Przemysław Jedlecki, Dariusz Kortko: Podczas ostatniej konwencji samorządowej Prawa i Sprawiedliwości prezes Jarosław Kaczyński pytał: „Czy chcemy takich samorządów, które będą wojowały, warczały na rząd? Czy chcemy takich, które będą współpracować?”. Co to było?

Zygmunt Frankiewicz: To był bardzo zły przekaz. Nie po raz pierwszy pojawia się w polskiej polityce, ale po raz pierwszy z takim nasileniem i w ustach człowieka tak wysoko postawionego. Prezes Kaczyński mówi nam, że jeśli samorząd będzie politycznie bliski aktualnie rządzącym w Polsce, to gminy będą miały z tego korzyści. To korupcja.

Albo szantaż.

– Moim zdaniem korupcja. Propozycja polega na prostym układzie: wybierzcie naszych, a damy wam pieniądze czy inne potrzebne wam dobra. To niedopuszczalne. Do tego dochodzi jeszcze ta pogarda, którą słychać w głosie pana prezesa. Bo co to znaczy, że „samorządy warczą”? Warczy pies! Tak lekceważące mówienie o władzy publicznej – a trzeba wciąż przypominać, że organy samorządu terytorialnego, prezydenci, wójtowie i burmistrzowie to element publicznej władzy państwowej – jest lekceważeniem państwa. Niespotykane! Dziwi mnie i zasmuca, że taki brak szacunku nie spotyka się z ostrą reakcją choćby prezydentów.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej