Konsultacje, edukacja, dobre wzory i jasne reguły. A nad wszystkim powinien czuwać plastyk miejski - to warunki udanego wprowadzenia w Rybniku tzw. parku kulturowego, co pozwoli na uporządkowanie tu reklam. Zasady wypracowali sami mieszkańcy.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W piątek w Rybniku odbyło się spotkanie z cyklu "Miasta Idei". Podczas warsztatów i debaty rozmawialiśmy o pomyśle prezydenta Rybnika Piotra Kuczery, który chce wprowadzić w centrum tzw. park kulturowy, który pozwoli na uporządkowanie tu reklam. Podczas warsztatów razem z mieszkańcami zastanawialiśmy się, co jest dla nich ważne w przestrzeni miasta: na chodniku, na ulicy, przy kościele, w parku. Na co każdego dnia zwracają uwagę? Jaki element wystroju centrum miasta zapamiętują, co chętnie zastosowaliby we własnym ogrodzie, na swojej ulicy?

Jak się ma reklama do sprzątania po psie?

Warsztaty prowadził Rafał Stefański. Zaproszenie przyjęło 25 osób. - Dzisiejszy temat to reklama. Jej brak, ograniczenia, regulacje, piękno i brzydota. Proszę was, żebyście podzielili się na grupy. Chodzi o grupy interesariuszy. Każda grupa będzie miała swoje racje - zapowiedział Rafał Stefański.

To: biznes, mieszkańcy, wyjątkowa grupa, która jednoczyła osoby związane ze sztuką, kulturą i architekturą, oraz miasto jako całość.

Grupa reprezentująca mieszkańców już na samym początku zażądała likwidacji reklam, które hałasują, oraz potykaczy. Nie chciała też rozdawania ulotek. Ale jednocześnie podkreślano, że brak reklam nie powinien oznaczać, że np. zniknie ulubiony sklep. - Chcemy, żeby sklepy, które są troszeczkę z innej epoki, przetrwały. Żeby zmiany ich nie zabiły - mówiła Agnieszka Lubina. Przy okazji podkreślono, że skoro ktoś chce uporządkować reklamy, to jednocześnie powinien dbać o estetykę także w innych dziedzinach. To przecież również sprzątanie po psie. - Chodzi o to, żeby nie zamiatać problemów pod dywan - mówili uczestnicy warsztatów.

Grupa biznesowa za swój interes uznała estetykę. Powinien w tej sprawie panować porządek, a miasto powinno mieć jasne wytyczne. Trzecia grupa, reprezentująca sztukę i architekturę, również zwracała uwagę na estetykę i ograniczenie reklam mobilnych. Istotna też była czytelność przekazu.

Ważna jest możliwość pochwalenia się miastem

Grupa, która patrzyła na miasto jak na całość, pisała m.in. o konieczności kompromisu, bezpieczeństwie na drogach oraz jasnych zasadach. Podkreślono m.in., że ważna jest łatwość poruszania się po mieście i atrakcyjność przestrzeni miejskiej.

W sumie na tablicach zawisło ponad 30 różnych postulatów i interesów uczestników warsztatów. Następnie przyszedł czas na zaznaczenie tych interesów, z którymi poszczególne grupy się zgadzają, i tych, które są ze sobą sprzeczne.

W grupie mieszkańców, czy jak kto woli najwięcej żółtych (a więc popierających karteczek) zawisło przy postulacie estetyki i tym, że ważna jest możliwość pochwalenia się miastem.

W przypadku grupy, która musiała patrzeć na miasto jako całość (to grupa, w której byli także urzędnicy i radni), największe poparcie zyskały: zwiększenie inwestycji, jasne regulacje prawne oraz m.in. edukacja estetyczna. Spór był przy interesie skupiającym się na wzrośnie dochodów miasta.

Dla grupy sztuki i architektury najważniejsze okazały się czytelność przekazu oraz estetyka i potrzeba ładu. Grupa reprezentująca biznes zyskała poparcie, jeśli chodzi o dialog z miastem, estetykę, egzekucję przepisów i przejrzystość regulacji prawnej.

Mieszkańcy nie chcą reklam świetlnych i potykaczy

Następnie przyszła pora na wspólne ustalenie zasad reklamowania się w Rybniku. Skoro już dowiedzieliśmy się, co jest ważne, to przyszedł czas na stworzenie rekomendacji dla prezydenta miasta, który chce wprowadzenia w centrum parku kulturowego. Co ważne, poszczególne grupy dyskutowały ze sobą, czy zgadzają się na poszczególne propozycje.

Po pierwsze, park kulturowy musi być efektem konsultacji wszystkich zainteresowanych stron.

Po drugie, nowe przepisy powinny być wprowadzane stopniowo, z zachowaniem okresu przejściowego.

Po trzecie, mieszkańcy nie chcą reklam świetlnych, reklamy mobilnej i potykaczy na chodnikach (mogą być pod ściśle określonymi warunkami, np. przyklejone do ściany).

Po czwarte, konieczne jest nauczenie estetyki mieszkańców i przedsiębiorców przed wprowadzeniem zmian.

Po piąte, reguły muszą być spisane jasnym i zrozumiałym językiem.

Po szóste, w Rybniku powinien być plastyk miejski oraz księga dobrych praktyk.

Po siódme, korzystanie z dobrych wzorów z innych miast. Trzeba przejrzeć ich sukcesy i porażki.

Miasto to ludzie i ich opinie

Po warsztatach, o godz. 12.30, rozpoczęła się konferencja. Udział w niej wzięli: Piotr Kuczera - prezydent Rybnika, Wojciech Student - doradca prezydenta Rybnika, Anna Adamus-Matuszyńska - ekspert PR, doradca miast z UE w Katowicach, Lech Kaczoń - prezes Izby Gospodarczej Reklamy Zewnętrznej, Aleksander Krajewski - społecznik i członek zarządu SARP w Katowicach, Justyna Szklarczyk-Lauer - kierowniczka Katedry Projektowania Graficznego ASP w Katowicach oraz Robert Konieczny - architekt.

- Niektórzy pytają, czy nie mamy większych problemów w Rybniku niż reklamy. Ich rozmieszczenie i estetyka są jednak tematem bardzo ważnym dla miasta. Wiadomo przecież, że liczy się pierwsze wrażenie. Centrum miasta może przyciągać potencjalnych inwestorów i nowych mieszkańców. To, o czym będziemy tu dziś mówić, będzie procesem długim i konsekwentnym. Bardzo bym chciał, żeby współtworzyli go mieszkańcy. Miasto to przede wszystkim oni. Ich opinie - wyrazy dezaprobaty i pochwały - są dla mnie bardzo ważne - podkreślił Piotr Kuczera.

Uczestnicy dyskusji próbowali odpowiedzieć na pytanie, jak ograniczyć liczbę reklam w centrum Rybnika i czy taki plan ma w ogóle szanse powodzenia. Anna Adamus-Matuszyńska podkreśliła, że wyzwanie jest bardzo mocno uzależnione od kwestii ekonomicznych.

- Do tej pory do likwidacji reklam wzięło się zaledwie kilka miast. Pierwsze przykład dało Sao Paolo. W 2007 r. mer tego miasta zaczął walkę z reklamami, która trwała kilka lat. Później szyldy zaczęły wracać. Okazało się, że miasto ponosiło zbyt duże straty finansowe związane z usunięciem reklam z centrum. Władze Rybnika muszą mieć to na uwadze. Nie może być tak, że w ciągu roku samorząd straci kilkanaście milionów złotych i odbije się to np. na szkolnictwie - powiedziała Adamus-Matuszyńska.

Czy w Barcelonie trzeba rozmawiać o reklamach?

Lech Kaczoń zwrócił uwagę, że na uporządkowaniu reklam powinno zależeć także przedsiębiorcom. - Im większy miszmasz na naszych ulicach, tym gorsza widoczność reklam. Rok temu zrobiliśmy badania jednej z wylotowych dróg z Warszawy. Okazało się, że tylko 8 proc. zawieszonych przy niej reklam stanowiły tzw. reklamy profesjonalne. Reszta nie spełniała jakichkolwiek kryteriów. Na takie chaotyczne reklamy kierowcy i przechodnie wcale nie zwracają uwagi. Faktem jest, że wjazd do Rybnika również wygląda fatalnie - zauważyłem wiele zniszczonych szyldów. Warto by wprowadzić system ujednolicający zasady wieszania reklam - wskazał Kaczoń.

Podczas debaty próbowano także odpowiedzieć na pytanie, co sprawia, że nie szanujemy estetyki naszej wspólnej przestrzeni. Zdaniem uczestników konferencji duży wpływ na to ma nasza mentalność.

- Przed udaniem się do lekarza sprawdzamy opinie na jego temat. Kiedy jednak mamy zlecić komuś wykonanie reklamy czy wizytówki, szukamy tego, kto zrobi to najtaniej. Najczęściej osoby te nie mają nic wspólnego z fachowością. Gdybyśmy zwracali na takie rzeczy większą uwagę, efekt estetyczny byłby zdecydowanie inny. Mamy też bardzo duże tendencje do powielania znaków w przestrzeni publicznej. Nie wystarczy nam jeden szyld "Apteka", musi być ich co najmniej pięć - zauważyła Justyna Szklarczyk-Lauer.

- Strasznie boleję nad tym, że w naszym kraju trzeba rozmawiać o rzeczach, które gdzie indziej są absolutnym abecadłem - o otoczeniu i architekturze przestrzeni. Czy w zagranicznych miastach, np. w Barcelonie, zaprasza się architektów, żeby rozmawiać o reklamach? Nie, tam ludzie od dziecka stykają się z czymś, co jest uporządkowane i estetyczne. Tam wszyscy szanują ład przestrzenny. Mimo wszystko muszę pochwalić władze Rybnika, że próbują coś zmienić w kwestii reklam. To naprawdę rzadkość - stwierdził Robert Konieczny.

Straż miejska będzie mogła karać mandatami

Obecny na debacie Aleksander Krajewski kilka lat temu zorganizował w Katowicach "Reklamację". Grupa społeczników policzyła wówczas reklamy w centrum miasta. Wyniki były zatrważające - na przestrzeni 500 m wisiało ich aż 800. Społecznicy zrywali te reklamy, które powieszono nielegalnie.

- Niestety, w polskiej mentalności billboard nie jest traktowany jako przestrzeń publiczna, tylko część naszych domów. Dlatego też rzadko się je sprząta. Część z nich wisi bardzo długo. W efekcie w centrach miast nietrudno trafić na zupełnie wypłowiałe reklamy - zaznaczył Krajewski.

Wojciech Student, doradca prezydenta Rybnika, podczas konferencji zdradził szczegóły tego, jak miasto chce uporządkować reklamy w centrum miasta.

- Inspiracją dla naszego parku kulturowego są podobne rozwiązania wprowadzone we Wrocławiu. Uchwała, którą podejmą radni, powinna przede wszystkim wyeliminować elementy uznaniowości - kryteria wieszania reklam w centrum miasta powinny być jasne i jednolite. Obecnie brakuje uregulowań prawnych w wielu kwestiach. Za naruszenie zasad straż miejska będzie mogła karać mandatami - podkreślił Student.

"Wyborcza na żywo" to spotkania z dziennikarzami lub publicystami, którzy goszczą na łamach. Rozmawiamy o sprawach lokalnych i na tematy polityczne, gospodarcze, kulturalne. Zapowiedzi spotkań publikujemy na stronach lokalnych i na wyborcza.pl/nazywo

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem