Wojciech L. pochodzi z Gorlic. W 2012 r. zaczął studiować w Zabrzu stomatologię. Zamieszkał w wynajętym mieszkaniu. Co jakiś czas przygarniał ze schroniska nowego kota. Wolontariuszki, które przekazywały mu zwierzęta, chciały sprawdzić, jak zwierzęta czują się w nowym miejscu. Student odpowiadał im, że nie ma czasu, ciągle przekładał terminy wizyty. W końcu przestał odbierać telefony. Jedna z wolontariuszek zaczęła podejrzewać, że coś złego się dzieje. Zaczekała na Wojciecha L. przed jego domem. Miała przy sobie dyktafon i nagrała z nim rozmowę. Wojciech L. bez ogródek poinformował ją, że kotów już nie ma, bo je zabił.

Ślady krwi w łazience

Ilona Kubik, inspektorka Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, powiadomiła policję. Do zawiadomienia dołączyła oświadczenie, pod którym podpisał się Wojciech L.: „Przyznaję się do zarzucanych mi czynów, czyli do zabicia kotów Rudiego i Borysa oraz dwóch kotów pani Ilony. Przyznaję się też do nadmiernych adopcji kotów i ich likwidacji [...]. Obiecuję, że już więcej nie będę adoptować żadnych kotów”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej