Mieszkańcom takich osad jak Białogród w gminie Strumień w okresie wczesnego średniowiecza groziło mnóstwo niebezpieczeństw. Budowane były z drewna, więc pożar mógł je strawić w ciągu kilku godzin, wystarczyło zaprószenie ognia czy uderzenie pioruna. Osady często były plądrowane przez bandy rabusiów, zdarzały się najazdy zwaśnionych, walczących ze sobą rodów.

Świnie, kozy i drób mieszkańcy trzymali na podgrodziu, poza palisadą, więc były łatwą zdobyczą dla wilków czy niedźwiedzi. Ludzie chorowali i czasem umierali także od wody. Nie wiedzieli, że trzeba ją przegotować, żeby się pozbyć groźnych bakterii i wirusów. Nic dziwnego, że preferowali piwo. Słabiutkie, nie uderzało do głów, ale po fermentacji, więc wolne od zanieczyszczeń.

Na szczęście mamy XXI wiek, więc Katarzyna i Sylwester, mieszkańcy Białogrodu, mogą spać spokojnie.

Oderwać się od rzeczywistości

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej