Można pokusić się o żart, że jeśli jeszcze parę razy Kazimierz Karolczak, szef Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, zdobędzie się na taką szczerość, to prezydenci i burmistrzowie, którzy od lat traktują w znakomitej większości komunikację publiczną po macoszemu, postanowią go odwołać. W końcu nie po to wybrali go na stanowisko, żeby krytykował to, co robią od lat. A prawda jest taka, że od lat skąpią na komunikację publiczną i doprowadzili do tego, że dziś korzysta z niej tylko ten, kto musi.

Rzecz jednak w tym, że Karolczak nie powiedział nic nadzwyczajnego, tylko zdiagnozował to, o czy wiedzą wszyscy ci, którzy na co dzień korzystają z komunikacji publicznej. Stwierdził, że „tylko 15 proc. mieszkańców metropolii śląskiej korzysta z transportu publicznego. To oznacza, że oferta przewoźników jest słaba”. Dodał również, że „dojrzeliśmy do zmiany sposobu myślenia o transporcie publicznym”. Zadeklarował także, że „teraz patrzymy na niego jak na cały system, który ma sprawnie funkcjonować we wszystkich aspektach”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej