Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przemysław Jedlecki: Na spotkaniu z cyklu „Miasta idei” rozmawialiśmy o przyszłości komunikacji w Gliwicach i regionie. Wiele osób dopytywało o ulicę Zwycięstwa. Będą zmiany?

Zygmunt Frankiewicz, prezydent Gliwic: Zajmujemy się tą sprawą. I mamy pomysł na zmiany. Proszę tylko pamiętać, że rok temu zapowiedzieliśmy, że wnioski dotyczące wpływu DTŚ-ki na ruch w śródmieściu Gliwic – i to dotyczyło głównie ulicy Zwycięstwa – wyciągniemy po roku od oddania jej do użytku dla kierowców. Jest parę różnych możliwości. Nie chcę dziś przesądzać, jakie dokładnie zmiany nastąpią w tym miejscu. Sam widziałbym przynajmniej fragment ulicy zamknięty dla ruchu oraz inaczej zagospodarowaną jej resztę. Mam na myśli odcinek od ul. Wyszyńskiego do dworca kolejowego. Te pomysły, które pojawiły się podczas „Miast idei", są mi bliskie. To nie jest radykalne działanie, polegające na przegonieniu samochodów, ale raczej ograniczenie ruchu tak, by łatwiej było tu otwierać ogródki i nowe lokale. Chodzi zatem o zmniejszenie komunikacyjnej rangi tej ulicy. Na ile to może się udać, wyniknie z analiz, które przeprowadzimy.

W przypadku DTŚ-ki już dziś widać, że zdjęto 8 proc. ruchu z ulic śródmiejskich. To jest to, o co miastu chodziło? Czy jest szansa, że ten ruch na ulicach w centrum jeszcze się zmniejszy?

– Nawyki kierowców są bardzo silne i poznawanie DTŚ-ki trwa długo. W Gliwicach jest bardzo dużo wjazdów i zjazdów, one są bardzo blisko siebie. Czasu na reakcję jest bardzo mało, tego wszystkiego trzeba się nauczyć. Z badań, których wynikami dysponujemy, wynika, że kierowcom opłaca się wjechać na DTŚ nawet tylko po to, żeby przejechać nią kilkaset metrów. Wjazd i zjazd następują niemal natychmiast. Te nawyki kierowców wciąż się zmieniają, dane mogą się jeszcze zmienić. Ale już dziś te 8 proc. to bardzo dużo. W ścisłym centrum spadek ruchu jest zdecydowanie większy. Sądzę, że doszliśmy do stabilnej sytuacji. Nawet wybudowanie obwodnicy południowo-zachodniej nie zmieni już ruchu radykalnie. Ważne jest jednak to, że na obwodnicę przeniesiemy drogę krajową nr 78. To umożliwi dalsze wypychanie ruchu tranzytowego na obrzeża miasta.

Gdyby jeszcze udało nam się wybudować kolej metropolitalną i zmienić organizację linii autobusów tak, by obsługiwały przystanki kolejowe, byłby to kolejny ruch w stronę zmian. Przy czym zaznaczam, że one będą długotrwałe. Tu mówimy o nawykach i przyzwyczajeniach pasażerów. Ważne będzie też centrum przesiadkowe przy dworcu. Po jego budowie będzie tu o wiele wygodniej. Tak więc ruch w mieście i jego potoki będą się nadal zmieniać, choć wolniej niż po budowie DTŚ-ki. Ona już w parę miesięcy po oddaniu została pokochana przez gliwiczan i jest używana w większym stopniu, niż zakładano.

Żeby powstała kolej metropolitalna, musi powstać metropolia. Ale czy powstanie? W projekcie ustawy zapisano, że rząd powinien wydać konieczne rozporządzenia do końca marca. A wcześniej muszą odbyć się w miastach regionu konsultacji społeczne, a rady miast - podjąć odpowiednie uchwały.

– Nie widzę możliwości, by z tym wszystkim zdążyć do 31 marca. Samorządy są zdeterminowane, ale nie da się nic zrobić z dnia na dzień. Jest np. wymóg, by konsultacje trwały kilka tygodni, muszą się zebrać rady. Po prostu fizycznie to jest niemożliwe. To jest jeszcze tylko projekt zapisu ustawowego. Mamy już kilkanaście lat doświadczeń w staraniach o ustawę metropolitalną. Zatem jej kolejne odsunięcie o dwa, trzy miesiące to drobiazg...

Przy czym mam nadzieję, że obecnie rządzący są zdeterminowani, by ustawę przyjąć. Ale jeżeli to potrwa jeszcze chwilę dłużej, to realny start działania metropolii nastąpi wraz z początkiem nowej kadencji samorządu terytorialnego, czyli od 2019 roku. Przy czym związek musi być ustanowiony nieco wcześniej, by był czas na rozruch.

Kolej metropolitalna będzie droga. W Gdańsku budowa 18 kilometrów nowej linii kosztowała prawie miliard złotych. Nasza metropolia dostanie co roku 250 mln zł i na pewno większa część tych pieniędzy zostanie wydana na stworzenie takiej kolei?

– To jest deklaracja woli wyrażona przez osoby do tego upoważnione. To prezydenci z miast Górnośląskiego Związku Metropolitalnego. Uznaliśmy to za uzgodnione. Nikt się nie wyłamał. Jeśli mamy się poważnie traktować, to należy uznać, że to jest ustalone. I tego zamierzam się trzymać. Te deklaracje mają podstawy w potrzebach naszego regionu. Jestem przekonany, że metropolia właśnie pójdzie w tę stronę. Jeśli się dobrze zastanowić, to nie ma lepszego uzasadnienia dla istnienia metropolii niż stworzenie kolei metropolitalnej. Oczywiście będzie wiele innych spraw, ale one nie będą kluczowe. Będą też mniej widoczne dla mieszkańców. A kolej to duży konkret, który na długo zmieni jakość życia. W rzeczy, które są wizjonerskie, warto inwestować. Takimi sprawami powinna się zajmować metropolia. Przecież nie chodzi o to, żeby koordynować zakupy prądu na potrzeby miast czy zamawiać koncepcje ścieżek rowerowych. To musi być coś dużego. Nie widzę alternatywy dla tego projektu.

Jakie są główne zagrożenia dla jego realizacji?

– Radzimy sobie ze wszystkimi problemami, na które mamy wpływ. I np. w Gliwicach to, co zostało do zrobienia, to służba zdrowia, ale ona zależy od NFZ. My mamy dane, z których wynika, że te same procedury medyczne w Gliwicach są wyceniane o wiele taniej niż w innych miejscach. Nie mamy na to wpływu. Z koleją jest podobnie – wszystkie inwestycje po naszej stronie wykonamy, ale musimy mieć partnera, do którego należy infrastruktura kolejowa. To PKP Polskie Linie Kolejowe, które muszą mieć polityczne decyzje o przystąpieniu do realizacji takiej inwestycji. My za nich tego nie zrobimy. O to może się wszystko rozbić.

Co powinno budować PLK, a czym ma się zająć miasto?

– Budowa przystanków kolejowych powinna być po stronie PLK. My zajmiemy się parkingami, dojazdami, budynkami. Nie zrobimy jednak tego, dopóki nie będzie decyzji. Inaczej postawimy pomnik głupoty. Do tego jeszcze jest problem z pieniędzmi. Trudniej jest zdobyć dofinansowanie unijne na budowę połączenia kolejowego tego typu.

Brzmi nieźle. Boję się tylko, że nie wszystkie miasta będą chciały iść tym tropem. Część pewnie uzna, że za dodatkowe pieniądze z tytułu powstania metropolii można zrobić coś u nich albo na przykład zastąpić nimi składkę do KZK GOP.

– To tak nie będzie działało. Te 250 mln zł będzie dzieliła metropolia. A w niej będzie obowiązywać podwójna większość głosów. To znaczy, że będą się liczyć pojedyncze głosy przedstawicieli miast, głosujący muszą też reprezentować większość populacji. Zdziwiłbym się, gdyby takie pójście na łatwiznę zyskało poparcie większości. Choć pewnie pokusa będzie.

Podczas „Miast idei” mówiono też o liniach autobusowych. Część mieszkańców chce linii obwodowych, które będą łączyły osiedla z pominięciem centrum.

– Komunikacja publiczna musi mieć charakter masowy. Gdybyśmy tak robili, to autobusy woziłyby często powietrze. Dziś dopłacamy do każdej linii. Wydatki się różnią. Niektóre linie mają większe napełnienia pasażerów, inne nie. Takie linie nie spełniają podstawowego warunku rachunku ekonomicznego. To było już testowane. Okazało się, że takie połączenia nie mają racji bytu. Czarno widzę takie pomysły też dlatego, że potencjalna liczba takich połączeń jest nieskończona. Komunikacja musi być sprawna i muszą istnieć wygodne centra przesiadkowe. Tak to działa.

Centrum przesiadkowe ma powstać przy dworcu. W analizach KZK GOP była mowa też o centrach przesiadkowych w kilku innych miejscach. To Żerniki, Wójtowa Wieś, Zajezdnia Gliwice oraz centra handlowe: Auchan, Arena i Europa Centralna. Przestrzegano jednak, że te trzy pierwsze centra przesiadkowe sensu mieć nie będą.

– Te trzy pierwsze miejsca rzeczywiście byłyby pomnikami głupoty. Mamy badania dotyczące tych miejsc. A co do centrów handlowych – to pomysł, który z czasem może okazać się atrakcyjny. Z czasem, bo dziś wiele osób woli korzystać z samochodu, ale za jakiś czas moda i presja na kupowanie samochodów przeminie. Trzeba czekać. Na razie trudno będzie przekonać ludzi do korzystania z centrów przesiadkowych, ale widzę potencjał tych miejsc. Centrum przesiadkowe przy dworcu kolejowym w Gliwicach na pewno się sprawdzi, ale inne w najbliższym czasie na pewno nie, choć jest pewien potencjał.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.