Latem 2017 r. w Bytomiu rozpętała się afera. Okazało się, że na teren miasta składowane są niebezpieczne odpady. Do miasta zaczęli przyjeżdżać dziennikarze, kontrolerzy z wojewódzkiego funduszu ochrony środowiska. Sprawą zainteresowała się prokuratura.

Przez miasto przetoczyła się gorąca dyskusja, co zrobić z tym problemem. Nielegalne składowiska odwiedzali też mieszkańcy.

Oddaliśmy sprawę do sądu

3 lipca grupa osób zablokowała wyjazd ciężarówek z działki należącej do firmy Józefa Prauzy. Na miejsce została wezwana policja. Kierowca okazał policjantom listy przewozowe, a niedługo później o sprawie napisał na swoim Facebooku Mariusz Wołosz, wówczas jeszcze radny miasta. Wpis zaczął od słów: „Bytom miastem bezprawia”, zamieścił zdjęcia z dokumentów skontrolowanego kierowcy oraz własne komentarze. Zarzucił wówczas wspomnianej spółce, że zajmuje się niebezpiecznymi odpadami. Pod wpisem radnego znalazły się komentarze internatów, na które odpowiedział: „Proszę nie zapominać, że to zorganizowana grupa przestępców i walka nie jest łatwa”. I dalej: „Od dawna powtarzam, że to zorganizowana grupa przestępcza”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej