Epidemia zwolnień lekarskich, która dotknęła policję, to forma protestu mundurowych, którzy domagają się podwyżek, obniżenia wieku emerytalnego do 15 lat, płatnych nadgodzin oraz pełnopłatnego wynagrodzenia za L4. „Psia grypa” zaczęła się w piątek i rozlała się po całym województwie. Na zwolnienia przeszli przede wszystkim policjanci ruchu drogowego oraz prewencji. To pierwszoliniowe wydziały, od których zależy bezpieczeństwo na ulicach śląskich miast.

W Pszczynie zachorowała cała drogówka

W czwartek rano sytuacja w regionie była dramatyczna: na L4 było już 40 proc. funkcjonariuszy garnizonu śląskiego. To o 4 proc. więcej niż w środę. Oznacza to, że w służbie brakuje ponad 5 tysięcy mundurowych.

Najgorsza sytuacja jest w Pszczynie, gdzie zachorowała prawie cała drogówka oraz ponad połowa prewencji.

Niewiele lepiej jest w Żywcu, Bieruniu, Piekarach Śląskich, Tychach, Świętochłowicach, Rudzie Śląskiej czy Bielsku-Białej. W Katowicach „psia grypa” uderzyła przede wszystkim w drogówkę. Z kolei w czwartek rano w Sosnowcu do pracy nie przyszedł co trzeci policjant prewencji i co drugi ruchu drogowego. Podobna sytuacja jest też w Gliwicach.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej