Zadzwonił do nas w środę pan Józef. Pięć lat temu pisaliśmy już o jego kłopotach. Przez rok bez skutku zabiegał w śląskim Narodowym Funduszu Zdrowia o zgodę na sfinansowanie badania rezonansem magnetycznym ze znieczuleniem. Takiego badania wymagał jego syn Piotr, który urodził się z ciężkim porażeniem mózgowym. NFZ uparcie odmawiał. Tłumaczył, że takie badanie może sfinansować tylko w ramach hospitalizacji. Piotr uciekłby jednak ze szpitala, gdyby miał w nim zostać sam. Ojciec nie mógł przy nim być, bo miał jeszcze w domu obłożnie chorą żonę. Przepisy pozwalają w takich sytuacjach na zapłacenie za leczenie, którego nie ma w katalogu. Urzędnicy śląskiego NFZ nie skorzystali z tej możliwości. Woleli bezdusznie odmawiać.

Jak organizować sobie życie w takiej niepewności?

Tym razem pan Józef zadzwonił we własnej sprawie. W maju był w Szpitalu im. prof. Emila Michałowskiego przy Strzeleckiej w Katowicach. Założono mu sondę do lewej nerki. Nadszedł czas usunięcia sondy. Jeszcze w maju wyznaczono mu termin na 8 października. Kiedy w sierpniu był w szpitalu, bo zaczęła mu dokuczać także druga nerka, dowiedział się, że ma przyjść 1 października na konsultację anestezjologiczną przed zabiegiem. Przyszedł i dowiedział się, że termin usunięcia sondy jest już nieaktualny, bo kolejka się przesunęła. Może to będzie 10 października, ale jeszcze nic pewnego. Zadzwonią. – Czekałem na telefon, ale nie zadzwonili. Więc nie wiem, czy dziś, czy jutro. Jak organizować sobie życie w takiej niepewności? – skarży się mężczyzna.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej