Tekst ukazał się w katowickim wydaniu „Gazety Wyborczej” 8 maja 2009 roku

Napastnicy byli wysocy, nosili wojskowe buty, na głowach mieli arafatki, a oczy ukryte za ciemnymi okularami. Każdy z nich wymachiwał karabinkiem AK 47, najbardziej popularną bronią arabskich terrorystów. – Mordy w kubeł, na ziemię – krzyczeli po polsku i angielsku. Przewracali stoły, kopali w krzesła i strzelali w sufit. W ciągu kilkudziesięciu sekund sala wykładowa Centrum Szkolenia na Potrzeby Sił Pokojowych w Kielcach zamieniła się w pobojowisko. Zostałem przygnieciony do podłogi, skrępowano mi ręce, na głowę założono płócienny worek. Napastnicy wyciągnęli z moich kieszeni komórkę, scyzoryk, gumy do życia i wrzucili do auta. W środku na cały regulator leciały arabskie przeboje. 30 kwietnia o godz. 6.35 zostałem porwany. Na 210 długich minut.

W kamizelce jak w piekarniku

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej