki odpadami. Zatem mieszkańcy tylko teoretycznie płacą mniej, ponieważ w rzeczywistości brakująca część i tak jest finansowana z ich pieniędzy, tylko akurat w tej sytuacji pochodzą one z budżetu miasta. W efekcie gmina zamiast inwestować np. w nowe chodniki, drogi, place zabaw czy chociażby remont szkół, musi wydawać więcej na zagospodarowanie odpadów.

Czy to krótkowzroczna polityka?

– Trzeba być uczciwym wobec mieszkańców. Odbiór odpadów, a potem ich zagospodarowanie, nie jest tanie. To konkretne pieniądze. I niestety utrzymanie systemu jest kosztowne. Odpady z naszych mieszkań i domów dzielimy przecież na pięć frakcji, potrzeba więcej pojemników. Złożony, a przez to bardziej kosztowny, jest system ich odbioru. Choćby z tego powodu, że potrzeba więcej samochodów oraz osób, które zajmą się odbiorem śmieci segregowanych. To jest i musi być droższe niż wyrzucanie wszystkiego jak popadnie.

Czasem dziwię się, jak wyglądają rozmowy o opłatach śmieciowych. Radni tych samych ugrupowań w różnych gminach potrafią się diametralnie różnić w tych kwestiach. Trwają kłótnie, ale radni nie wyjaśniają mieszkańcom, za co tak naprawdę.

– Każda zmiana stawki opłaty śmieciowej powinna być poprzedzona rzetelną analizą, i to najlepiej wykonaną przez zewnętrznych ekspertów, którzy prześwietlą system odpadami w gminie i przyjrzą się kosztom. Wtedy dostajemy obiektywne dane i łatwiej podjąć rozsądną decyzję. Zajmowałam się w jednym z miast Metropolii tzw. rewolucją śmieciową w 2012 roku i wiem, z jakimi trudnościami trzeba się mierzyć. Ale uważam, że jest to w interesie mieszkańców i warto się o nią upomnieć.

Rośnie nie tylko cena, ale również ilość śmieci, które produkujemy w Metropolii. Jest źle?

– Przygotowaliśmy analizę w tej sprawie. Sprawdziliśmy, ile produkowanych jest śmieci w każdej z 41 gmin naszej Metropolii. Okazało się, że przez ostatnie trzy lata całkowita ilość odpadów odbieranych od mieszkańców Metropolii wzrosła. Nie był to wzrost drastyczny, ale problemem jest to, że wcześniejsze prognozy dawały nadzieję, że czeka nas zjawisko odwrotne i śmieci będziemy produkować coraz mniej. Tak się nie stało. Dziś przeciętny mieszkaniec Metropolii rocznie produkuje ok. 446 kilogramów śmieci. Warto podkreślić, że to dane oficjalne. Zapewne część śmieci to ciągle szara strefa, która wymyka się statystykom i ląduje gdzieś w lasach i na nielegalnych wysypiskach. Potem słyszymy o serii dziwnych pożarów. Nie lepiej jest, gdy te śmieci trafiają do domowych pieców i trują całą okolicę. Większa ilość odpadów oznacza też, że będzie musiała być większa ilość instalacji, która je zagospodaruje. Dziś segregujemy odpady – i dobrze, ale nie wolno traktować tego jako usprawiedliwienia, że śmiecimy coraz więcej. Warto też uważać na mity. Np. co jakiś czas zachęca się do zakupu szklanych zniczy. A prawda jest taka, że nie podlegają one recyklingowi. Żadna huta szkła nie przyjmie zanieczyszczonego woskiem szkła. Dlatego może warto się zastanowić, czy potrzebuje aż pięć zniczy? Może wystarczy jeden? A może zamiast kupować kolejnego, kupimy plastikowe wkłady do tych, które już użyliśmy? Podaję ten przykład, by pokazać, że o ilości śmieci, a więc także o stanie środowiska, decydują nasze codzienne zachowania.

Na koniec pozostają w naszych domach odpady zmieszane. Co się dziś z nimi dzieje w Metropolii?

– Te śmieci trafiają do zakładów przetwarzania odpadów, gdzie są sortowane i przesiewane. Frakcja mineralna jest oddzielana od surowcowej, udaje się część tych odpadów przekazać do recyklingu. Część idzie do przetwarzania biologicznego. I na sam koniec resztki, których już nie można odzyskać, czyli odpady z odpadów – trafiają na składowisko. Problem jednak w tym, że ilość tej frakcji nadającej się do recyklingu w odpadach zmieszanych jest duża i nie udaje się jej odzyskać, a nawet jeśli ją wysortujemy, to jest to frakcja, której nie da się poddać recyklingowi.

A czym jest RDF?

– To paliwo alternatywne, które powstaje po mechaniczno-biologicznej obróbce odpadów. Jest ono bardzo kaloryczne. Firmy wywożą ten RDF do cementowni. Powinny wywozić do spalarni, której nie ma na terenie Metropolii.

Kiedyś cementownie płaciły za to paliwo, teraz miasta dopłacają za odbiór RDF-u cementowni.

– Rzeczywiście tak jest. Dodatkowo cementownie mają specyficzne wymagania co do składu i jakości RDF. Ale generalnie za odbiór RDF miasta płacą coraz więcej.

Można RDF spalić w spalarni śmieci?

– Bez większego problemu. W tym wypadku nie ma aż tak rygorystycznych obostrzeń. Za to dzięki spaleniu RDF produkuje się energię.

Czy jeśli w regionie powstanie spalarnia, to mieszkańcy będą płacić mniej za śmieci?

– Nie można tego zadekretować, a tym bardziej obiecać. Gospodarka odpadami składa się z wielu elementów i wielu kosztów. To koszt samego odbioru, pracy, samochodów, pracy recyklerów, składowania. Przykłady można mnożyć. Wydaje się jednak, że spalarnia z punktu widzenia mieszkańca regionu to szansa na ustabilizowanie cen za odbiór śmieci.

Metropolia chce budować spalarnię. Jednak ta inwestycja to wydatek kilkuset milionów złotych. Trudno sobie wyobrazić, że miasta, które mają wiele własnych obligatoryjnych wydatków, wyłożą taką kwotę.

– Rzeczywiście budowa spalarni jest bardzo kosztowna. To drogie technologie, które mają zapewnić np. to, że spalarnia nie jest uciążliwa dla okolicy. Na szczęście są źródła pieniędzy, po które można sięgnąć – od środków krajowych po banki komercyjne. Niestety na pieniądze unijne nie ma już co liczyć. W kończącym się budżecie unijnym takich pieniędzy już nie było i zapewne w kolejnym budżecie nie należy się ich spodziewać.

A kto będzie budował? Koncesjonariusz? Firma Metropolii? Spółka, w której miasta będą miały udziały?

– Model biznesowy jest dla nas kluczowy. Dlatego w najbliższym czasie przygotujemy analizę w tej sprawie. Przedstawimy je miastom i gminom Metropolii. Będziemy rozważać wszelkie możliwe opcje, tak żeby były jasne wszystkie możliwości, ale też wady i zalety każdego z rozwiązań.

A gdzie taka spalarnia powinna powstać?

– To bezpieczne instalacje, budowane według najlepszych dostępnych technologii. Nie niosą się z nią utrudnienia czy brzydkie zapachy. Zresztą przykłady z europejskich miast pokazują, że takie instalacje mogą powstać nawet w centrum miasta albo stać się ikoną architektoniczną jak wiedeńska spalarnia, której elewacja została zaprojektowana przez austriackiego artystę Friedensreicha Hundertwassera. Natomiast w Kopenhadze na dachu takiej instalacji powstał… 400-metrowy sztuczny stok narciarski. Na pewno chcemy, żeby instalacja termicznego przetwarzania odpadów była w jednej z gmin Metropolii, tak żeby już na starcie mieszkańcy mogli skorzystać z tańszego ciepła. Działka powinna mieć powierzchnię ok. 5 hektarów. Jeśli chodzi o dojazd, to trzeba pamiętać, że nie będą do niej jeździły zwykłe śmieciarki. Paliwa alternatywne są przewożone ciężarówkami. Pojazdy te są większe, więc jest ich mniej.

Ile zostało nam czasu, żeby wybudować instalację, żeby nie utonąć w śmieciach?

– Nie mamy czasu. Już powinniśmy mieć taką inwestycję, niestety nic takiego się nie wydarzyło. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to spalarnię powinniśmy mieć za minimum pięć lat.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Spalarnia to ogromny koszt, ale lepiej ją kredytować niż jakiś badziewny stadion dla okręgowych kopaczy.
    już oceniałe(a)ś
    10
    0
    Jedlecki, szansa na spalarnię to już była z 8-10 lat temu. Miała kosztować 1200 mln złotych. Z tego 600 mln to była dotacja unijna. Ale miasta wielkiej metropolii zarzadzane przez lokalnych kacyków jakoś nie mogły uzbierać drugich 600 mln. Jak to powiedział jeden z nich: to dobrze, że ten projekt upadł bo i tak byśmy się nie dołożyli. "Pilniejszy" był stadion piłkarski. I jest niestety do dzis.
    już oceniałe(a)ś
    4
    0