Przemysław Jedlecki: Niezbyt często projektujecie duże osiedla mieszkaniowe.

Przemo Łukasik, architekt, współwłaściciel pracowni Medusa Group: Ostatni duży projekt mieszkaniowy na Śląsku robiliśmy w 2008 r. Chodziło o niezrealizowane osiedle przy ul. Daszyńskiego. W Katowicach mamy swój wkład w osiedle Bażantowo, gdzie intencją inwestora było to, żeby wielu różnych śląskich architektów nadawało temu miejscu charakter. Teraz tworzymy osiedle w Bronowicach krakowskich. To rzeczywiście duże założenie. Docelowo będzie tam kilka tysięcy mieszkań.

W Katowicach przygotowaliście projekt osiedla na północ od Strefy Kultury. Jak się rozpoczął?

– Inwestor zaprosił nas do konkursu. Miał on charakter zamknięty, razem z nami brało w nim udział kilka innych pracowni. Nie wiedzieliśmy, z kim rywalizujemy. Wiedzieliśmy, że to pracownie także spoza Śląska. To ostatnio częsta sytuacja. Inwestorzy wybierają sobie zespoły i sprawdzają, co mają im one do zaoferowania.

Od początku zakładaliście budowę wysokich budynków?

– Tak. Już na etapie konkursu, a więc prawie trzy lata temu, proponowaliśmy wysoką zabudowę w tym miejscu. To, co pokazaliśmy w lutym, to efekt konkursu na koncepcję osiedla. Inwestor długo analizował te prace. Zatem z naszej strony nic w tej sprawie się nie zmieniło. Nasza koncepcja bazowała na trochę innym zagospodarowaniu tego terenu. Zależało nam, żeby wpisywała się w kontekst miejsca. Katowice mają kilka różnych przykładów zabudowy mieszkaniowej, a jedną z nich jest zatopienie zabudowy w przestrzeni otwartej, o charakterze parkowym. Drzewa, które są na wizualizacjach, nie zostaną tylko na nich. Inwestor naprawdę będzie sadził przy domach dorosłe drzewa. Inspirowaliśmy się też taką zabudową jak pobliskie Gwiazdy czy wieżowce, które od wielu lat stoją za Spodkiem i stanowią jego tło.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej