Pan Michał katowickie lotnisko odwiedził w tym roku już 21 razy i jest przekonany, że port lotniczy w Pyrzowicach nie jest przygotowany na rosnącą liczbę pasażerów. Toalety, poczekalnie, sklepy, kawiarnie, parking, handling odpowiedzialny za dostarczanie bagaży, schody, tankowanie – wszystko jest obciążane o wiele większą liczbą pasażerów niż przepustowość lotniska. – Port w Pyrzowicach padł ofiarą własnego sukcesu – mówi pan Michał.

50 zł za ominięcie kolejki

Z lotniska korzysta od roku 2008 roku, ale z każdym rokiem jest – jego zdaniem – gorzej. Szczególnie wczesnym rankiem na lotnisku można zaobserwować dantejskie sceny. – Leciałem ostatnio o godz. 6.30 i o 5 rano. Kolejka do kontroli bezpieczeństwa była ogromna, a ludzie w stresie. Trzeba czekać, aż ktoś przez megafon w końcu poinformuje, że pasażerowie danego lotu mogą przechodzić poza kolejnością, tymczasem do zamknięcia bramek jest zaledwie kilka minut – mówi pan Michał. Dodaje, że stanowisk kontroli bezpieczeństwa jest tyle samo, ile kilka lat wcześniej. – Nic się nie zmieniło, choć lotnisko cały czas chwali się kolejnymi rekordami liczby odprawionych pasażerów – mówi.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej