O porywaczach zrobiło się głośno 13 listopada zeszłego roku, kiedy ubrani w policyjne mundury i kominiarki oraz wyposażeni w atrapy broni pojawili się na drodze w bielskiej dzielnicy Jaworze. Bandyci, udając patrol, wypatrywali mercedesa, którym miała nadjechać żona prezesa jednej ze znanych na Podbeskidziu spółek akcyjnych. Zatrzymali jeden taki samochód, ale okazało, że w środku jedzie ktoś inny.

Chwilę później im się poszczęściło: wypatrywana żona prezesa zatrzymała się do kontroli.

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej