Szalikowcy Ruchu Chorzów chcieli odwiedzić w środę Górnośląskie Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach i wręczyć małym pacjentom mikołajkowe prezenty. To już wieloletnia tradycja kibiców z Chorzowa. W okolicach szpitala natknęli się jednak na grupę kilkudziesięciu ubranych w kominiarki pseudokibiców GieKSy i Górnika Zabrze, którzy ewidentnie czekali na szalikowców z Chorzowa.

Pobity, a mówi, że spadł ze schodów

– Doszło do bijatyki, która miała krwawy przebieg – przyznaje jeden z oficerów komendy w Katowicach. Policja zareagowała na pierwszy sygnał o starciu kiboli. Na miejsce natychmiast wysłano kilka patroli, ale kiedy tam dotarły, po szalikowcach nie było już śladu. Kibole wsadzili rannych kolegów do samochodów i odjechali.

Policjanci błyskawicznie ustalili, że jeden z pobitych został przywieziony do szpitala w Chorzowie. Nieoficjalnie wiadomo, że jest na warunkowym zwolnieniu z więzienia. Nie chciał jednak rozmawiać z policjantami. Twierdził, że obrażeń nabawił się, spadając ze schodów. Policja i tak prowadzi śledztwo, bo udział w bójce jest ścigany z urzędu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej