Maria Zagórska cierpi na chorobę Heinego-Mediny, ma niedowład nóg. Z trudem porusza się o kulach po swoim mieszkaniu, sama nie wyjdzie na zewnątrz. Gdy żył jej mąż, we wszystkim pomagał. Gdy umarł, pani Maria, z pomocą siostry, zorganizowała zbiórkę w internecie na elektryczny wózek. Był dla niej zbawienny – dzięki niemu mogłaby sama wychodzić z domu. Tylko że główne wyjście z jej klatki schodowej, które prowadzi na ulicę Mickiewicza, jest dla pani Marii przeszkodą nie do pokonania.

U sąsiadów nie ma progu

– Drzwi otwierają się na zewnątrz, z trudem wychodzę tędy nawet o kulach. A schodek tuż za drzwiami uniemożliwia mi wyjazd wózkiem. Sama nie jestem w stanie go wynieść – mówi pani Maria.

Na pomoc krewnych nie może liczyć w każdej chwili, a chciałaby swobodnie wychodzić, szczególnie że teraz jest bardzo ładna pogoda, a jeszcze trzeba zrobić zakupy czy iść do lekarza. – Nie mam już sił prosić wszystkich dookoła, żeby mi pomagali. To staje się już zbyt upokarzające – dodaje.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej