Michalina Bednarek: Rozpoczynasz swoją książkę od wizyty w największej rzeźni świata w Chinach. Opisujesz dobrze prosperującą fabrykę, ale z tyłu głowy mamy obraz rzezi żywych istot.

Stefano Liberti, włoski dziennikarz, autor książki "Władcy jedzenia": - Chińczycy dopiero niedawno przejęli model przemysłowej hodowli świń, jaki od dawna obowiązuje np. w USA. Chiński Shuanghui, bo o fabryce tej firmy mówimy, jest obecnie największym przetwórcą mięsa wieprzowego na świecie. W 2013 roku Chińczycy przejęli amerykański koncern Smithfield Food, który był najważniejszym producentem wieprzowiny w Ameryce Północnej. Chińczycy są z tego dumni i chętnie oprowadzają wycieczki po swoich przedsiębiorstwie. Ale nie pokazują wszystkiego.

Czyli czego?

Przemysłowa produkcja wieprzowiny jest scentralizowana po to, żeby nie narażać się na koszty i pośredników. W tym samym miejscu odbywa się więc hodowla oraz uśmiercanie zwierząt. Zwiedzający fabrykę nie zobaczą momentu zabijania zwierząt, choć ja opisuję to w książce. Najpierw zwierzę jest otępiane za pomocą gazu lub przez porażenie prądem, potem zarzyna się je cięciem na wysokości żyły szyjnej, a następnie zanurza w kadzi z wrzącą wodą. Obdziera się ze skóry, odcina się głowę. Obowiązuje jeden standard, każdy element tego procesu jest powtarzalny, jednak śmierci nie daje się w pełni kontrolować. Zwierzęta często się miotają i nie giną od przecięcia żyły. Rozpaczliwie kwiczą z bólu wrzucane do wielkiej kadzi z wrzątkiem. Mimo to ludzie tam pracujący są zupełnie obojętni.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej