Tekst ukazał się w katowickim wydaniu „Gazety Wyborczej” 1 kwietnia 2011 roku

Pamiętam, że część Żydów, przeczuwając, co tak naprawdę znaczy selekcja, którą dowodził Kuczyński, przed zbiórką malowała sobie włosy na czarno, chcąc w ten sposób się odmłodzić. Nagle lunął deszcz. Smugi czarnej farby zaczęły im spływać po twarzach. Niemcy kazali niektórym starszym ludziom zastygnąć w dziwnych pozycjach, na czworaka. Przypominali wielbłądy. Mimo całej makabry my, młodzi, nie mogliśmy powstrzymać się od histerycznego śmiechu. To była mieszanina strachu i jakiejś tragikomedii.

Świadkowie patrzą z góry

Boiska Żydowskiego Towarzystwa Gimnastyczno-Sportowego „Hakoach” w Będzinie nie znajdziecie. To dziś mocno zaniedbany teren dworca autobusowego przy ul. Kościuszki.

Starszy mężczyzna – siwy, na oko około 70 lat – który czeka na autobus linii 97 do Góry Siewierskiej, dziwi się, gdy pytam go o zapomniany stadion. – Boisko? Miejsce selekcji Żydów? Dla mnie to zawsze był dworzec autobusowy – wzrusza ramionami.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej