Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przemysław Jedlecki: Zepsuliśmy nasze miasta?

prof. Jacek Szołtysek: – W pewnej mierze tak, ale trudno znaleźć winowajcę i nie wiem, czy słowo zepsuć jest najlepsze. Ale do poważnych zmian doszło już dość dawno za sprawą kolejnych wynalazków. Jednym z nich był samochód. Gdy grubo ponad sto lat temu pojawił się w miastach, szybko okazało się, że to doskonałe narzędzie mobilności. Dzięki samochodom duże odległości stały się o wiele łatwiejsze do pokonania. To ułatwiło rozwój, handel, wymianę idei, pomysłów czy zmianę pracy. Ale następstwem pojawienia się samochodu było też to, że miasta musiały się do nich przystosować.

Trzeba było oddać im część przestrzeni.

– I w efekcie wyparto ludzi z ulicy na pobocza, zaczęto budować chodniki. Niestety pierwszymi ofiarami tych zmian były dzieci, które wcześniej bezpiecznie bawiły się na ulicach. Gdy zaczęły jeździć nimi samochody zdarzały się wypadki. Z czasem w niektórych miastach na samochody przeznaczono tyle przestrzeni, że życie w nich stało się nieprzyjemne, wręcz niemożliwe.

I wtedy rozpoczęło się poszukiwanie kompromisu?

– Trudna sprawa. Dostęp do przestrzeni miasta nigdy nie był równy. W starożytnym Rzymie cesarz miał zastrzeżone tylko dla siebie fragmenty ulic, tak by niewolnicy mogli szybko przenieść go w lektyce. Dziś w Rosji dygnitarze pędzą przez miasta samochodami z kogutami nie bacząc na nic i na nikogo.

Tymczasem każdy z nas powinien mieć prawo do realizacji swoich potrzeb, także tych dotyczących poruszania się po mieście.

Co to oznacza?

– Na przykład to, że musimy się zastanowić, czy korki w mieście nie są już zbyt duże, ponieważ zmniejsza się jakość życia przez zmniejszenie dostępności przestrzeni oraz ograniczanie mobilności. Musimy też myśleć o zrównoważonym mieście, czyli takim, które nie zakłada wyczerpania wszystkich zasobów, szczególnie środowiskowych. Jest to bowiem nieodpowiedzialne wobec naszych dzieci i wnuków. Nie możemy być egoistami. Dlatego należy szukać czegoś, co będzie równoważyło wszystkie, nieraz sprzeczne interesy w mieście oraz zapewniało dostęp do jego przestrzeni.

Czym równoważyć miasta?

– Na całym świecie w każdym mieście robi się coraz więcej, by spopularyzować transport zbiorowy, który jest elementem nowoczesnej mobilności. Trzeba spełnić kilka warunków, żeby można było mówić o nowoczesnej mobilności. Po pierwsze, usługą mobilnościową musi być objęte całe miasto, a w naszym przypadku cała metropolia. Po drugie, mieszkańcy muszą mieć do dyspozycji odpowiednią częstotliwość połączeń. Po trzecie, trzeba zadbać o to, żeby gęstość połączeń rosła w miarę przybliżenia się do centrum miasta czy metropolii. Wiadomo, że taka sama ilość połączeń na obrzeżach nie będzie racjonalna. Po czwarte, nowoczesna mobilność musi łączyć ze sobą różne środki transportu: pociąg, tramwaj, autobus, samochód, rower, można też chodzić czy dojechać uberem albo pojazdem współdzielonym.

Tylko że ludzie nie lubią się przesiadać.

– Fakt, bo to dodatkowy wysiłek. Trzeba wstać, wyjść, zabrać swoje rzeczy, odłożyć na chwilę telefon… Potem nie do końca wiadomo, czy na pewno przyjedzie kolejny autobus, gdzie kupić bilet i za ile. Ale to w dużej części już mity. Bilety kupuje się przez aplikacje w ułamku sekundy, są biletomaty, są wspólne taryfy. Nasza metropolia nie stoi pod tym względem w miejscu. Musimy jednak jeszcze bardziej zadbać o to, by minimalizować te wciąż pojawiające się niedogodności. Elementem nowoczesnej mobilności powinny być odpowiednio skrojone taryfy. One powinny docelowo łączyć wszystkie usługi i środki transportu oraz promować tych użytkowników, którzy korzystają z nich często.

Jak stworzyć w metropolii podwaliny pod nowoczesną mobilność?

– Najpierw musimy mieć dobrze zaplanowany system transportowy. Ale nie będziemy go mieli jeżeli nie poznamy dobrze potrzeb i powodów podróży mieszkańców. Podstawą są bardzo dobre, rzetelne badania. Musimy wiedzieć, jak zachowują się mieszkańcy poszczególnych dzielnic i miast metropolii i zaproponować im odpowiedni środek transportu. Wtedy się przekonają, że autobus, tramwaj czy pociąg nie jest taki zły, jak im się wydaje. Wiadomo bowiem, że negatywne opinie o transporcie publicznym mają raczej te osoby, które ostatni raz tramwajem jechały dziesięć czy dwadzieścia la temu. A przecież dziś wagony wyglądają zupełnie inaczej.

Co jeszcze należy zrobić?

– Trzeba pilnować rachunku ekonomicznego, a to spowoduje, że nie wszędzie dojedzie tramwaj czy pociąg. Dlatego konieczna jest budowa centrów przesiadkowych oraz uruchomienie linii autobusowych, które szybko dowiozą do nich pasażerów z bardziej odległych miejsc. Nikogo bowiem nie można wykluczać.

Metropolia powinna też zadbać o to, by wypracowane przez nią rozwiązania były powszechnie respektowane. Chodzi o jednolite systemy parkowania czy standard przewozów, budowy dróg rowerowych, wyglądu przystanków, ekspozycji rozkładów jazdy.

A co z pieszymi w naszej metropolii?

– Tu także potrzebujemy standardów. Komfort dla pieszych w wielu miejscach jest ciągle niewysoki. Chodniki są wąskie, wjeżdżają na nie samochody, słupy latarni ustawia się tak, że osoba z dziecięcym wózkiem musi wejść na jezdnię, ponieważ nie da się go inaczej ominąć… To tylko niektóre przykłady.

Na ulicy Gliwickiej w Katowicach szerzy się wśród kierowców nowy sposób na darmowe parkowanie. Samochody ustawiają się w dwóch rzędach, zastawiając część chodnika i ulicy. Wszystko po to, żeby nie płacićNa ulicy Gliwickiej w Katowicach szerzy się wśród kierowców nowy sposób na darmowe parkowanie. Samochody ustawiają się w dwóch rzędach, zastawiając część chodnika i ulicy. Wszystko po to, żeby nie płacić ARCHIWUM

W dodatku ktoś, kto myślał raczej o kierowcach niż pieszych pozwolił jeździć rowerzystom po chodnikach, urządzając tzw. szlaki pieszo-rowerowe. W efekcie na chodnikach robi się mniej bezpiecznie i mniej wygodnie.

Co jeszcze trzeba poprawić?

– Brakuje ławek, co jest dotkliwe szczególnie dla seniorów, wycięliśmy drzewa, które dawały cień. Zamiast nich mamy na rynkach ustawione kurtyny wodne. One jednak cienia nie dają, podobnie jak drzewa w donicach. Pieszy pod nimi również się nie schroni. Źle też chodzi się po mieście, które jest brudne, ma pełno reklam. Takiego miasta nie pokochamy, nie będziemy chcieli po nim spacerować.

Z czego brać przykład?

– Z centrów handlowych, które zaprojektowano tak, by udawały miasto. Dlaczego tam da się ustawić ławki, dlaczego jest czysto, dlaczego między różnymi poziomami są schody i windy? Są też place, fontanny, rozmaite rośliny i dobra identyfikacja wizualna oraz toalety. Całości dopełniają ładne witryny, bez zbędnych reklam. Pomyślano tam również o osobach z niepełnosprawnościami. Nie mają problemów z dostępem do tych miejsc. Wystarczy tak samo urządzić ulice w miastach.

Ale…

– Ale tak się nie dzieje, bo mamy pod tym względem wiele do nadrobienia, a zmiany wymagają ogromnych wydatków. W dodatku to nie jedyny problem. Urzędnikom brakuje czasem empatii, nie korzystają z takich narzędzi jak konsultacje społeczne, brakuje idei i zgody, co do tego jakie miasto tworzymy i dla kogo. Odpowiedź powinna być taka, że dla ludzi. Nie zawsze tak jest.

* Prof. Jacek Szołtysek jest członkiem rady ds. nowoczesnej mobilności Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, wykładowcą na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.