Zmiany w systemie parkowania to z jednej strony efekt przedwyborczych zapowiedzi prezydenta Marcina Krupy, a z drugiej odpowiedź na codzienność Katowic. Strefa Kultury to jeden wielki darmowy parking. W dodatku kierowcy notorycznie rozjeżdżają tu chodniki oraz trawniki. Straż miejska wypisuje części z nich mandaty, ale tak naprawdę wszystko przypomina walkę z wiatrakami. W ostatnią sobotę, gdy na zaproszenie prezydenta Katowic do NOSPR na koncert karnawałowy przyjechało wiele osób, część z nich postanowiła zaparkować niszcząc miejsce, do którego zostali zaproszeni.

123 tys. samochodów z ościennych miast

Ale problem jest nie tylko w Strefie Kultury. Miejsc parkingowych w centrum Katowic zawsze będzie mniej niż samochodów. Jak mówił na posiedzeniu komisji transportu naczelnik wydziału zarządzania kryzysowego Mirosław Cygan, w dni robocze w godzinach porannego i popołudniowego szczytu do centrum Katowic wjeżdża 123 tys. pojazdów z sąsiednich miast. Są to głównie samochody z Rudy Śląskiej, Chorzowa, Siemianowic Śląskich, Świętochłowic, Tychów, Sosnowca i Mysłowic. – W weekendy jest ich o połowę mniej – mówi naczelnik Mirosław Cygan.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej