Rother to legenda GieKSy, najlepszy napastnik GKS-u Katowice w erze „przedfurtokowej”. W 1970 roku strzelił gola Barcelonie na Camp Nou w Pucharze Miast Targowych. „Lewoskrzydłowy GKS-u minął dwóch obrońców Barcelony i z odległości 30 m posłał piłkę w samo okienko” – pisały gazety. Dziś regularnie ogląda swoich następców na Bukowej i liczy, że wreszcie awansują do ekstraklasy. 

Paweł Czado: Jak zaczęła się przygoda z piłką?

Gerard Rother: Urodziłem się na Pniokach. Mieszkałem na ul. Mariańskiej, a potem przeprowadziliśmy się na Szarlociniec [część dzielnicy Chorzów I, nazwę nadano jeszcze na cześć Charlotty Pruskiej, czyli Fryderyki Luisy Charlotty Wilhelminy Hohenzollern, późniejszej żony cara Mikołaja I – przyp. aut.]. Na placu gralimy całymi dniami w piłkę. Laty [poprzeczki – przyp. aut.] były wymalowane na ścianach komórek. A od trampkarzy grałem w Konstalu Chorzów, zawsze na środku ataku. Byłem królem strzelców juniorów, strzelałem 2-3 bramki na mecz. W bramce był Heniek Pietrek [potem bramkarz Ruchu – przyp. aut.], który mieszkał piętro wyżej.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej