Rozmowa z Anną Horą-Lis

Magdalena Warchala: – Co daje dzieciom z Ugandy albo Syrii wirtualny udział w lekcji polskiego w gliwickiej szkole? Przecież nie znają nawet podstaw naszego języka. Czy wiedza z innych dziedzin nie przydałaby im się bardziej?

Anna Hora-Lis: – Język polski to coś więcej niż nauka gramatyki czy ortografii. Najważniejsze są dyskusje na tematy ogólnoludzkie, jak tolerancja, humanitaryzm, kultura. Dla uczestników projektu „Face to face with the world” udział w lekcjach online z polskimi uczniami to możliwość właśnie takiej dyskusji, konfrontacji swoich przekonań ze zdaniem rówieśników z innego kręgu kulturowego, okno na świat. To także okazja do nawiązania nowych przyjaźni i przekonania się, że można żyć bez głodu, strachu, wojny. Staramy się uzmysłowić dzieciom, że edukacja jest jedyną ścieżką do poprawy ich losu. Dla polskich uczniów takie lekcje są także okazją do poszerzenia horyzontów. Jestem polonistką, ale w programie uczestniczą również nauczyciele innych przedmiotów. Dużo jest zwłaszcza anglistów, bo podczas zajęć porozumiewamy się głównie w tym języku (choć zdarzają się placówki francuskojęzyczne). Dla polskich uczniów rozmowa w obcym języku to wyzwanie. Podczas pierwszych zajęć nawet prymusi nie są zazwyczaj w stanie wykrztusić z siebie zbyt wiele, tak duża jest blokada związana z mówieniem w obcym języku. Przy trzecim, czwartym spotkaniu nawet słabsi uczniowie chętnie zabierają głos. Łączność z rówieśnikami z odległych krajów motywuje polskie dzieci do poszerzania wiedzy z geografii. Wyszukują informacje w internecie i w książkach, dzielą się nimi z kolegami i koleżankami z klasy.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej