Zademonstrowali to w sprawie Elżbiety Podleśnej, która rozpowszechniała plakaty z zażywającym czci wizerunkiem na tle tęczy, i pokazali, że muszą mieć pełną kontrolę nad tym, w co się w tym kraju wierzy i co maluje.

Nie wystarcza już brak innych religii. Obręcz musi być zaciśnięta mocniej. Pokażą wam detalicznie, jak powinien wierzyć katolik. Bo, ostatecznie, jesteście niewolnikami, prymitywami tarzającymi się w prochu ziemi. Władcy widzą więcej. Wiedzą najlepiej, czego wam trzeba. A na pewno nie trzeba wam pokrętnych interpretacji. Katolicy, którzy nie podpisują się pod interpretacją Ewangelii w wersji Kaczyńskiego, otrzymują jasne i sprecyzowane przesłanie: Bóg, Jezus czy też Maria nie dopuszczają odchyleń. W domu Pana nie ma miejsca dla nikogo, kto nie spełnia kryteriów mąż / żona / dwa i pół dziecka. A jeśli ktoś zapragnie interpretować wiarę własną miarą, to rzucimy go na pożarcie naszym przydupasom.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej