Trzydzieści lat temu powołaliśmy samorządy z nadzieją i przekonaniem, że będą one kluczem do zmian torujących nam drogę do pełnego członkostwa w Unii Europejskiej ze wszystkimi płynącymi z tego korzyściami. To się udało.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Podobnie dziś mamy nadzieję, że dzięki zaangażowaniu samorządów dołączymy do najważniejszego obecnie wyzwania – wspólnej walki państw członkowskich UE o ochronę klimatu. Bo choć nic nie zwalnia rządu z pełnej odpowiedzialności i obowiązku obrania kursu, który uchroni Polaków przed katastrofą klimatyczną i dalszą falą zachorowań na nowotwory, to samorządy mogą być naszym wielkim wsparciem przy tym kolejnym cywilizacyjnym, społecznym, gospodarczym zadaniu – i jednocześnie zobowiązaniu wobec młodszych pokoleń – jakim jest neutralność klimatyczna.

Jedna z licznych dyskusji wokół setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, zwróciła uwagę na pewien obraz. Wisiał on w przedpokoju prowadzącym do gabinetu Marszałka Piłsudskiego. Na pierwszym planie Piłsudski idzie z workiem pełnym ziarna i zasiewa pole – w samej koszuli, z podwiniętymi rękawami, mundur rzucony niedbale z boku, w ziemię wbita jego szabla. W tle ułan, ale i fabryczne kominy, z boku miasteczko.

Nie ma polskości bez samorządności

Ten obraz skłonił pewnego niemieckiego dziennikarza we wczesnych latach 30. do rozważań nad polską duchowością. Zauważał, że Polacy chcą mieć swój kawałek ziemi, swoje miejsce pod słońcem. I tylko tyle: nie chcą zmieniać czy naprawiać świata; nie chcą panować nad światem. Idąc dalej tym tropem, można stawiać tezę, że Polacy nie rozumieją koncepcji globalnych ani uniwersalistycznych; że te więc ich nie pociągają. Polskim sposobem życia jest zasiewanie własnego pola; dbanie o nie i bronienie go.

W tych myślach jest wiele trafnych tropów. We współczesnym kontekście, może dają głębszy wgląd w nasze „zapasy” z polityką klimatyczną UE – czego skutki widzimy szczególnie mocno w ostatnich dniach, a będą one wyznaczać nasze miejsce w europejskiej i globalnej polityce na całe dekady. Ale te rozważania ujawniają może w sposób szczególny ducha samorządności, jako coś mocno wpisanego w polskość. Bo tak rozumieć można tę chęć posiadania własnego kawałka ziemi, który się zasiewa, który się pielęgnuje, o który się dba i którego się broni. Oczywiście to ma swój wymiar narodowy, ale w codziennych realiach oznacza to przede wszystkim pracę w lokalnej wspólnocie. \

Ubierając to w inne słowa: nie ma polskości bez samorządności.

Warunkiem demokracji jest odzyskania państwa dla obywateli

Nie da się właściwie zrozumieć naszego dążenia do wolności, do demokracji i państwa, w którym to obywatele są prawdziwym suwerenem nie dostrzegając wagi samorządu. Postulat samorządności był wpisany w nazwę Solidarności, która jako związek zawodowy miała być niezależna i samorządna. „Samorządna Rzeczpospolita” była jednym z najważniejszych projektów ideowych ruchu „Solidarności” z okresu I Krajowego Zjazdu Związku, któremu miałem zaszczyt przewodniczyć w 1981 roku. Pierwszy demokratyczny rząd Premiera Tadeusza Mazowieckiego zapoczątkował proces odzyskiwania państwa i oddawania go obywatelom od odbudowania samorządu terytorialnego na poziomie gmin. Te starania kontynuował rząd, którym miałem zaszczyt kierować, wprowadzając w 1999 roku powiaty – które wraz z gminami przejęły odpowiedzialność za sprawy bezpośrednio dotyczące lokalnych społeczności i mieszkańców oraz silne województwa – odpowiedzialne za rozwój gospodarczy regionów, ich konkurencyjność i strategię modernizacji. Było to symboliczne wypełnienie hasła wyrażającego cel i sens naszych politycznych działań: „Idziemy po władzę, by oddać ją ludziom”!

Przez cały czas towarzyszyło nam w tych działaniach głębokie przekonanie, że warunkiem kształtowania demokracji jest odzyskanie państwa dla obywateli, uwolnienie energii społecznej i potencjału indywidualnej twórczości. Bo demokracja to przecież nie tylko możliwość demokratycznego wyboru władzy politycznej. Demokracja to również możliwość realnej współodpowiedzialności obywateli za sprawy publiczne.

Samorząd jest największym w Polsce inwestorem

Dziś znakomita większość instytucji publicznych, z jakimi się stykamy w codziennym życiu, prowadzona jest przez samorządy. To one odpowiadają za żłobki, przedszkola, szkoły, domy opieki; w ich gestii są miejskie autobusy, tramwaje, a nawet koleje; do ich zadań należy zapewnienie dostarczenia wody do domów i mieszkań oraz odprowadzenia ścieków; to samorządy rejestrują małżeństwa i narodziny, wydają dowody osobiste. Samorząd terytorialny jest największym w kraju pracodawcą: dla tysięcy urzędników, ale przede wszystkim dla około pół miliona nauczycieli. Wreszcie to samorząd terytorialny jest największym w Polsce inwestorem, także dzięki wsparciu funduszy Unii Europejskiej.

To z pewnością jest nasz wielki sukces tych ostatnich 30 lat. Jednak przed samorządami wciąż pozostaje kluczowe wyzwanie, jakim jest stymulowanie przedsiębiorczości, tworzenie odpowiednich warunków do rozwoju innowacji i aktywizacja obywateli – zarówno w sferze gospodarczej, jak i inicjatyw społecznych. Rola samorządów w kształtowaniu polityki rozwojowej państwa nie może bazować na dzieleniu dostępnych środków. Ważniejszą jest zdolność budowania trwałych podstaw rozwoju i efektywnego mnożenia dostępnych środków, tworzenie silnych powiązań pomiędzy przedsiębiorstwami, ośrodkami naukowymi i administracją lokalną, wspieranie działań innowacyjnych oraz inicjatyw obywatelskich służących dobru wspólnemu. Gdy będą się zmniejszały środki unijne, te działania będą podstawowym źródłem dochodów samorządów i dadzą możliwości dalszych inwestycji, poprawy jakości życia na danym terenie. Od tego zaś zależeć będzie trwałość rozwoju naszych wspólnot i naszego państwa, a to jest przecież dziś kluczowy wymiar odpowiedzialności za sprawy publiczne, która tak głęboko wpisana jest w ideę samorządności.

Usługobiorca nie suweren

Te wyzwania pozostaną aktualne zawsze. I w tym sensie są wyzwaniem raczej niż problemem. Najważniejszym problemem – dla samorządu i Polski, dla naszych wspólnot lokalnych, ale i polskości szerzej – pozostaje niski kapitał społeczny, a więc niski poziom społecznego zaangażowania i wzajemnego zaufania. Nie budujemy więzi, nawet tych sąsiedzkich, nie angażujemy się wystarczająco silnie w życie naszych małych wspólnot. Nie trzeba śledzić tak zwanych dyskusji na forach internetowych, by wiedzieć, jak często nasze wzajemne relacje charakteryzuje agresja, brak empatii czy choćby ciekawości wobec innych. Pozostajemy społeczeństwem „molekularnym”, skupionym głównie na rodzinie, a nie na społeczności, choć w niej żyjemy. A bliska wspólnota to przecież poszerzona rodzina. Jej los, dynamika, poczucie bezpieczeństwa, sposób samoorganizacji nie mogą być nam obojętne.

Można powiedzieć, że ten niski kapitał społeczny jest ograniczeniem dla naszej samorządności. I jest to prawdą. Ale z drugiej strony, musimy zadać sobie pytanie, czy w tej naszej drodze ku wolności, ku demokracji i państwu, w którym to obywatele są prawdziwym suwerenem, odbudowując samorząd, pośród decyzji o strukturach, uprawnieniach, finansowaniu nie zapomnieliśmy o warstwie kulturowej? Czy aby nie uwierzyliśmy, że tak jak niewidzialna ręka rynku rozwiąże wiele dylematów gospodarczych, tak niewidzialna ręka demokracji zbuduje za nas kapitał społeczny? To, że 30 lat temu zaczęliśmy odbudowywać w Polsce samorząd niejako od zera, czerpiąc jednocześnie z doświadczenia ruchu obywatelskiego, dawało szansę na to, by te zmiany szły głębiej niż tylko w system polityczny państwa. By sięgnęły w głąb nas samych.

Zmian nie wprowadzi się jakimś programem "+"

Dziś takich zmian nie da się zadekretować.

Takich zmian nie wprowadzi się reformą państwa czy jakimś programem „+”.

Ale jeśli gdzieś szukać realnych szans na ich wprowadzenie, to wciąż w samorządzie. On wciąż jest nam najbliższy – geograficznie, ale też poprzez instytucje publiczne. Choć nie tworzy systemu kształcenia, to samorząd odpowiada za żłobki, przedszkola, szkoły, w których kształtuje się postawy; w jego gestii są usługi publiczne – transport publiczny, straż miejska, urzędy – w których na co dzień, poprzez realne sprawy możemy zmieniać relacje społeczne.

I nie jest to idea „szklanych domów”, ale fundamentalna potrzeba. Jak Marszałek z obrazu przywołanego na wstępie, przychodzi nam, poprzez samorząd, cierpliwie zasiać ziarna. Choć część padnie na drogę, część na grunt skalisty, część między ciernie, a jedynie część na ziemię żyzną, liczmy na plon obfity. Bez tego, w długim okresie, wykraczającym poza kadencję jednego rządu czy poza jedno pokolenie, nie uda nam się właściwie zadbać o ten nasz kawałek ziemi. I w tym zadaniu także spełniają się słowa o tym, że nie będzie polskości bez samorządności.

* Prof. Jerzy Buzek jest posłem do Parlamentu Europejskiego, w latach 1997-2001 był premierem rządu RP

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    krwawy karzełek z jedynej słusznej partii nie rozumie na czym polega samorządność. Chce nas pozbawić prawa stanowienia o sobie. On, przeszło 70-letni dziad uważa, że wie lepiej, czego potrzebują ludzie z innych (młodszych) niż on pokoleń. On zna potrzeby wszystkich Polaków i wg swego uznania będzie je zaspakajał... lub nie - jeśli jakaś grupa, która mu podpadnie, na to nie zasłuży. Nie o taki kraj walczyli moi przodkowie. Krwawy karzełek napluł im właśnie w twarz... za patriotyzm. Tak właśnie pisia Polska się odwdzięcza swoim synom za ofiarę z ich krwi!
    już oceniałe(a)ś
    3
    1
    " Powołaliśmy samorządy i to się udało ..."
    Udało sie też,w tym czasie , jednego z Kaczyńskich, powołać na ministra sprawiedliwości i skutki tego odczuwa kraj nad Wisełką do dziś, a dwa następne pokolenia też to odczują.
    Zapisał się Pan chwalebnie w historii.
    Nie zazdroszczę...
    już oceniałe(a)ś
    0
    0