Na początek zdjęcie. Młody mężczyzna w marynarce, dwudziestokilkuletni, siedzi na kanapie. Na kolanach i obok niego trzy duże psy. Widać, że wszystkie go uwielbiają, a on uśmiecha się od ucha do ucha. To jedna z niewielu fotografii Wacława Smoczyka, które zachowały się do obecnych czasów.

Pseudonim „Magik”

Kontaktuję się ze Zbiorami Specjalnymi Biblioteki Naukowej PAU i PAN w Krakowie.

Mają nie tylko to zdjęcie, ale przede wszystkim sporo ciekawych informacji. Tajemnice, których nie znali dotąd historycy, zawiera niewielki niepozorny zeszyt. Na kilkunastu stronach swoje wspomnienia spisały Janina i Anna Jałbrzykowskie, które okupację przeżyły w podkrakowskiej wsi Ujazd. W zeszycie opisały szczegóły niektórych akcji Smoczyka, ale przede wszystkim wiele informacji na temat okupacyjnego życia podporucznika.

Smoczyk, urodzony w Bytomiu (rocznik 1919) saper, oficer Armii Krajowej, od początku okupacji był współpracownikiem komendanta Józefa Korola. Jeden z jego pseudonimów to „Magik”, bo potrafił wyczarować pułapki, których jak ognia bali się hitlerowcy. Koledzy z konspiracji znali go także pod pseudonimem „Szeliga”.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej