To człowiek doskonale w Gliwicach znany, pełnił w tym klubie kilka funkcji. Był w nim menedżerem, skautem, asystentem trenera. Teraz sprawdza się w kolejnej roli.

Paweł Czado: Czy w nadchodzącym sezonie Piast ma grać bardziej ofensywnie niż w zeszłym?

Bogdan Wilk: Na pewno. Jesteśmy chyba zgodni, że jeśli chodzi o utrzymanie się przy piłce, kontrolę nad meczem, nie było tak źle. Ten zespół potrafił przeprowadzić różnorodne fajne akcje zarówno środkiem, jak i bokami – i to w meczach z silnymi drużynami z czołówki tabeli.

Ale trudno ukryć, że brakowało nam bramek. A jak wiadomo, bez bramek meczu się nie wygra, można go najwyżej zremisować (uśmiech).

Z drugiej strony – jakkolwiek to nie zabrzmi – nie mieliśmy szczęścia. Dla przykładu: w 30. kolejce graliśmy mecz z Niecieczą. Goście strzelili w 90. minucie na 1:1, a VAR-u akurat nie było. Tymczasem tam był przecież półmetrowy spalony...

Ale szczęściu trzeba pomóc. W tym sezonie myślę, że mu pomożemy i będzie lepiej.

No właśnie. W kadrze są już nowi ofensywni gracze. Skąd wziął się Piotr Parzyszek, który nigdy dotąd nie grał w polskiej lidze [dotąd występował w holenderskich klubach vbv De Graafschap i PEC Zwolle, a także w angielskim Charltonie, belgijskim St.Truidense i duńskim Randers – przyp. aut.]? Długo mu się przyglądaliście?

– Mieliśmy go na oku. Pamiętam go jeszcze jako piłkarza reprezentacji Polski juniorów. Rozmawiałem właśnie z jednym z naszych zawodników, mówi, że razem wtedy grali i że jego gra się wtedy wszystkim podobała. Ma instynkt strzelecki i ciągle jest młody, ma 24 lata. Nie jest dla niego problemem uderzyć na bramkę prawą, lewą nogą, z głowy. Ma bardzo dobre warunki fizyczne.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej