Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Była to raczej bardzo poprawna kontynuacja dotychczasowych działań. Samorządy wszystkich szczebli, od wojewódzkiego poprzez powiatowy na gminnym kończąc, oprócz realizacji stałych zadań typu: edukacja, transport, polityka społeczna, gospodarka komunalna, w dziedzinie inwestycji (dzięki sporemu strumieniowi środków unijnych), budowały drogi, modernizowały infrastrukturę miejską i przestrzeń publiczną, oddawały do użytku kolejne oczyszczalnie, hale sportowe i aquaparki, w pewnym zakresie inwestowały w poprawę jakości życia, podnosząc standard terenów rekreacyjnych i budując ścieżki rowerowe. Tak zaplanowane działania i ich realizacja były konieczne i rzeczywiście przezwyciężały zapóźnienia rozwojowe odziedziczone jeszcze po epoce PRL-u. Jednak te proste rezerwy powoli zaczynają się wyczerpywać i warto się zastanowić, z jakimi wyzwaniami przyjdzie nam się zmierzyć w najbliższych piętnastu, dwudziestu latach.

Skala wyzwań

Zadaniem numer jeden jest bez wątpienia jakość środowiska naturalnego, z jakością powietrza na pierwszym miejscu. Ostatni raport NIK na temat polityki antysmogowej w dużych miastach pokazuje, że dotychczasowe działania są absolutnie niewystarczające. Katowice w dotychczasowym tempie zdołałyby się uporać z problemem zanieczyszczonego powietrza za sto lat.

Kolejnym palącym problemem, który się do nas zbliża niczym góra lodowa do Titanica, jest depopulacja, czyli wyludnianie się miast. Według prognoz demograficznych GUS do roku 2030 liczba ludności konurbacji górnośląsko-zagłębiowskiej może zmniejszyć się o 200 tysięcy osób i spaść poniżej dwóch milionów. Prognoza do roku 2050 jest jeszcze bardziej pesymistyczna, konurbacja traci ponad 500 tysięcy mieszkańców, całe województwo śląskie ponad milion. Czarny scenariusz, który wiąże się z takim rozwojem wypadków, to spadające wpływy z podatków do budżetów miast, czyli brak pieniędzy na podstawowe zadania realizowane przez samorząd głównie na poziomie miejskim, wyludnione całe dzielnice, w których zanikają drobne usługi, handel, zamykane są szkoły, niszczeje infrastruktura.

Wyzwań jest oczywiście więcej: zmiana modelu gospodarki związana z dynamicznym rozwojem technologii cyfrowych, starzenie się społeczeństwa, tzw. srebrna fala, rewolucja w edukacji związana z przygotowaniem młodych ludzi do funkcjonowania w gospodarce cyfrowej (polska szkoła głęboko tkwi w modelu wypracowanym w XIX wieku na potrzeby społeczeństwa przemysłowego), nowoczesna komunikacja publiczna umiejętnie łącząca ze sobą różne środki transportu: autobusy, tramwaje, kolej na poziomie metropolitalnym. To tylko kilka pierwszych z brzegu problemów, z rozwiązaniem których będziemy się musieli zmierzyć w najbliższych dziesięciu, piętnastu latach.

Tymczasem w naszych samorządach poza nielicznymi wizjonerami, entuzjastami, naukowcami publikującymi alarmistyczne diagnozy i raporty oraz ruchami miejskimi, które rozumieją powagę sytuacji, codzienna rutyna działania koncentruje się na bieżącym zarządzaniu, administrowaniu lub inwestowaniu w twardą infrastrukturę. Brakuje liderów, którzy byliby w stanie zarządzać zmianą, ale również umiejętnie komunikowaliby jej potrzebę społeczeństwu.

Plan gry

Zatem przyjrzyjmy się bliżej politykom, przede wszystkim prezydentom i burmistrzom śląskich i zagłębiowskich miast pod kątem świadomości problemów, jak również ewentualnych scenariuszy ich rozwiązania. W większości miast rządzą politycy, którzy funkcje prezydenta lub burmistrza pełnią przynajmniej jedną kadencję. Rekordzistą jest oczywiście prezydent Gliwic, sprawujący swoją funkcję od 25 lat, i wiele na to wskazuje, że w nadchodzących wyborach jest również faworytem. W Katowicach co prawda Marcin Krupa pełni swoją funkcję pierwszą kadencję, jednak wywodzi się ze środowiska, które właściwie rządzi miastem od niemalże trzydziestu lat. W Chorzowie urzędujący prezydent Andrzej Kotala rządzi dwie kadencje z realnymi szansami na kolejną. W Zabrzu prezydent Małgorzata Mańka-Szulik rządzi trzecią kadencję i czwarta jest również w jej zasięgu. W Rudzie Śląskiej prezydent Grażyna Dziedzic rządzi dwie kadencje i trzecia również leży w jej zasięgu. W Dąbrowie Górniczej prezydent Zbigniew Podraza rządził trzy kadencje i zrezygnował, namaścił jednak swojego najbliższego współpracownika Marcina Bazylaka z realnymi szansami na zwycięstwo. Miastami, w których nastąpiła zmiana władzy w tej kadencji, są: Rybnik, gdzie władzę sprawuje Piotr Kuczera oraz Sosnowiec, gdzie rządzi Arkadiusz Chęciński. Żeby kontynuować tę mantrę, obaj ze sporymi szansami na reelekcję. Jedynym miastem, w którym może nastąpić realna zmiana władzy, jest Bielsko-Biała, gdzie z ubiegania się o kolejną kadencję zrezygnował wieloletni prezydent Jacek Krywult. Zgodnie z uświęconym zwyczajem namaścił kandydata na swojego następcę Jarosława Klimaszewskiego, który nie jest faworytem wyborów ze względu na silną konkurencję w osobach Janusza Okrzesika i Przemysława Drabka.

Ta pobieżna wyliczanka pokazuje, że w większości śląskich i zagłębiowskich miast rządzą politycy z długim stażem i doświadczeniem na stanowisku, co wiąże się ze stabilnością, przewidywalnością, spokojną polityką kontynuacji z jednej strony, z drugiej zaś prowadzi do petryfikacji istniejącego układu władzy, służy ograniczeniu skłonności do podejmowania śmiałych, ale ryzykownych decyzji, rutyny. Dlatego rodzi się pytanie, czy dotychczasowi włodarze naszych miast, miasteczek, wsi będą w stanie zmierzyć się z wyzwaniami, które wcześniej opisałem. Dotychczasowe obserwacje ich stylu działania, podejmowane decyzje, sposób sprawowania władzy uzasadniają co najmniej umiarkowany sceptycyzm w tej materii. W ich działaniach jest zbyt dużo sztampy i poprawności. Wypracowany dziesięć lat temu model inwestowania w oparciu o akwizycję środków unijnych powoli wyczerpuje swoje możliwości (i nie chodzi tu tylko o zmniejszenie środków przeznaczonych na rozwój regionalny z UE o 20 proc. w związku ze wzrostem zamożności w naszym kraju). Dotyczy to raczej wyznaczania sobie dalekosiężnych celów: czyste powietrze, przyjazna komunikacja publiczna, nowoczesna edukacja, integracja społeczna oparta na zaufaniu, dobrze funkcjonujące instytucje publiczne nakierowane na człowieka, zamiast prostych inwestycji (w większości przypadków już zrealizowanych) w infrastrukturę miast. I nie da się rzeczywistości przykryć sloganem o smart city, w ramach którego będzie działał inteligentny monitoring czy równie inteligentne systemy kierowania ruchem w mieście. To bez wątpienia nie wystarczy. Złożoność współczesnego świata powoduje, że zjawiska, które jeszcze nie tak dawno analizowaliśmy w oderwaniu od siebie: starzenie się społeczeństwa, jakość komunikacji miejskiej, czystość powietrza, depopulacja, model gospodarczy, edukacja, ochrona zdrowia, jakość życia są wzajemnie ze sobą powiązane i częstokroć oddziałują na nasze życie w dość słabo przez nas rozpoznany sposób. Odwołując się do nieco górnolotnego stylu, w najbliższych latach potrzeba nam będzie bardziej artystów od zarządzania niż nawet najlepiej wykonujących swoje obowiązki rzemieślników, którzy w swoim fachu osiągnęli mistrzostwo.

Ku przyszłości

Rozwój społeczny nie jest zdeterminowany. Nie możemy go w sposób całościowy zaplanować, ani tym bardziej za pomocą decyzji politycznych zadekretować. Jednak możemy mieć na niego wpływ. W swojej analizie skupiłem się na modelu funkcjonowania władzy, jej wadach i zaletach, dalekowzroczności i ograniczeniach, zasobach, które ma w dyspozycji, lub ich braku. Nie należy jednak zapominać o potencjale, jakim dysponuje społeczeństwo, które w pewnych okolicznościach, czasami nawet niesprzyjających warunkach, może wymusić na politykach, władzy wyjście poza optykę „kilometrów wylanego asfaltu” i żądać od nich bardziej oryginalnego myślenia, podejmowania ryzykownych, ale jednak koniecznych decyzji. Do tego potrzebne są dwie rzeczy: edukacja i zaufanie. W edukacji z kolei konieczne są czas i pieniądze, których – jak z doświadczenia wiadomo – najczęściej brakuje. Dlatego kluczowa jest zmiana edukacji, która doprowadzi do powstania świadomych obywateli, będących siłą napędową zmian. Zaufanie to suma cierpliwości i popularyzowania, czy wręcz rozprzestrzeniania się pewnych wzorców społecznych. Zaufanie to nie tylko na naszym regionalnym podwórku towar deficytowy. Plaga nieufności i strachu przewala się przez cały zachodni świat. Ci, którzy zwiększą poziom zaufania społecznego oraz zreformują edukację, trafią do panteonu i zajmą poczesne i zaszczytne miejsce w społecznej pamięci na wiele lat. Oni są wśród nas, wystarczy umieć słuchać, dać się przekonać, wykazać się pewną dozą cierpliwości i zaufania oraz dokonywać właściwych wyborów, żeby kolejny raz w historii zmierzyć się z trudnym wyzwaniem, które w ostatecznym rozrachunku nada bliskiemu nam światu bardziej racjonalny i przyjazny kształt. Jeszcze nie jest na to za późno.

* autor jest politologiem, komentatorem politycznym i regionalistą. Pracuje na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.