Ewa Niewiadomska: Widziałam panią w tenisówkach, czy mi się zdawało?

Ewa Bogusz-Moore: Nie zdawało się pani. Wiem, że dla wielu to może być szok. W pracy biegam cały czas. Lubię sportowy styl, ale nie miałabym też problemu, aby wieczorem połączyć tenisówki z lśniącą kolią. Eklektyzm i łamanie stereotypów leżą w mojej naturze. Podobne zachowania obserwowałam w Wielkiej Brytanii. Nawet sam język narzuca tam pewien nieformalny styl. Wszyscy mówią do siebie na „ty”, ale to nie jest wyraz nadmiernej poufałości. Brytyjczycy szanują się i traktują poważnie, mają też silne poczucie hierarchii – większe niż w krajach, gdzie ciągle słyszymy „pan”, „pani”, co tworzy pewną barierę między ludźmi.

W Londynie spędziłam w sumie osiem lat i to był dla mnie bardzo ważny czas zawodowego rozwoju.

Dlaczego Londyn tak panią wciągnął?

– Najpierw pojechałam tam na rok uczyć się języka, potem studiowałam zarządzanie w kulturze w City University of London. Pracowałam w Instytucie Kultury Polskiej, gdzie zajmowałam się głównie muzyką i teatrem. Swoje doświadczenia wykorzystywałam też w międzynarodowych projektach. Wybrałam Londyn, bo uważam, że nie ma w Europie drugiego miasta, które żyje z takim kulturalnym rozmachem. Teatry muzyczne, sale koncertowe, znakomite orkiestry, muzea dostępne dla wszystkich. Powoli wrastałam w to miasto.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej