Tekst ukazał się w katowickim wydaniu „Gazety Wyborczej” 5 lipca 2002 roku

Niedziela w City Pubie. Jeszcze daleko do godz. 19.30, a większość chętnych zajęła już miejsce przy stolikach. Część czai się przy barze. Siedzą tyłem i myślą, że nie widać plakietek z imieniem. Justyna, pierwszy raz na szybkiej randce, już zdążyła policzyć. Dziesięciu facetów na pięć dziewczyn. Dobrze jest!

Po siódme – faceta

Julia z Katowic i Magda z Sosnowca, na oko dwudziestoparolatki, usiadły przy środkowym stoliku. Dobrze mieć towarzystwo, więc przysiadam się do nich. Obgadujemy facetów:

– Ten blondyn przy barze jest fajny, ale chyba nie ma plakietki.

Magda (smutna): – Eee, za przystojny, żeby był samotny.

Julia: – Uważaj na tego starego. Jak wchodził, zdjął obrączkę. Patrzcie na „potentata naftowego".

– Który to?

– Ten cały w bieli, co siedzi pod ścianą. Kurczę, prześwietla nas wzrokiem. Boże, a jak do nas podejdzie?

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej