Podobno wszystko zaczęło się od karpi. Do fotografowania wyławiających je rybaków Rafała Milacha namówił Paweł Adamus, kolega z katowickiej ASP, który mieszkał w Oświęcimiu niedaleko rybnych stawów.

Obaj nie mieli wtedy wielkiego pojęcia o fotografii. Milach, rocznik 1978, rodowity gliwiczanin, wybrał katowicką ASP, bo chciał zostać plakacistą, a grafika zawsze była tam mocna. Fotografowania nie miał w planach, ale postanowił spróbować i zrobił to na tyle skutecznie, że czarno-biały reportaż „Rybacy” przyniósł mu drugą nagrodę w konkursie Polskiej Fotografii Prasowej.

Wyróżnienie zaskoczyło wszystkich, a najbardziej samego nagrodzonego. I tak to trwa od tej pory – od zaskoczenia do zaskoczenia. Najnowsze to zaproszenie z agencji Magnum.

Szare pożegnanie ze Śląskiem

Po „Rybakach” Milach połknął bakcyla. Do projektowania graficznego w Katowicach dorzucił słynny Instytut Twórczej Fotografii w czeskiej Opawie i zajął się nowym cyklem, który pochłonął go na kilka kolejnych lat. „Szare” to była okazja, by spojrzeć świeżym okiem na swoje otoczenie.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej