Najłatwiej byłoby, rzecz jasna, oburzać się na to, że rządząca Polską partia wysłała nam „spadochroniarza”, jakbyśmy w Katowicach nie mieli nikogo godniejszego. Ale PiS ani nie jest w tym pierwsze (Unia Wolności w 1997 r. przysłała do Katowic prof. Leszka Balcerowicza), ani raczej nie ostatnie. Poza tym nikt nikomu na Morawieckiego głosować nie nakazuje. Zrobimy to (część z nas) sami, z nieprzymuszonej woli. Wielki macher z Nowogrodzkiej, który premiera RP wpisał na katowicką listę, z pewnością wszystko dobrze przemyślał.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej