Unijne rozporządzenie o ochronie danych osobowych obowiązuje od 25 maja. Od tego momentu wszystkie instytucje, które gromadzą i przetwarzają dane osobowe, muszą w jeszcze większym stopniu dbać o ich bezpieczeństwo. Nie wolno im też posługiwać się nimi bez zgody osoby, której dane dotyczą. W przypadku szkół sytuacja jest szczególnie delikatna, dysponują one bowiem bardzo szczegółowymi danymi niepełnoletnich uczniów.

Za złamanie przepisów grożą wysokie kary, dlatego dyrektorzy uczulają nauczycieli, by ściśle przestrzegali prawa. Nauczyciele są zdezorientowani. „Przesłano nam ogólną treść całej ustawy, ale bez żadnych wytycznych. Czy nie wolno wyczytywać i zapisywać nazwisk uczniów? Oddawać uczniom prac pisemnych?” – dopytuje na jednym z nauczycielskich forów pani Agnieszka.

Zdania internautów są podzielone. Jedni uważają, że wzorem nauczyciela jednego z kieleckich liceów, trzeba zacząć zwracać się do uczniów, używając zamiast nazwisk – numerów z dziennika. Inni argumentują, że to nie tylko absurdalne, ale też bezcelowe. Według rozporządzenia za dane osobowe uważa się bowiem każdy szczegół, umożliwiający identyfikacje osoby. „Skoro uczniowie znają nawzajem swoje numery w dzienniku, to informacja, że uczeń numer jedenaście dostał jedynkę, też jest ujawnianiem jego danych” – twierdzi jeden z nauczycieli.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej