Marek Malinowski z Chorzowa w marcu zeszłego roku przejeżdżał przez Zabrze. Na ulicy Mikulczyckiej natknął się na patrol, który badał alkomatem wszystkich jadących tamtędy kierowców. Kiedy przyszła kolej na Malinowskiego, ten oznajmił policjantom, że nie podda się badaniu.

– Byłem trzeźwy, nie było żadnych symptomów wskazujących, że prowadzę po alkoholu. To była po prostu jedna z wielu masowych akcji, gdzie policja chce zrobić wynik. Dlatego uznałem, że nie dmuchnę w alkomat – wspomina Malinowski.

Policjanci byli zdziwieni. Poprosili kierowcę o dokumenty, a potem zaczęli nakłaniać go, aby jednak zgodził się na badanie. Ten stanowczo odmawiał. Wtedy funkcjonariusze postanowili wyciągnąć Malinowskiego z auta.

– Kurczowo trzymałem się kierownicy, a jeden z mundurowych wyszarpywał mnie zza kierownicy. Wtedy uszkodził sobie palce i zaczął mnie wyzywać od chu...ów. Kiedy leżałem na ziemi, jeden policjantów na mnie klęczał, a drugi kopał mnie po całym ciele i bił po twarzy – mówi mężczyzna.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej